sobota, 3 czerwca 2017

Czerwone dziewczyny - Kazuki Sakuraba

Saga rodzinna z Kraju Kwitnącej Wiśni.



Japonia, 1945 rok. Tajemniczy lód z gór zostawia w osadzie Benimidori trzyletnią dziewczynkę, która zostaje później przygarnięta przez wielodzietną rodzinę klasy robotniczej. Manyo już od najmłodszych lat różni się od rówieśników - wykazuje zdolności jasnowidzenia, a w wieku dziesięciu lat widzi na niebie latającego człowieka. Przez swoją odmienność i pochodzenie, wielu mieszkańców wioski uważa ją za znak od bogów lub proroka. Jako nastoletnia dziewczyna zostaje wybrana przez matronę bogatego rodu na żonę dla swojego syna. Wstąpienie do poważanej, wpływowej rodziny na zawsze odmieni los jej samej oraz kolejnych pokoleń. 

Tytuł: Czerwone dziewczyny. Legenda rodu Akakuchibów
Autor: Kazuki Sakuraba
Wydawnictwo: Literackie

Kultura Dalekiego Wschodu, a zwłaszcza Japonii i Korei, od zawsze mnie interesowała. Obyczajowość i sztuka Kraju Kwitnącej Wiśni, przez swoją odmienność, intryguje i wzbudza ciekawość. Całkowicie odmienny styl życia, spojrzenie na rzeczywistość i podejścia do kwestii religii, rodziny czy wychowania czynią ten kraj czymś niezwykłym i nieodgadnionym dla Europejczyków. Dzięki różnym formom kultury, która coraz częściej dociera daleko poza granice Azji, możemy poznać ten kraj i lepiej go zrozumieć. Taką sposobnością jest między innymi lektura Czerwonych dziewczyn - książki jednej z najpoczytniejszych japońskich autorek, Kazuki Sakuraby. Dzięki Wydawnictwu Literackiemu, polscy czytelnicy mogą poznać twórczość tej pisarki i przenieść się na chwilę do Japonii. Natomiast za sprawą organizatorów czerwcowego Big Book Festivalu, będą mogli się z nią spotkać w Warszawie podczas tegorocznej edycji festiwalu.

Narratorką i przewodniczką po osadzie Benimidori jest Toko, wnuczka Manyo i najmłodsza spadkobierczyni rodu Akakuchibów. Przywołując wspomnienia i opowieści członków rodziny, przytacza nam historię kolejno swojej babki, matki i swoją. Snuje przed nami opowieść mającą swój początek w latach pięćdziesiątych XX wieku, a kończąc na czasach teraźniejszych, kiedy sama staje się główną bohaterką. Historia rodziny jest silnie osadzona w czasach, w jakich mają miejsce poszczególne wydarzenia, dzięki czemu możemy zaobserwować, jak się zmieniała sama Japonia na przestrzeni ponad pięćdziesięciu lat. Śledzimy rozwój tego azjatyckiego państwa; jego metamorfozę z niewielkiego, wyspiarskiego państwa w światową potęgę gospodarczą. Jesteśmy świadkami największych przemian militarnych i ekonomicznych drugiej połowy XX wieku, kiedy to Japonia przeżywała największy okres rozkwitu i kształtowała swoją czołową pozycję wśród krajów całego świata... I gdzieś w tym wszystkim toczą się losy rodziny Akakuchibów - na pozór odsuniętej od zgiełku największych miast, a jednak widocznie odczuwających wszelkie zmiany gospodarcze.

Historia, którą kreuję przed nami Kazuki Sakuraba, z początku przypomina pewien rodzaj onirycznej przypowieści. Ta senność i melancholia, która unosi się znad stron, oczarowuje czytelnika i zaprasza go do świata powieści. Podczas lektury mamy poczucie całkowitego odrealnienia i przeniesienia się prosto do Japonii. Jednak im bliżej współczesności, a tym samym ostatniej części książki, cała atmosfera powoli się ulatnia. Znika orientalny, azjatycki klimat, a zamiast niego pojawia się pretensjonalność i zmanierowanie. Również emocje oraz relacje między bohaterami, które wcześniej świetnie opisywała autorka, pod koniec historii zupełnie tracą na naturalności i autentyczności. Wszystko popada w jakąś niezrozumiałą pompatyczność i nadęcie, a same wydarzenia stają się przez to groteskowe. Dziwi to zwłaszcza dlatego, że przez znaczącą część książki wszystko wyglądało naprawdę dobrze i zwiastowało co najmniej nieprzeciętną lekturę, a dopiero pod koniec każdy z elementów zaczął się rozstrajać. Szkoda, bo zapowiadało się naprawdę ciekawie...

Czerwone dziewczyny Kazuki Sakuraby to intrygująca, klimatyczna powieść przepełniona duchem orientu; azjatycka saga rodzinna, w której przyziemna codzienność miesza się z marzeniami i onirycznymi wizjami. To melancholijna i niepozbawiona bólu opowieść o miłości i rodzinie, a jednocześnie ukazująca radości życia przypowieść o niezwykłych kobietach. Choć pod koniec książka znacząco obniża swój poziom, a historia staje się chwilami pretensjonalna i manieryczna, to w ogólnym rozrachunku, powieść wypada co najmniej interesująco. To przede wszystkim świeża i zupełnie inna od naszej perspektywa, dzięki której możemy przyjrzeć się z bliska Japonii oraz poznać jej kulturę i obyczajowość. I choćby dlatego Czerwone dziewczyny to książka, która poszerza nasze horyzonty oraz w jakiś sposób zapada w pamięć.

★★★★★★☆☆☆

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

Czytaliście już Czerwone dziewczyny?
A jeśli nie, to czy zamierzacie?

wtorek, 16 maja 2017

Na wodach północy - Ian McGuire

Na skutych lodem wodach Arktyki.



Rok 1859, Anglia. Statek wielorybniczy Ochotnik wypływa na wody Morza Arktycznego. Jego dowódca, znany ze swojej pechowości, nie cieszy się dobrą sławą, jednak ten rejs ma odwrócić jego niefortunny los. Do załogi statku niespodziewanie dołącza Patrick Sumner - niedawno wydalony z wojska Irlandczyk. Zatrudniony jako lekarz pokładowy, ma nadzieję na niewymagającą wyprawę, podczas której będzie jedynie leczył niegroźne urazy i opatrywał drobne rany. Jednak kiedy pewnego dnia zgłasza się do niego chłopiec okrętowy z obrażeniami jednoznacznie wskazującymi na to, że został seksualnie wykorzystany przez jednego z członków załogi, sprawy wyraźnie się komplikują. Rozpoczyna się poszukiwanie sprawcy...

Tytuł: Na wodach północy
Autor: Ian McGuire
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Nagroda Bookera w przeciągu kilkunastu ostatnich lat stała się jedną z najważniejszych i najbardziej prestiżowych nagród literackich na świecie. Przyznawana od 1969 roku, kształtuje trendy literackie i w znaczący sposób wpływa na rozpowszechnienie i popularyzację twórczości danych twórców. To właśnie dzięki tej nagrodzie sławę i uznanie na całym świecie zyskali m.in.: John Maxwell Coetzee, Ian McEwan, Yann Martel czy ostatnio również Richard Flanagan oraz Eleanor Catton. Już sama nominacja do Nagrody Bookera jest ogromnym wyróżnieniem i wyznacznikiem jakości. Jednym z zeszłorocznych nominowanych jest Brytyjczyk Ian McGuire, którego książka The North Water (Na wodach północy) trafiła w kwietniu na półki polskich księgarń.

Niekończące się wody morza, statek wielorybniczy i niezbadana Arktyka. Ian McGuire osadził swoją powieść w dzikim, brutalnym świecie, w którym o przetrwaniu decydują siła i wpływy. Nie ma tu miejsca na kompromisy, a ci, którzy nie mają wystarczającej woli walki, natychmiast przestają się liczyć. Takie jest również Na wodach północy - brudne, męskie i pozbawione uczuć. Wraz z rozpoczęciem lektury, zostajemy przeniesieni na pokład statku, gdzie razem z załogą znosimy trudne warunki podróży, odczuwamy strach i stawiamy czoła dzikiej naturze. Niepowtarzalny klimat, który charakteryzuje tę powieść jednocześnie przeraża i intryguje czytelnika. Z jednej strony chcemy jak najszybciej stamtąd uciec, wrócić do domowej wygody, a z drugiej jak najlepiej poznać te realia, zasmakować dzikiej natury, mrozu i bólu. Pragniemy doświadczyć na własnej skórze trudów i niedogodności rejsu.

Fabuła powieści Iana McGuire'a na pierwszy rzut oka skupia się na zbrodni oraz poszukiwaniu sprawcy. W tej dosłownej, najprostszej do odczytania treści to właśnie wątek kryminalny wychodzi na pierwszy plan. Jednakże kiedy spróbujemy przyjrzeć się jej bliżej, zauważymy, że pod jego fasadą, kryje się znaczniej więcej... Autor przemycił w tej stosunkowo prostej historii, sporą ilość zagadnień, które pozornie nie kojarzą się z tego typu powieściami. Wykorzystując postać Patricka Sumnera, zadaje wiele pytań, tym samym zapraszając czytelnika do zaangażowanej lektury i zmuszając go do refleksji. Ten irlandzki lekarz, nieco zagubiony w poczuciu bezradności i niejakiej pustki, stara się odnaleźć w sytuacji, w jakiej się znalazł oraz zrozumieć, w jaki sposób doświadczenie wpływa na postrzeganie przez niego świata. Ian McGuire pyta o poszukiwanie celu w życiu, o instynkt, który ukierunkowuje zachowanie i osobowość każdego z nas. A dzięki nieograniczonemu polu do interpretacji, jaką pozostawia autor, każdy ma możliwość odczytania tej historii na własny, unikalny sposób.

Na wodach północy Iana McGuire'a to bezkompromisowa, męska proza, w której nie ma miejsca na słabość czy lęk. Brytyjski pisarz kreuje przed nami intrygującą opowieść o okrucieństwie, upadku moralności i zezwierzęceniu. Zestawiając ludzi i zwierzęta, wskazuje na to, jak bezwzględny i brutalny może być człowiek oraz do czego może się posunąć w kryzysowych sytuacjach. Porównując go do najgroźniejszych bestii, ukazuje rodzaj ludzki jako gatunek pozbawiony moralności, uczuć i jakichkolwiek skrupułów. McGuire próbuje jednocześnie dociec, w czym tkwi istota zła; skąd bierze się to najgłębiej zakorzenione w naszej naturze, instynktowne zło... To brutalna opowieść, która wymaga od czytelnika czegoś więcej niż tylko skupienia i która w dosadny sposób daje do myślenia. Na wodach północy intryguje, wywołuje niepokój, zmusza do refleksji i nie daje o sobie zapomnieć jeszcze długo po lekturze.

★★★★★★★☆☆☆

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

Czytaliście już Na wodach północy?
A jeśli nie, to czy zamierzacie?

sobota, 13 maja 2017

Endgame. Reguły gry - James Frey

Wielki finał Endgame.



Endgame nieubłaganie zbliża się ku końcowi... Uczestników ubywa, a rozgrywka z dnia na dzień staje się coraz bardziej zacięta. Każdy z Graczy wiele przeszedł i jeszcze więcej musiał poświęcić, dlatego za wszelką cenę pragnie zakończyć tę morderczą grę. Dodatkowej adrenaliny dodaje fakt, że zaangażowane zostają osoby wcześniej niewtajemniczone w rozgrywkę, a samo Endgame zyskuje wymiar globalny. Co więcej niektórzy gracze zaczynają podawać w wątpliwość sens i celowość całego przedsięwzięcia; zastanawiają się, o co tak naprawdę walczą i kto za tym wszystkim stoi...

Tytuł: Endgame. Reguły gry (tom 3.)
Autor: James Frey, Nils Johnson-Shelton
Wydawnictwo: Sine Qua Non

Kiedy dwa lata temu przeczytałem pierwszy tom Endgame, nie byłem przekonany, czy kontynuować tę serię. Choć przyjemnie spędzałem czas, czytając Wezwanie, to sama książka nie zrobiła na mnie ogromnego wrażenia. Mimo to zdecydowałem się sięgnąć po kolejny tom, i jak się później przekonałem, podjąłem dobrą decyzję, bo Klucz niebios w pełni wynagrodził mi braki i niedociągnięcia pierwszej części. Ciągle była to literatura typowo rozrywkowa, jednak w najlepszym tego słowa znaczeniu. Kiedy więc rozpoczynałem lekturę ostatniego tomu, liczyłem na podobne wrażenia, jak w przypadku poprzednich części. Czy jednak Reguły gry sprostały moim oczekiwaniom?

Reguły gry są bezpośrednią kontynuacją wydarzeń z drugiej części. Książka zaczyna się właściwie w tym samym momencie, w którym skończyła się jej poprzedniczka, dzięki czemu ciągłość akcji jest jak najbardziej zachowana. Właśnie przez tę linearność i szczegółową chronologiczność zdarzeń, cała powieść przypomina w swojej budowie serial. Wielu pierwszoplanowych bohaterów, kilka miejsc akcji i równoległe rozgrywające się wydarzenia - to wszystko sprawia, że w głowie automatycznie tworzymy obrazy i wyobrażamy sobie poszczególne sceny. Seria Endgame stanowi wprost idealny scenariusz na dobry serial akcji.

Tym, co nigdy nie zawodzi jeśli chodzi o tę serię, jest umiejętne trzymanie w napięciu. Szybkie tempo i odpowiednio dawkowane zwroty akcji powodują, że książkę czyta się właściwie jednym tchem. Mimowolnie chcemy wiedzieć, co wydarzy się dalej i jak potoczą się losy bohaterów. Autorzy umiejętnie rozpisali poszczególne wydarzenia i zaplanowali całą serię, dzięki czemu nieustannie przyciągają uwagę czytelnika. Nawet jeśli pod koniec trzeciego tomu ta zwarta budowa zostaje widocznie zaburzona, a sama akcja traci na wyrazistości, to całej książce nie można odmówić trzymania w napięciu. Nawet jeśli jest ono wywołane głównie przez ciekawość, jak się to wszystko zakończy...

Ostatni tom różni się od poprzednich przede wszystkim tym, że widać tu braki w ciągłości, logice i zbieżności fabuły. Reguły gry są zdecydowanie najmniej przemyślaną ze wszystkich części, widoczny jest tu brak pomysłu na to, jak poprowadzić akcję. Wszystkie elementy się niekontrolowanie rozmywają, a cała książka widocznie traci spójność. Cierpi na tym również sama dramaturgia, która z czasem zwyczajnie zanika; zamiast emocjonować się wydarzeniami i martwić o los bohaterów, próbujemy się zorientować, gdzie to tak właściwie zmierza i jaki jest tego cel. Zawiódł zarówno pomysł, jak i realizacja.

Reguły gry, mimo że wciągają i angażują czytelnika, to przede wszystkim jednak rozczarowują. Brak tu pomysłu na fabułę, odpowiedniego napięcia i logiki w postępowaniu bohaterów. Trylogia duetu Frey/Johnson-Shelton wyróżnia się oryginalnością i nietypowym podejściem do poprowadzenia fabuły, jednak w ostatnim tomie to wszystko gdzieś zanika. Co prawda książka dostarcza rozrywki i pozwala na chwilę odprężenia, jednak nie wywołuje u czytelnika żadnych emocji. Ostatecznie nie jest to książka zła, lecz jedynie rozczarowująca i zwyczajnie przeciętna. A szkoda, bo poprzednie części zapowiadały ciekawy i co najmniej widowiskowy finał.

★★★★★☆☆

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non.

Czytaliście już serię Endgame?
A jeśli nie, to czy zamierzacie?

środa, 10 maja 2017

Frankenstein - Mary Shelley

Klasyka grozy w najlepszym wydaniu.



Wiktor Frankenstein pochodzi z bogatej i powszechnie szanowanej genewskiej rodziny. Już od najmłodszych lat wykazuje zainteresowania naukami ścisłymi, dlatego jako siedemnastolatek postanawia wyjechać na studia do Ingolstadt, by tam kontynuować naukę. Interesują go przede wszystkim zagadnienia związane z istotą śmierci oraz odkryciem możliwości przywracania życia zmarłym, a jednym z jego największych projektów, i zarazem marzeń, jest powołanie do życia idealnego człowieka. Po wieloletnich poszukiwaniach i badaniach naukowych w końcu mu się to udaje, choć efekt znacząco różni się od jego oczekiwań. Wkrótce przekona się także, że stworzona przez niego istota całkowicie odmieni jego życie i zmusi go do podjęcia wielu bolesnych decyzji.

Tytuł: Frankenstein
Autor: Mary Shelley
Wydawnictwo: Vesper

Jako jedna z najpopularniejszych powieści grozy, Frankenstein na dobre wszedł do kanonu literatury. Obok Draculi Brama Stokera i Mnicha Matthew Gregory'ego Lewisa to chyba jedna z najbardziej rozpoznawalnych na świecie powieści gotyckich. Liczne adaptacje filmowe i teatralne oraz ciągłe odwołania i nawiązania kulturowe świadczą o niesłabnącej fascynacji i zainteresowaniu powieścią Mary Shelley. Książka, która świetnie odnalazła się także w kulturze masowej, była i jest inspiracją dla wielu późniejszych dzieł, a sam wizerunek monstrum stał się już pewnym zjawiskiem kulturowym. Czy jednak po blisko dwustu latach od pierwszego wydania, Frankenstein wciąż zachwyca?

Powieść rozpoczyna się w momencie, gdy młody podróżnik Robert Walton, przemierzając na swoim statku wody Arktyki, pragnie dopłynąć do bieguna północnego - miejsca, gdzie jeszcze nikt nie zdołał dotrzeć. Na swojej drodze niespodziewanie spotyka Wiktora Frankensteina, człowieka u kresu sił, który postanawia opowiedzieć mu swoją historię. Snuje przed nim smutną opowieść o rodzinie, dzieciństwie spędzonym w Genewie i studiach w Ingolstadt. Mówi mu o swoim zainteresowaniu nauką i fascynacji istotą śmierci, a także o tragicznym w skutkach eksperymencie, który doprowadził go do obecnej sytuacji. Toczy przed nim pewnego rodzaju spowiedź, jednocześnie próbując zmierzyć się z przeszłością. Trochę rozdrapując stare rany, a trochę starając się znaleźć odpowiedź na pewne pytania, opowiada swoją historię Robertowi oraz nam, czytelnikom.

Przyjęło się określać Frankensteina mianem powieści grozy, jednak w moim odczuciu jest to co najmniej spore niedopowiedzenie. Dzieło Mary Shelley to przede wszystkim przejmująco smutna, iście tragiczna opowieść o samotności oraz potrzebie miłości. Angielska pisarka wnikliwie analizuje zachowanie siejącego postrach monstrum oraz wnika wgłąb umysłu Wiktora Frankensteina, naukowca-stwórcy. Rozkłada na czynniki pierwsze, bada psychikę głównego bohatera, tym samym kreując przed nami jego portret psychologiczny. Poznajemy jego motywacje, sposób postrzegania rzeczywistości oraz ciążące na nim myśli i decyzje. Z pozycji obserwatora przyglądamy się jego zmaganiom z najtrudniejszymi dylematami oraz zastanawiamy się, co my byśmy zrobili na jego miejscu.

Jednak tym, co czyni tę powieść wyjątkową i ciągle aktualną, jest przede wszystkim jej uniwersalność. Poruszająca tak wiele motywów, mówi o rzeczach niezwykle ważnych równie dzisiaj. O potrzebie przynależności i miłości oraz poszukiwaniu celu, którego każdy w swoim życiu potrzebuje. To zawiła, wielowymiarowa powieść, którą w zależności od punktu widzenia, można interpretować na przeróżne sposoby. Ten dziewiętnastowieczny klasyk jest istną hybrydą gatunkową, w której groza miesza się z romansem, a thriller z powieścią filozoficzną. Warto znać Frankensteina nie tylko z racji tego, że należy do klasyki literatury oraz jest jednym z najważniejszych dzieł kultury popularnej, ale przede wszystkim dlatego, że to po prostu świetna powieść. Poruszająca, wymagająca, dająca do myślenia i na długo zapadająca w pamięć.

★★★★★★★★☆☆

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Vesper.


Czytaliście już Frankensteina?
A jeśli nie, to czy zamierzacie?