poniedziałek, 28 września 2015

Albo Albo TAG


Bardzo dawno temu zostałem nominowany do #AlboAlboTAG przez autorkę bloga Rude recenzuje, za co bardzo dziękuję. Tag bardzo mi się spodobał, a że jest dość krótki, to postanowiłem go u siebie zrobić. Dlatego, bez owijania w bawełnę, zaczynamy!

1. Wolisz czytać tylko trylogie, czy powieści jednotomowe?

Uwielbiam zarówno trylogie, jak i jednotomówki :) Jeśli jednak miałbym wybrać jedno, to chyba postawiłbym na powieści jednotomowe. Uważam, że są one o tyle lepsze, że akcja w nich nie jest rozwleczona na wiele części, jak w przypadku trylogii, tylko zwarta w jedną książkę. Dzięki temu, akcja jest wartka i nie ciągnie się niemiłosiernie, jak to czasami bywa w powieściach wielotomowych.


2. Wolisz czytać tylko autorki, czy tylko autorów?

Tylko autorów. Patrząc na moją biblioteczkę, może nie do końca to widać, jednak preferuję styl pisania, jaki oferują mężczyźni. Oczywiście, wiele książek napisanych przez kobiety znajduje się na liście moich ulubionych, jednak w przypadku autorów istnieje dużo mniejsze prawdopodobieństwo, że trafię na jakieś romansidło lub inny tego typu gniot :)


3. Wolisz kupować tylko w Empiku, czy tylko na stronach internetowych?

Zdecydowanie na stronach internetowych. W księgarniach internetowych, typu bonito czy nieprzeczytane.pl można znaleźć książki nawet dwa razy tańsze niż w Empiku... Nie oznacza to oczywiście, że nie kupuję w Empiku :D Gdy obok niego przechodzę, nigdy nie mogę się powstrzymać i zaglądam do środka (najczęściej kończy się to kupnem przynajmniej trzech książek...)


4. Wolisz, żeby wszystkie książki zekranizowano, czy żeby przekształcono je w serial?

Kocham zarówno seriale jak i filmy, jednak w tym wypadku muszę zdecydować się na te drugie. Oglądnięcie całego sezonu jakiegoś serialu trwa bardzo długo, a na film poświęcamy zaledwie 2-3 godziny. Dlatego, po prostu ze zwykłej oszczędności czasu (który można wykorzystać na czytanie książek :D), wybieram ekranizacje.


5. Wolisz czytać pięć stron dziennie, czy pięć książek tygodniowo?

Banalne pytanie :) Oczywiście, że pięć książek tygodniowo. Jednakże uważam, że takie szybkie tępo też nie jest do końca dobre. Po przeczytaniu jakiejś powieści, w ogóle nie ma czasu na jej przemyślenie, a po dwóch tygodniach całkowicie o niej zapomnimy. Poza tym, umówmy się, istnieje na Ziemi człowiek, który jest w stanie aż tyle czytać? To jest po prostu niewykonalne.

6. Wolisz być profesjonalnym recenzentem, czy autorem?

Profesjonalnym recenzentem. Nie nadaję się do pisania książek.


7. Wolisz czytać dwadzieścia książek w kółko, czy sięgać po nowe pozycje?

Oczywiście, że wolę sięgać po nowe pozycje. Chociaż czasami lubię wracać do ulubionych książek :)


8. Wolisz być bibliotekarzem, czy sprzedawcą książek?

Chciałbym sprawdzić się w obu tych zawodach... Jednak wolałbym chyba zostać sprzedawcą. Lubię doradzać ludziom w sprawie książek (dlatego też założyłem bloga :D), więc myślę, że to była by praca idealna dla mnie. Chociaż, nie ukrywam, że uwielbiam zapach starych książek, jakie można znaleźć w bibliotece ;)


9. Wolisz czytać tylko ulubiony typ literatury, czy wszystko poza nim?

To jedno z pytań, które sprawiło mi większą trudność. Z jednej strony, czytanie cały czas tego samego gatunku może stać się z czasem monotonne i nudne, jednak z drugiej nie wyobrażam sobie porzucenia na zawsze mojej fantastyki. Po dłuższym zastanowieniu wybiorę chyba tylko ulubiony typ literatury. Uważam, że mój ulubiony gatunek, jakim jest fantastyka, jest na tyle obszerny i bogaty w tak wiele ciekawych tytułów, że raczej nigdy mi się nie znudzi.


10. Wolisz czytać książki fizyczne, czy e-booki?

Zdecydowanie książki fizyczne. Uwielbiam trzymać książkę w rękach, jej zapach, możliwość  przewracania stron. E-booki nie mają takiego uroku... Chociaż, nie ukrywam, że zdarzało mi się parę razy czytać książki w formie elektronicznej.


Mam nadzieję, że Tag wam się podobał i do zobaczenia następnym razem! :)


Ja nominuję:
- Karolinę i Paulinę z bloga Książkowe zacisze
- Hanię z bloga Adaline Bookworm
- Łukasza z bloga Mój świat, moje książki

sobota, 26 września 2015

Wayward Pines SZUM - Blake Crouch

Miasteczko Twin Peaks inaczej



Agent specjalny Ethan Burke zostaje wysłany do małego miasteczka Wayward Pines z misją odnalezienia dwóch zaginionych funkcjonariuszy. Po przekroczeniu granicy miasta, rozpędzona ciężarówka taranuje jego auto, przez co Ethan traci pamięć. Budzi się w tajemniczym szpitalu, nie wie, kim jest i dlaczego się tam znajduje. Z czasem zaczyna sobie przypominać kolejne rzeczy i uświadamia sobie, że mieszkańcy miasta nie są z nim do końca szczerzy. Zauważa, że w Wayward Pines dzieją się dziwne rzeczy, a kontakt ze światem zewnętrznym jest niemożliwy...

Tytuł: Wayward Pines. Szum
Autor: Blake Crouch
Wydawnictwo: Otwarte

Jakiś czas temu natknąłem się przez przypadek na pierwszy odcinek serialu Wayward Pines. Bardzo mi się spodobał, więc zacząłem szukać o nim informacji i dowiedziałem się, że powstał on na podstawie książki. Dlatego, według złotej zasady "najpierw książka, potem film", zakupiłem tę powieść i czym prędzej ją przeczytałem. Nie powiem - spodziewałem się czegoś lepszego, jednak nie narzekam.

Gdy sięgałem po Wayward Pines. Szum nie spodziewałem się wybitnej lektury, jednak miałem nadzieję, że książka mnie wciągnie i mi się spodoba. I z początku na to się zanosiło. Powieść od pierwszych stron mnie porwała i trzymała w napięciu. Bardzo się w nią zaangażowałem i nie mogłem oderwać się od czytania. Jednak gdzieś w połowie coś zaczęło się psuć. Fabuła obrała jakiś dziwny tor i całkowicie straciła charakter, a książka z trzymającego w napięciu thrillera, zmieniła się w mieszankę słabego horroru i science fiction. Niektóre wydarzenia kompletnie nie trzymały się kupy i uważam, że były całkowicie nielogiczne. Doprowadziło to do tego, że ostatnie 100 stron zmęczyłem tylko po to, by dowiedzieć się jak skończy się historia. I tu kolejny "zwrot akcji". Okazało się, że zakończenie jest naprawdę dobre. Mimo że jest może troszeczkę przewidywalne, to zrobiło na mnie duże wrażenie i przekonało mnie do sięgnięcia po kolejne tomy. 

Trzeba niestety stwierdzić, że fabuła Wayward Pines nie jest zbyt oryginalna. Bo przecież ile razy spotykaliśmy się z motywem obudzenia się, nic nie pamiętającego, bohatera w kompletnie nieznanym dla niego miejscu? Odpowiedź brzmi - dużo. Mimo wszystko ten obleciany motyw nie zniechęcił mnie i starałem się po prostu nie zwracać na to uwagi. Miejsce, w którym toczy się cała akcja również nie jest specjalnie wyjątkowa. Małe miasteczko, gdzie wszyscy się znają, w środku lasu, daleko od innych zabudowań. Czy to nie brzmi znajomo? Pierwsze co mi przyszło na myśl po przeczytaniu opisu to Miasteczko Twin Peaks. Ten kultowy serial z lat 90-tych z pewnością stanowił inspirację dla autora. Tak samo zresztą jak inne produkcje, wymienione na okładce, czyli Przystanek Alaska, Z archiwum X czy Lost. Czyni to książkę niezbyt oryginalną, a wręcz szablonową i bardzo schematyczną. 

Jednak kiedy odrzucimy wszystkie powiązania z innymi dziełami oraz brak logiki w niektórych fragmentach, otrzymamy nawet przyjemną lekturę. Tak jak mówiłem, książka naprawdę wciąga i czyta się ją bardzo przyjemnie (przynajmniej w większości). A przez to, że jest ona stosunkowo krótka, można ją pochłonąć w 2-3 dni. Jednak kolejnym minusem powieści jest jej główny bohater. Mimo że jest on niezwykle inteligentną i błyskotliwą postacią, to jakoś nie potrafiłem się z nim zżyć. Rozumiem jednak, że jest to bardzo subiektywne odczucie, dlatego niewykluczone, że ktoś inny znajdzie w Ethanie Burke'u swoją bratnią duszę.

Po lekturze Wayward Pines. Szum, mam co do niej mieszane uczucia. Z jednej strony powieść bardzo mnie wciągnęła, a zakończenie zaskoczyło, jednak z drugiej jakoś nie mogłem zapomnieć o tej schematyczności i powielającym się motywie. Ostatecznie oceniam tę książkę raczej pozytywnie. Na pewno umiliła mi kilka wieczorów i zachęciła do sięgnięcia po kolejne tomy. Uważam, że Wayward Pines. Szum będzie idealną powieścią dla kogoś kto chcę dopiero rozpocząć przygodę z thrillerami, ponieważ jest to taka pozycja, która zbiera wszystkie elementy klasyczne dla tego gatunku. Jeśli jednak jesteście wielkimi fanami kryminałów i szukacie czegoś oryginalnego i niesztampowego, to ta powieść raczej nie jest dla Was.

★★★★★☆☆☆☆☆

Czytaliście Wayward Pines. Szum?
A jeśli nie, to czy zamierzacie?

Piszcie w komentarzach :)

wtorek, 22 września 2015

Nigdziebądź - Neil Gaiman

Osobliwa baśń dla dorosłych

 


"Drogi pamiętniku. W piątek miałem pracę, narzeczoną, dom i sensowne życie, o ile w ogóle życie może mieć sens. Potem znalazłem na chodniku ranną, krwawiącą dziewczynę i próbowałem zostać dobrym Samarytaninem. Teraz nie mam narzeczonej, domu ani pracy i wędruję sto metrów pod ulicami Londynu z perspektywą życia krótszego niż jętka o skłonnościach samobójczych."
 
Tytuł: Nigdziebądź
Autor: Neil Gaiman
Wydawnictwo: MAG

Neil Gaiman to jeden z autorów, z których twórczością chciałem zapoznać się od bardzo dawna. Jego styl pisania często porównywany jest do stylu Terry'ego Pratchetta, co jeszcze bardziej wzmogło moją ciekawość. Więc, gdy zabrałem się za jedną z jego najbardziej znanych książek, Nigdziebądź, byłem pełen entuzjazmu i z optymizmem podszedłem do lektury. Spodziewałem się dobrego urban fantasy, jednak efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. 

Pewnego razu Richard Mayhew spotyka na ulicy krwawiącą dziewczynę o imieniu Drzwi i postanawia jej pomóc. W tej chwili całe jego życie wywraca się do góry nogami. Nasz bohater przenosi się do fantastycznego Londynu Pod, mieszczącego się w kanałach i podziemnych przejściach Londynu Nad. Razem z Drzwi, Markizem de Carabas i Łowczynią, ścigani przez bezwzględnych morderców Pana Croupa i Pana Vandemara, próbują odnaleźć, owianego legendami, anioła Islingtona. Ma on pomóc Richardowi wrócić do Londynu Nad, a Drzwi odkryć sekret tragicznej śmierci całej jej rodziny.

Nigdziebądź przywodzi na myśl standardową baśń. Mamy tutaj dobrych i złych bohaterów, zwierzęta umiejące mówić, elementy magii, dziecinny język i różne tego typu rzeczy. Jednak w trakcie czytania pojawia się pewien dysonans. Kiedy zdaje się, że książka równie dobrze mogłaby być przeznaczona dla dzieci, pojawia się np. opis tortur lub jakiś inny, kompletnie niepasujący fragment. Nie powiem, trochę się to gryzło. Jednak po dłuższym zastanowieniu mogę stwierdzić, że takie przeplatanie się typowo dziecinnych fragmentów z "poważniejszymi" elementami ma w sobie pewien urok. Warto dodać, że właśnie te, powiedzmy opisy tortur, były przedstawiane równie dziecinnym językiem co pozostała część książki. Nie pojawiło się, ani jedno przekleństwo, czy drastyczne sformułowanie. Wyglądało to trochę dziwnie, jednak po dłuższej lekturze można się przyzwyczaić. 

Ważnym elementem każdej książki są jej bohaterowie, a w tej było ich bardzo dużo. Czasem można było się wręcz pogubić. Richard Mayhew, od początku książki wzbudza sympatię. Czytelnik kibicuje mu i chciałby, żeby z każdej opresji wyszedł cało. Mimo wszystko nie jest on dość dokładnie wykreowany, przez co tak naprawdę nie możemy o nim zbyt wiele powiedzieć. Autor przez całą książkę ślizga się po nim, dlatego Richard staję się trochę taką papierową postacią, która niczym się nie wyróżnia. Podobnie niestety jest z pozostałymi bohaterami. Każdy z nich jest bardzo uniwersalny i po kilku tygodniach z pewnością o nich zapomnimy. Wyjątkami są dwa czarne charaktery, które widocznie wyróżniają się na tle całej reszty. Duet - Pan Croup i Pan Vandemar, z pozoru przebiegli szpiedzy i bezlitośni zabójcy są najbardziej charakterystycznym elementem książki. Ich humorystyczne dialogi, dogryzanie sobie nawzajem, a często po prostu głupota, wprawiają czytelnika w uśmiech. To właśnie oni są moimi ulubionymi bohaterami książki i chyba najlepszą częścią całej powieści. 

Fabuła Nigdziebądź jest dość "osobliwa", jednak bardzo wciągająca. Cały czas chcemy wiedzieć, co się stanie dalej i nie możemy oderwać się od czytania. Przez swój prosty język i stosunkowo małą liczbę stron, książkę czyta się bardzo szybko i praktycznie można ją pochłonąć w jeden wieczór. Niestety, dość dużym mankamentem jest zakończenie. Jest ono bardzo przewidywalne. Już od połowy książki, możemy się spodziewać jak skończy się historia. Mimo wszystko, bardzo angażujemy się w powieść i czyta się ją przyjemnie.

Nigdziebądź było jednym z lepszych fantasy, jakie czytałem w tym roku. Dzięki swojej oryginalności na pewno zapadnie mi w pamięć na długo. Ta książka wciągnęła mnie, bawiła mnie, a czasami nawet straszyła. Neil Gaiman niewątpliwie przekonał mnie do siebie i jestem pewien, że w przyszłości sięgnę po jego inne książki. Już rozumiem, dlaczego jest on często porównywany do Pratchetta, dlatego z pełną odpowiedzialnością, mogę polecić Nigdziebądź każdemu fanowi tego autora, jak i wszystkim lubiącym dobre fantasy.

★★★★★★★☆☆☆ 

Czytaliście Nigdziebądź?
A jeśli nie, to czy zamierzacie?

Piszcie w komentarzach :)

środa, 16 września 2015

Book Haul | Wrzesień 2016

Pierwszy BOOKHAUL na blogu!

 


Wrzesień 2015 był chyba najlepszym miesiącem w historii jeśli chodzi o kupowanie książek. Na mojej półce pojawiło się mnóstwo wspaniałych perełek i już nie mogę się doczekać, aż się za nie zabiorę ;) Jednakże mój portfel nie jest już taki zadowolony... jednym słowem - niedługo chyba zbankrutuję :D

Przechodząc do rzeczy - we wrześniu pojawiło się na mojej półce aż... 27 książek! Nie planowałem aż tyle kupować, ale mimo wszystko jestem zadowolony ze wszystkich pozycji i kupna żadnej z nich nie żałuję :)


Książki zamówione w księgarni internetowej:



Jestem na prawdę zadowolony z wszystkich książek na tym zdjęciu. W dodatku kupiłem je w bardzo promocyjnych cenach/ Dwie z nich już przeczytałem i bardzo mi się podobały. Jednakże najbardziej nie mogę się doczekać, aż sięgnę po Pierwszych piętnaście żywotów Harry'ego Augusta. Po tylu pochlebnych recenzjach tej książki oczekuję wyśmienitej lektury i mam nadzieję że się nie zawiodę.


Książki upolowane na promocjach:



Nie spodziewałem się, że w sklepach typu Biedronka czy Lidl wypatrzę takie perełki... Wszystkie nabyłem po mocno obniżonych cenach i jestem z ich kupna bardzo zadowolony. Najbardziej nie mogę się doczekać lektury House of Cards, ponieważ zakochałem się w serialu na jego podstawie i zastanawiam się, czy książka będzie równie dobra.



Książki z wymiany:



Troje, bo od dawna chciałem sięgnąć po ten tytuł. Mówca Umarłych, bo Gra Endera jest jedną z moich ulubionych książek i po prostu muszę zaznajomić się z dalszymi losami jej bohaterów. Cień wiatru oraz Gra anioła, bo są to klasyki współczesnej literatury, z którymi od dawna chcę się zapoznać.


Prezenty urodzinowe:



Od razu pragnę powiedzieć, że Pięćdziesiąt twarzy Greya pojawiło się tu nie z mojej woli. To po prostu swego rodzaju "prezent-żart" od kolegi. Za to reszta prezentów jest bardzo trafiona i nie mogę się doczekać, aż się za nie wszystkie zabiorę. Najbardziej jestem chyba ciekawy lektury Malfetto. Mroczne piętno, gdyż seria Legenda autorstwa Marie Lu bardzo mi się podobała i mam nadzieję, że kolejna powieść tej autorki będzie równie dobra i utrzyma ten sam wysoki poziom, co Rebeliant, Wybraniec i Patriota.

Tak jak mówiłem, jestem ogromnie zadowolony ze wszystkich książek, które nabyłem w tym miesiącu i kupna żadnej z nich nie żałuję. Bardzo chcę przeczytać je wszystkie, jednak wybrałem pięć, z którymi chcę się zapoznać w pierwszej kolejności. Są to: Pierwszych piętnaście żywotów Harry'ego Augusta, Malfetto. Mroczne piętno, Cień wiatru, House of Cards oraz Nigdziebądź.


Ile książek trafiło do Was w tym miesiącu?
O jakie tytuły wzbogaciła się Wasza biblioteczka?

Piszcie w komentarzach :)

piątek, 11 września 2015

Requiem dla snu

Mocne, szczere kino




Historia czwórki nowojorczyków, którzy, pragnąc uciec od rzeczywistości i otaczającego ich świata, popadają w nałogi. Drobny dealer narkotyków, Harry, jego pochłonięta odchudzaniem matka - Sara, ukochana dziewczyna oraz najlepszy przyjaciel, marząc o lepszym świecie, odbywają co raz trudniejszą podróż w głąb piekła uzależnień. Obserwujemy jak z dnia na dzień wszyscy czworo pogrążają się w nałogu, a życie każdego z nich co raz szybciej stacza się na dno. Dzieło Darrena Aronofsky'ego to opowieść o zjawisku uzależnienia, narkotykach i utraconych marzeniach, ale przede wszystkim o tęsknocie za miłością oraz życiu w iluzji i kłamstwie. 

Tytuł: Requiem dla snu
Reżyser: Darren Aronofsky
Gatunek: Dramat 

Requiem dla snu chciałem pooglądać od bardzo dawna. Jest to jeden z filmowych klasyków i myślę, że każdy, nawet jeśli nie oglądał, to na pewno zna ten tytuł. Mimo wszystko do obejrzenia filmu  Darrena Aronofsky'ego zbierałem się dość długo. Uważałem, że do niektórych spraw muszę dojrzeć, a inne rzeczy lepiej zrozumieć. Wiedziałem także, że jest to wymagające kino, przez które tak łatwo nie przebrnę. Kilka dni temu, w końcu zdecydowałem się obejrzeć Requiem dla snu. I nie żałuję.

Pierwsze co się rzuca w oczy, to perfekcyjnie wykreowani bohaterowie. Aktorzy wznieśli się na wyżyny swoich umiejętności i wyśmienicie wcielili się w swoje role. Na ekranie, na pierwszy plan, wysuwa się młode pokolenie - Jared Leto, Jennifer Connelly i Marlon Wayans - jednak na uwagę zasługuje także Ellen Burstyn, wcielająca się w rolę starszej kobiety uzależnionej od telewizji i tabletek na odchudzanie. 82-letnia zdobywczyni Oscara jest moim zdaniem najjaśniejszą gwiazdą tego filmu i zagrała jedną z najlepszych ról w swoim życiu. Nie umniejszając tutaj oczywiście pozostałym. Zarówno Jared Leto jak i Jennifer Conelly, również zdobywcy Oscara, świetnie się spisali i czasami miałem się wrażenie jakbym oglądał prawdziwych narkomanów, a nie hollywoodzkich aktorów. Cała obsada nadaje klimat filmowi i sprawia, że jest on wyjątkowy. Jednak  Requiem dla snu to przede wszystkim arcydzieło reżyserskie. Darren Aronofsky stworzył dzieło unikatowe, zupełnie inne niż wszystkie. To właśnie wyśmienita reżyseria nadaje klimat całemu filmowi i sprawia, że widz tak bardzo angażuje się w film i ani na chwilę nie może oderwać się od oglądania. 


Na pierwszy rzut oka, to ludzie w nałogu są pierwszoplanowym elementem filmu. Jednak to właśnie uzależnienie odgrywa tu główną rolę. Kiedy bohaterowie myślą, że mają wszystko pod kontrolą, do gry wchodzą narkotyki. Całkowicie przejmują stery ich życia i sprawiają, że każda podjęta przez nich decyzja jest irracjonalna. Tak jak mówiłem, Requiem dla snu to przede wszystkim film o uzależnieniu. O tym, jak bardzo zmienia ono człowieka i sposób jego myślenia. To także film o tym, jak jedna nieodpowiednia decyzja może całkowicie zmienić nasze życie. 

Requiem dla snu to niesamowicie mocny i odważny film, który niewątpliwie daje do myślenia. Jednak mimo tych wszystkich wartości, mam wrażenie, że reżyser, aż za bardzo, chciał przedstawić nam problem uzależnienia. W pewnych scenach, według mnie, Aronofsky przekroczył granicę dobrego smaku. Niektóre fragmenty były za bardzo brutalne, niesmaczne, a niekiedy nawet odrażające. Uważam, że kilka scen nie powinno było zostać pokazanych. Niektórzy mogliby wtedy powiedzieć, że reżyser miał ściśnięte gardło i nie przedstawił całej prawdy. Ja jednak myślę, że wiele fragmentów było na tyle oczywistych w swoim przekazie, że należało je pominąć, a Aronofsky powinien pozwolić widzom sobie to samemu wyobrazić i przetraw.


Requiem dla snu to niewątpliwie jeden z najlepszych filmów jakie widziałem w tym roku. Wciąż o nim myślę i jestem pewien, że ta historia pozostanie ze mną na długo. Według magazynu "Sight & Sound" Po obejrzeniu tego filmu nie będziesz tą samą osobą. W pełni się pod tą opinią podpisuję. Ten film wpłynął na sposób w jaki spostrzegam świat i lepiej niż wszystkie podręczniki pokazał mi czym naprawdę jest nałóg. Uważam, że Requiem dla snu, to film z gatunku takich, które powinien znać każdy, dlatego jeśli jeszcze go nie oglądaliście, to gorąco polecam.

★★★★★★★★☆☆

Oglądaliście Requiem dla snu?
A jeśli nie, to czy zamierzacie?

Piszcie w komentarzach :)

wtorek, 8 września 2015

Futu.re - Dmitry Glukhovsky

Przerażająca i fascynująca jednocześnie



Futu.re ukazuje świat, w którym (prawie) wszyscy ludzie cieszą się nieśmiertelnością. Jednak ten przywilej ciągnie za sobą przykre konsekwencje. Brak wystarczającej ilości miejsca zmusza ludzi do budowania gigantycznych, wysokich na kilka kilometrów wieżowców, a niedobór pożywienia i słodkiej wody skutkuje ubóstwem wielu milionów ludzi. W tym przeludnionym świecie kontrolowanie liczby ludności to podstawa. Dlatego główny bohater – członek organizacji państwowej – poświęca swoją moralność i przekonania, aby dobrze wykonać swoją pracę i nie dopuścić do jeszcze większego przeludnienia.

Tytuł: Futu.re
Autor: Dmitry Glukhovsky
Wydawnictwo: Insignis

Dmitry Glukhovsky to pisarz znany w Polsce przede wszystkim ze swojej debiutanckiej powieści Metro 2033. To właśnie dzięki tej książce autor zyskał tak ogromną popularność i uznanie wśród czytelników na całym świecie. Ja również przeczytałem Metro 2033 i mogę szczerze powiedzieć, że jest to jedna z moich ulubionych książek. Zakochałem się w piórze Glukhovskiego oraz w wykreowanej przez niego wizji przyszłości. Dlatego kiedy dowiedziałem się, że w Polsce zostanie wydana jego najnowsza powieść, bardzo się ucieszyłem i byłem niezmiernie ciekawy, czy Futu.re utrzyma ten sam wysoki poziom, co jego debiutancka książka. Po lekturze mogę powiedzieć jedno – nie zawiodłem się.
 
Dmitry Glukhovsky przedstawił w Futu.re niezwykle pesymistyczną wizję naszej planety, która jednocześnie przeraża i fascynuje. Wszystko jest tak dokładnie przemyślane, a każdy najdrobniejszy szczegół precyzyjnie dopracowany, że nie ma tu mowy o jakichkolwiek niedopowiedzeniach. Przywodzi to na myśl takie klasyki, jak Nowy wspaniały świat Aldousa Huxleya czy Rok 1984 Georga Orwella. Cóż, może Dmitry Glukhovsky i jego Futu.re w przyszłości dorównają tym dwóm gigantom i zostaną równie docenieni?
 
Jednym z największych atutów Futu.re jest niewątpliwie jego główny bohater. Moim zdaniem – jedna z najbardziej kontrowersyjnych i oryginalnych postaci w literaturze science fiction. Jan Nachtigall, bo o nim mowa, w trakcie wydarzeń opisywanych w książce przechodzi swego rodzaju wewnętrzną przemianę. Z bezwzględnego i czasami wręcz okrutnego stróża prawa zmienia się w kochającego, troszczącego się o innych człowieka. Przywodzi to wręcz na myśl Marka Winicjusza z Quo vadis, w przypadku którego również mamy do czynienia ze zmianą usposobienia oraz sposobu, w jaki traktował innych. Można by więc powiedzieć, że Jan to taki Marek Winicjusz... tylko w wersji sci-fi.
 
Warto zwrócić uwagę na barwne i piękne opisy, jakimi raczy nas autor. Zostały one umiejętnie wplecione pomiędzy wartką akcję i stanowią idealne dopełnienie całej powieści. Jednocześnie zostały napisane w taki sposób, że czytanie ich nie męczy, a pozwala na jeszcze łatwiejsze przeniesienie się w świat książki. Jedyne, do czego mógłbym się przyczepić, to dość skomplikowany język, jakim posługuje się Dmitry Glukhovsky. Tak duża liczba rozwlekłych zdań, rozbudowanych przenośni i ciągnących się na kilkanaście wersów porównań nie ułatwiała czytania. Sprawiała wręcz, że czasami trudno było przebrnąć przez niektóre fragmenty. Mimo to, książkę czyta się z zapartym tchem i ani na moment nie można oderwać się od lektury.

Mimo wartkiej akcji, ciekawych bohaterów i niezliczonej liczby opisów to nie wszystko, co sprawia, że książka jest wyjątkowa. Głębokie przemyślenia, refleksje i pytania, na które sami musimy znaleźć odpowiedzi, stanowią podstawę tej powieści i to one czynią ją niezwykłą, jedyną w swoim rodzaju. Futu.re nie należy do książek łatwych i przyjemnych, przez które przebrniemy w kilka godzin. Glukhovsky porusza wiele niewygodnych zagadnień i problemów, które są aktualne również dzisiaj. Zadaje sporo fundamentalnych pytań dotyczących sensu życia, spojrzenia na śmiertelność, starości, przedłużania populacji oraz sensu i istoty wiary.

Według mnie Futu.re to dotychczas najlepsza książka 2015 roku. Jest ona zupełnie inna niż Metro 2033 i o wiele od niego lepsza. Ta powieść wycisnęła ze mnie wszystkie możliwe emocje i zmieniła sposób, w jaki spostrzegam świat. Uważam, że Futu.re powinien przeczytać każdy, dlatego z pełną odpowiedzialnością mogę je wszystkim polecić.
 
★★★★★★★★

Czytaliście już Futu.re?
A jeśli nie, to czy zamierzacie?
 
Piszcie w komentarzach :)

sobota, 5 września 2015

Liebster Blog Award


Jakiś czas temu zostałem nominowany do Liebster Blog Award przez autorki bloga Rude recenzje oraz Adaline Bookworm, dlatego teraz postaram się odpowiedzieć na wszystkie, niektóre dość trudne, pytania.

Informacja o Liebster Blog Award:
"Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował”.

Zaczynamy!

Na pierwszy ogień idą pytania zadane przez Hanię z bloga Adaline Bookworm.

1. Jaka jest Twoja ulubiona fikcyjna postać i dlaczego darzysz ją sympatią?
Bezapelacyjnie - Katniss Everdeen :) Uwielbiam ją za cięty język, nietuzinkowość i niezmierzone pokłady siły jakie w sobie nosi. Katniss jest silną bohaterką, z mocnym charakterem, niewyparzonym językiem i odwagą, której mógłby jej pozazdrościć nie jeden mężczyzna. 

2. Książka, która w jakiś sposób na Ciebie wpłynęła.
Futu.re

3. Wymień jedną książkę i idealnie pasującą do niej piosenkę. 
Pierwszych piętnaście żywotów Harry'ego Augusta i Dog days are over (Florence and the Machine) 

4. Przy której powieści miałeś ochotę się śmiać, a przy której płakać ?
Śmiałem się przy Jaśkach, a płakałem podczas lektury O psie, który jeździł koleją :) 

5. Czy lubisz coś jeść lub pić podczas czytania?
Nie. Boje się, że pobrudzę książkę. 

6. Jakie jest twoje największe książkowe marzenie?
Dostać list z Hogwartu :P Niestety to marzenie na pewno się nie spełni, ponieważ już dawno przekroczyłem ten magiczny wiek 11-stu lat :)

7. Cytujesz jakieś książki?
Nie. Nie mam pamięci do cytatów.

8. Co według Ciebie najbardziej denerwuje książkoholików?
Ludzie którzy w ogóle nie czytają i uważają, że książki są "głupie".

9. Gatunek literacki, który lubisz czytać latem?
Nie mam jakiegoś szczególnego, dobranego do danej pory roku, gatunku.

10. Najlepsza książka jaką dotąd przeczytałeś?
Nie wiem. Nie mam jednej, ulubionej książki. Na pewno znalazłoby się kilka godnych uwagi, jednak nie umiem się zdecydować na jedną.

11. Gdybyś mógł spotkać jednego książkowego bohatera, to kto by to był?
Oczywista oczywistość, czyli... Katniss Everdeen :P



A teraz pytania od Pauli z bloga Rude recenzje

1. Jaka jest twoja ulubiona książka polskiego autora?
 Wiedźmin. Ostatnie życzenie (Andrzej Sapkowski)

2. Czy czytasz jakieś magazyny książkowe? Jeżeli tak to jakie i czego głównie w nich szukasz?
Czasami czytam BOOK UP! Najbardziej ciekawią mnie zapowiedzi i premiery książek.

3. Co najbardziej podoba Ci się w czytaniu książek i czy od zawsze lubiłaś/łeś czytać?
Uwielbiam to, że dzięki czytaniu mogę poznawać nowe rzeczy, odkrywać inne krainy, zaprzyjaźniać się z bohaterami i poszerzać swoją wyobraźnię. Czytałem od zawsze, ale nałogowo zacząłem w pierwszej klasie  gimnazjum.

4. Jaka jest Twoja ulubiona pora i pozycja do czytania?
 Ulubiona pora to wieczór/noc, a pozycja - półleżąca.

5. Wymień trzy książki, które najbardziej zapadły Ci w pamięć. Dlaczego akurat te?
Harry Potter i Kamień Filozoficzny - od niej zaczęła się moja miłość do książek.
Igrzyska Śmierci - książka, od której zacząłem czytać nałogowo.
Krzyżacy - najgorsza lektura w gimnazjum, przez którą nie potrafiłem przebrnąć. 

6. Jaka byłaby pierwsza książka, którą czytałbyś swojemu dziecku? 
Przygody Koziołka Matołka 

7. Książka, którą koniecznie chcesz mieć w swoich zbiorach? 
Paragraf 22

8. Książka idealna na jesienną chandrę ? 
Dzieci z Bullerbyn (czyli po prostu nic nie przychodzi mi do głowy) 

9. Co najbardziej lubisz i czego nie znosisz w prowadzeniu bloga? 
Lubię to, że mogę się dzielić moimi opiniami z innymi, a nie znoszę tego, że prowadzenie bloga zajmuje mi bardzo dużo czasu.

10.  Okładka książki, która urzekła Cię od pierwszego wejrzenia? 
Marsjanin

11. Czytasz poradniki? Tak? Nie? Dlaczego?
Nie czytam. Nie lubię ich.


I to już koniec wszystkich pytań! Mam nadzieję, że moje odpowiedzi się Wam podobały :)


Moje pytania:
1. Twoja ulubiona lektura.
2.  Czytasz w szkole/pracy ?
3. Najładniejsza książka na twojej półce.
4. Czy zgubiłaś/eś kiedyś książkę ?
5. Wolisz kupować książki czy wypożyczać z biblioteki ?
6. Twój ulubiony bohater męski. 
7. Jakbyś miał/a wybrać jedną książkę, jaką zabierzesz na bezludną wyspę, to jaka by to była ?
8. Gatunek, po który sięgasz najrzadziej. 
9. Wolisz książki tradycyjne czy ebooki ?
10. Książka, której nienawidzisz. 
11. Co Cię skłoniło do założenia bloga ? 

Nominuję:
- Olę z bloga Imperium Książkomaniaczki 
- Olgę z bloga Okiem wielkiej siostry
- autorkę bloga Wyspa Książek 
- Bartka z bloga BartekBooks 
- autorkę bloga Upolowane stronice