wtorek, 31 stycznia 2017

Podsumowanie miesiąca i Book Haul | Styczeń 2017

Pierwsze podsumowanie miesiąca w tym roku.



Pierwszy miesiąc 2017 roku za nami. Po kilku zabieganych tygodniach w końcu udało mi się znaleźć trochę czasu na relaks. W drugiej połowie stycznia przypadły mi ferie zimowe, dzięki którym mogłem choć na chwilę odpocząć i zapomnieć o obowiązkach szkolnych. Większą część wolnego spędziłem na obozie narciarsko-pływackim na Słowacji, na który jeżdżę już od prawie dziesięciu lat. Natomiast pod koniec ferii udało mi się pojechać na trzy dni do Krakowa, gdzie również bardzo miło spędziłem czas. Oba wyjazdy wspominam niezwykle miło i jestem zadowolony, że tak aktywnie udało mi się spędzić te ferie, choć nie ukrywam, że za ich sprawią nie miałem tak dużo czasu na czytanie, jak mogłoby się wydawać...


W styczniu przeczytałem:
  • Prawiek i inne czasy - Olga Tokarczuk ★★★★★★★★☆☆ (recenzja)
  • Muza - Jessie Burton ★★★★★★★☆☆☆ (recenzja)
  • Zabić drozda - Harper Lee ★★★★★★★☆☆☆
  • Lolita - Vladimir Nabokov ★★★★★★★☆☆☆
  • Lalka - Bolesław Prus ★★★★☆☆☆☆☆☆

Najlepsza książka:
Największe wrażenie zrobiła na mnie powieść Prawiek i inne czasy Olgi Tokarczuk. Jest to jedna z tych książek, o których myśli się jeszcze długo po lekturze i do których będzie się jeszcze niejednokrotnie powracać.

Najgorsza książka:
Mimo pozytywnego nastawienia i sporej determinacji, Izabela Łęcka oraz Stanisław Wokulski pokonali mnie. Lalka z pewnością nie dołączy do grona moich ulubionych lektur.


W styczniu obejrzałem:
  • O północy w Paryżu (reż. Woody Allen) ★★★★★★☆☆☆☆
  • Komunia (reż. Anna Zamecka) ★★★★★★☆☆☆☆
  • Święta góra (reż. Alejandro Jodorowsky) ★★★★★★★☆☆☆
  • La La Land (reż. Damien Chazelle) ★★★★★★★★☆☆
  • Toni Erdmann (reż. Maren Ade) ★★★★★★★☆☆☆
  • Fukushima, moja miłość (reż. Doris Dörrie) ★★★★★★☆☆☆☆
  • Ja, Olga Hepnarova (reż. Petr Kazda) ★★★★★★☆☆☆☆
  • Manchester by the Sea (reż. Kenneth Lonergan) ★★★★★★★★☆☆
  • Stalker (reż. Andriej Tarkowski) ★★★★★★★★★☆
  • Młody papież (reż. Paolo Sorrentino) ★★★★★★★☆☆☆

Najlepszy film/serial:
Zdecydowanie Stalker. Film Andrieja Tarkowskiego to dzieło wybitne, wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju. Do tej pory nie mogę się po nim otrząsnąć.

Najgorszy film/serial:
Ja, Olga Hepnarova. Z pewnością nie jest to film zły ani nawet przeciętny, jednak nie ukrywam, że odrobinę się rozczarowałem... A szkoda, bo potencjał był ogromny.


Na blogu pojawiły się recenzje książek:

Pozostałe posty:

Book Haul:


Jest to właściwie stosik z dwóch miesięcy - grudnia oraz stycznia. W ostatnim czasie na moje półki trafiło stosunkowo mało nowych książek, co mnie niezmiernie cieszy. Postanowiłem przystopować z kupowaniem nowych pozycji, a postawiłem raczej na wyczytywanie domowych zbiorów lub wypożyczanie z biblioteki. Póki co mi się to udaje, z czego jestem niezmiernie dumny, jednak kilka nowych książek i tak do mnie trafiło...
Muza Jessie Burton oraz Pragnienie Richarda Flanagana to egzemplarze recenzenckie od Wydawnictwa Literackiego. O pierwszym z nich już pisałem na blogu, a za drugi niebawem się zabieram, dlatego w okolicach drugiej połowy lutego możecie się spodziewać recenzji. Słowik, Maestra oraz Buszujący w zbożu to, bardziej lub mniej, spontaniczne zakupy, natomiast Ludzką skazę Philipa Rotha dostałem w ramach prezentu mikołajkowego.


Dodatkowo:
  • "Reaktywowałem" moje konto na Instagramie. Może wydawać się to błahe, jednak zauważyłem, że  to właśnie ten portal społecznościowy, obok Facebooka, pozwala na najlepszy kontakt z obserwatorami. Postanowiłem w miarę regularnie publikować tam zdjęcia, dlatego jeśli jesteście zainteresowani, serdecznie zapraszam. Mój profil znajdziecie TUTAJ.

Jak spędziliście styczeń?
Ile książek udało się Wam przeczytać w tym miesiącu?
O jakie tytuły wzbogaciła się Wasza biblioteczka?

Piszcie w komentarzach :)

piątek, 27 stycznia 2017

Muza - Jessie Burton

Piękna opowieść o sztuce, miłości i poświęceniu.



Londyn, lato 1967 roku. 26-letnia Odelle Bastien, czarnoskóra imigrantka z Tryninadu, zostaje zatrudniona w renomowanej galerii sztuki w Londynie. Wkrótce trafia tam tajemniczy obraz, którego historia nie jest do końca znana. Prawdopodobnie jest to zaginione dzieło hiszpańskiego artysty z lat 30...
Andaluzja, rok 1936. Wpływowy marszand z Wiednia, Harold Schloss, przeprowadza się z córką i żoną na hiszpańską prowincję. Tam zatrudnia Izaaka i Teresę - rodzeństwo, które ma pracować jako służba w jego rezydencji. Chłopak, z zamiłowania malarz, dostaje zlecenie namalowania wspólnego portretu matki i córki, który ma być prezentem-niespodzianką dla Harolda...

Tytuł: Muza
Autor: Jessie Burton
Wydawnictwo: Literackie

Jessie Burton jakiś czas temu szturmem wdarła się na światowy rynek wydawniczy. Jej debiut, Miniaturzystka, został przetłumaczony na 36 języków i sprzedany w milionach egzemplarzy. Zebrał same pozytywne recenzje oraz zdobył ogromne uznanie wśród czytelników na całym świecie. Słowem - prawdziwy bestseller. Po dwóch latach przerwy, brytyjska pisarka powraca z kolejną powieścią, Muzą. Druga książka jest testem dla pisarza, sprawdzeniem, czy bestsellerowy debiut nie był jedynie kwestią szczęścia. Po lekturze chyba wszyscy są zgodni - Jessie Burton zdała ten sprawdzian celująco.

Siłą napędową tej powieści są jej główne bohaterki. Odelle, Oliwia i Teresa to trzy dziewczyny, które mają marzenia, cele i aspiracje. Dzieli je właściwie wszystko, jednak każda z nich kocha, cierpi i jest zmuszona walczyć o swoje szczęście. Los rzuca im pod nogi wiele problemów i trudności, z którymi muszą się zmierzyć. Wbrew otoczeniu, tradycji i ówczesnym realiom decydują się powiedzieć głośne "nie" i zawalczyć o siebie. To silne, niezależne kobiety, które wiedzą czego chcą i do czego dążą. Jessie Burton wykreowała bohaterki z krwi i kości, w które się wierzy, którym się kibicuje i które się wspiera.

Istotną rolę w Muzie odgrywa sztuka. Tajemniczy obraz czy galeria sztuki niejednokrotnie stają się powodem do rozważań o istocie malarstwa czy roli artysty we współczesnym świecie. Prezentowane są tu różne postawy oraz spojrzenia na malarstwo czy literaturę, które w połączeniu dają bogaty i bardzo zróżnicowany obraz szeroko pojętej kultury. Jessie Burton oddaje spore pole refleksjom i spostrzeżeniom na jej temat, dodatkowo wplatając ogromną ilość alegorii, odniesień czy aluzji do kultowych twórców i ludzi kultury.

Warto zwrócić uwagę na styl, jakim Muza została napisana. Przepiękny, miejscami wręcz poetycki język Jessie Burton sprawia, że przez książkę się wręcz płynie. Autorka nie tylko pisze o sztuce, ona sama stworzyła małe dzieło sztuki. Niezwykle barwnie opisuje zarówno wszystkie wydarzenia, jak i uczucia oraz myśli bohaterów. Jessie Burton z niezwykłym smakiem i wyczuciem opowiada o emocjach, kreśląc piękne i bogate relacje między bohaterami. Miłość i przyjaźń, które stanowią ważny element tej historii, dzięki wspaniałemu stylowi, przepięknie wybrzmiewają na kartach książki. Nawet pomimo pewnej dozy naiwności i odrobiny podkoloryzowania, historia do końca pozostaje szczera i poruszająca.

Muza Jessie Burton to piękna opowieść o sztuce, poświęceniu oraz sile miłości. Ciekawym zabiegiem jest wykorzystanie dwóch płaszczyzn czasowych, które zgrabnie się przeplatają. Autorka pisze niezwykle lekko i pięknie zarazem, co sprawia, że przez książkę mknie się błyskawicznie. Z pewnością można tu wyczuć nutę naiwności, jednak w ogólnym odbiorze zupełnie ona nie przeszkadza. Nie jest to też powieść, którą będzie się pamiętać do końca życia, jednak myślę, że warto dać się oczarować i zahipnotyzować przepięknej Muzie. Z pewnością nie pożałujecie jej lektury.

★★★★★★★☆☆☆

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

Czytaliście już Muzę?
A jeśli nie, to czy zamierzacie?

Piszcie w komentarzach :)

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Krótka historia siedmiu zabójstw - Marlon James

Brutalna, wulgarna, prawdziwa.



Jamajka, lata 70. XX wieku. Władzę nad Kingston sprawują bossowie najbardziej liczących się gangów. Wszechobecny staje się przemyt, łapówkarstwo, prostytucja, a nawet prześladowania, gwałty czy tortury. Na ulicach miasta co chwilę wybuchają zamieszki, a wyjście z domu po zmroku jest śmiertelnie niebezpieczne. W tym czasie do stolicy Jamajki przyjeżdża sławny na całym świecie Muzyk. Ma on wystąpić podczas koncertu dla pokoju, który według planów, powinien ostudzić napiętą sytuację w kraju. Sprawa jednak poważnie się komplikuje, gdy na kilka dni przed występem artysta zostaje postrzelony...

Tytuł: Krótka historia siedmiu zabójstw
Autor: Marlon James
Wydawnictwo: Literackie

Literatura Ameryki Środkowej jest dla nas wciąż czymś nieodgadnionym i niepoznanym. Niezwykle rzadko mamy okazję sięgać po książki autorów z tego rejonu świata. Jednakże jakiś czas temu, na światowy rynek szturmem wdarła się Krótka historia siedmiu zabójstw - powieść prosto ze stolicy Jamajki. Wprawiając w zachwyt krytyków oraz zgarniając najważniejsze literackie nagrody, odbiła się szerokim echem wśród miłośników literatury z całego globu. Pod koniec zeszłego roku, również polscy czytelnicy, w tym ja, mieli okazję poznać laureata Nagrody Bookera z 2015 roku. Jakie zrobił na mnie wrażenie?

Lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte XX wieku to dla Jamajki niezwykle burzliwy i gorący okres. Czas dominacji gangów, powszechnego bezprawia oraz agresji i wzmożonych walk między kartelami. Zarówno na ulicach, jak i u ludzi można było zauważyć niepokój, agresję oraz strach. Doskonale to widać także w Krótkiej historii siedmiu zabójstw. Marlon James idealnie oddał ducha tamtych czasów, emocje ludzi oraz ogólną atmosferę tego okresu. Przeniósł na karty swojej książki ciężki klimat, brud oraz ówczesne realia, tworząc dzieło do bólu prawdziwe. Pokazał Jamajkę taką, jaką wtedy była. Bez koloryzowania, pomijania czy stawiania w lepszym świetle.

Specyfika Jamajki oraz jej mieszkańców widoczna jest również w warstwie językowej. Fabułę książki śledzimy z perspektywy kilku, zupełnie od siebie różnych, bohaterów: dzieci slumsów, baronów narkotykowych, dziennikarzy, prostytutek, gangsterów, a nawet agentów CIA. Dzięki temu mamy możliwość zaobserwowania wszystkich warstw społecznych zamieszkujących ówczesne Kingston. Możemy przyjrzeć się im od wewnątrz, zwrócić uwagę na poziom wykształcenia, warunki życia czy wzajemne relacje. Zaobserwowane cechy są doskonale widoczne w sposobie prowadzenia narracji przez każdą z osób. Marlon James, w zależności od narratora, posługuje się całkowicie innym stylem, używając przy tym m.in. gangsterskiego slangu i mowy ulicznej. Robi wrażenie.

Fabuła Krótkiej historii siedmiu zabójstw jest niezwykle obszerna i wielowątkowa. Mimo że oscylująca wokół jednego tematu, porusza wiele wątków oraz opowiada równorzędnie kilkanaście historii. Marlon James nie ogranicza się i rozwija dosłownie każdy przewijający się w tej historii motyw. Stworzył tym samym wielowymiarowe dzieło, które budzi podziw i uznanie, ale w którym zdecydowanie łatwo się też pogubić. Jego lektura wymaga ciągłego skupienia oraz przysparza wielu trudności. Dopiero po zakończeniu przekonujemy się, że mieliśmy do czynienia z czymś wielkim i wyjątkowym. Z czymś, co zdarza się niezwykle rzadko.

Największy problem z  tą powieścią jest taki, że im dłużej ją czytamy, tym coraz bardziej nas ona przytłacza. Jej lektura nie sprawia już tak dużej przyjemności, a niejednokrotnie skłania wręcz do jej odłożenia. Rozumiem zamysł autora, który pragnął jak najlepiej i najbardziej obrazowo pokazać Jamajkę, jednak wydaje mi się, że w pewnym momencie przesadził. Ubierając niemalże całą historię w myśli mieszkańców slumsów oraz ich specyficzny, trudny do zrozumienia sposób wypowiadania się, pisarz stawia czytelnika pod ścianą. W pewnym momencie ten ciężki język zaczyna po prostu przytłaczać. Przez to, że wszystko staje się zbyt dosłowne, natarczywe oraz miejscami wręcz niesmaczne, cały zabieg znacząco traci na wartości.

Krótka historia siedmiu zabójstw Marlona Jamesa to ciężka, robiąca wrażenie swym ogromem książka. Niezwykle klimatyczna i przebogata opowieść o Jamajce, jej mieszkańcach, kulturze i obyczajach. Marlon James pokazał swój kraj w najszczerszy możliwy sposób, wyciągając na wierzch największe brudy i nie ukrywając przed czytelnikiem nawet tych najmniej pochlebnych cech. To pozycja dla wytrawnych czytelników, którzy nie boją się specyficznej, trudnej do odbioru treści. Przygotujcie się na dużą dawkę brutalności, wulgaryzmów, brudu, ale przede wszystkim - bolesnej prawdy.

★★★★★★★☆☆

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

Czytaliście już Krótką historię siedmiu zabójstw?
A jeśli nie, to czy zamierzacie?

Piszcie w komentarzach :)

piątek, 6 stycznia 2017

Podsumowanie 2016r.

Witajcie w nowym roku!



Rok 2016 za nami. 12 miesięcy obfitujących zarówno we wspaniałe i godne zapamiętania chwile, jak i te smutne, przykre, a nawet krzywdzące. Jednakże, nawet jeżeli teraz spoglądamy na niego niezbyt przychylnie, to jestem pewien, że za jakiś czas będziemy go jeszcze miło wspominać. Jeśli natomiast o mnie chodzi, wydaje mi się, że mogę zaliczyć ten rok do całkiem udanych. Sporo się działo, miejscami było mnóstwo zamieszania, pośpiechu oraz nerwów, jednak ogólnie rzecz biorąc, nie mogę narzekać. Spotkało mnie wiele dobrych rzeczy oraz doświadczyłem mnóstwa wspaniałych chwil. I to właśnie nimi się z Wami teraz podzielę.


Liczba przeczytanych książek:
64

Najlepsze książki:
Zestawienie 10 najlepszych książek 2016 roku do poczytania TUTAJ.



Liczba obejrzanych filmów i seriali:
124

Najlepsze filmy:


Najlepsze seriale:


Stan biblioteczki:
244

Liczba opublikowanych postów:
85

Liczba obserwatorów:
270

Liczba komentarzy:
1510

Liczba wyświetleń:
26652


Najlepsze wydarzenia kulturalne:

17. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty
Moje wrażenia do poczytania TUTAJ
Był to mój pierwszy, i z pewnością nie ostatni, festiwal filmowy. Nowymi Horyzontami interesowałem się już od jakiegoś czasu, jednak dopiero w tym roku zdecydowałem się na nie pojechać. I nie żałuję. Taki festiwal to najlepsza możliwa rzecz dla każdego miłośnika kina (zwłaszcza tego niezależnego). Kilka dni spędzonych w większości na oglądaniu genialnych filmów we wspanialej atmosferze, wśród ludzi, którzy tak samo jak ty fascynują się kinematografią... Czego chcieć więcej? Jestem pewien, że i w tym roku pojawię się we Wrocławiu na Nowych Horyzontach.

22. Przystanek Woodstock
Jest to chyba moje najmilsze wspomnienie tego roku. Jeszcze trzy miesiące przed tegorocznym Woodstockiem nawet nie podejrzewałbym siebie o to, że na niego pojadę. Kompletnie nie widziałem się w tym miejscu. Jednak kiedy pojawiła się możliwość wybrania się na ten festiwal, byłem nie tylko mocno zestresowany oraz pełen obaw, ale przede wszystkim - niezwykle podekscytowany. Na miejscu okazało się, że... jest niesamowicie. Początkowy strach oraz niepewność poszły w niepamięć, a ja całkowicie oddałem się wszechobecnemu szaleństwu oraz ciągłej zabawie. Były to trzy dni spędzone w niezwykłej atmosferze, wśród wspaniałych ludzi, najlepszej muzyki oraz pozytywnej energii. Nie spodziewałem się, że tak bardzo mi się tam spodoba.


20. Międzynarodowe Targi książki w Krakowie
Podobnie jak w 2015, tak i w tym roku, wybrałem się na Targi Książki do Krakowa. Przedostatni wyjazd miał charakter zapoznawczy i nie do końca zorganizowany, dlatego teraz postanowiłem lepiej się przygotować. Tym razem pojechałem tam z konkretnymi planami, ułożonym grafikiem oraz przygotowanymi książkami do podpisu. Udało mi się spotkać oraz wymienić kilka zdań z jednymi z moich ulubionych pisarzy, z czego jestem chyba najbardziej zadowolony. Mimo jeszcze większych tłumów, wszechobecnego tłoku oraz niewygody, mogę zaliczyć te targi do udanych i do dziś miło je wspominam.



Dodatkowo:

Nawiązałem współpracę z wydawnictwami: Literackie, Sine Qua Non, Znak, Papierowy księżyc, Sonia Draga, Otwarte, Vesper, Kobiece, Helion. To dla mnie ogromny zaszczyt oraz olbrzymia radość, że mogę czytać oraz recenzować książki tychże wydawnictw. Jeszcze raz - dziękuję za okazane zaufanie.

Zacząłem pisać dla Kultury do góry nogami. To jeden z najlepszych portali kulturalnych, jakie znam, dlatego niezmiernie się cieszę, że mogę go współtworzyć. Wspaniałe jest to, że mam tam możliwość pisania o wszystkich dziedzinach kultury, które mnie interesują. To dla mnie nie tylko kolejne doświadczenie oraz możliwość poszerzenia własnych horyzontów, ale przede wszystkim okazja do współpracy z szalenie ciekawymi osobami, które łączy wspólna miłość do szeroko pojętej kultury i sztuki. Zachęcam Was do odwiedzania Kultury do góry nogami (TUTAJ) - tam zawsze znajdziecie coś dla siebie.



Rok 2016 był dla mnie rokiem intrygujących odkryć oraz nowych doświadczeń. W ciągu tych dwunastu miesięcy sięgałem po książki, oglądałem filmy oraz słuchałem muzyki z przeróżnych, zupełnie od siebie odmiennych gatunków oraz stylów. Eksperymentowałem, poszukiwałem oraz poznawałem zupełnie nowe rzeczy. Wydaje mi się, że to właśnie w przeciągu tych dwunastu miesięcy, najintensywniej, jak nigdy wcześniej, wyrabiałem swój gust. Poznawałem moich ulubionych autorów, reżyserów, artystów oraz muzyków. Zacząłem poważnie interesować się kinem niezależnym, coraz lepiej odnajdywać się w sztuce współczesnej oraz słuchać sporo alternatywnej, nieznanej mi wcześniej, muzyki.

To właśnie w tym roku odkryłem: Szczepana Twardocha, Philipa Rotha, Richarda Flanagana, George'a Orwella, Wesa Andersona, Xaviera Dolana, Larsa von Triera, Paolo Sorrentino, Marinę Abramović, Tadeusza Kantora, Rafała Olbińskiego, Brodkę, Fisza i Emade, Bokkę oraz The Dumplings.



Korzystając z okazji chciałbym Wam złożyć (lekko spóźnione) życzenia noworoczne oraz życzyć:


Oby ten rok był co najmniej równie dobry co poprzedni, żebyście doświadczyli mnóstwa wspaniałych chwil, robili to, co sprawia Wam największą radość oraz sięgali po same świetne książki!