sobota, 28 listopada 2015

Playlist for the Dead - Michelle Falkoff

Przyjemna młodzieżówka o niewykorzystanym potencjale :)


 
Śmierć nie jest tematem, o którym lubimy rozmawiać. Zazwyczaj omijamy go, udajemy, że go po prostu nie ma. Stał się on wręcz pewnego rodzaju tematem tabu, o którym wolimy nie wspominać, bo tak jest po prostu łatwiej. W Playlist for the dead autorka wzięła na warsztat właśnie kwestię śmierci i samobójstwa. Ponadto podjęła się próby nakłonienia nas, czytelników, do zastanowienia się nad jej istotą. Czy jej się to udało? Przekonajcie się sami. 

Tytuł: Playlist for the dead. Posłuchaj, a zrozumiesz
Autor: Michelle Falkoff
Wydawnictwo: Feeria Young

Sam i Hayden to dwójka najlepszych przyjaciół. Wiodą spokojne, ale jednocześnie nudne i nieobfitujące w żadne ekscesy życie... aż do momentu, gdy dzieje się coś kompletnie niespodziewanego. Hayden popełnia samobójstwo. Nagle, z dnia na dzień, z niewiadomych przyczyn. Pozostawia po sobie jedynie playlistę z dołączoną kartką: Dla Sama – posłuchaj, a zrozumiesz. Przyjaciel za wszelką cenę pragnie znaleźć powód, dla którego jego najbliższy przyjaciel popełnił samobójstwo. Co sprawiło, że taki nieśmiały chłopak był w stanie zrobić coś takiego? Czy Sam zdoła odkryć wskazówki zostawione na playliście? I czy, co najważniejsze, odkryje prawdę o swoim przyjacielu?

Sam i Hayden są z natury bardzo nieśmiałymi i introwertycznymi nastolatkami, dlatego życie towarzyskie, imprezy i różnego rodzaju wybryki są im niezwykle obce. Przez większość czasu odrzucani, pomijani, niezauważalni. Jednak taka postawa ma też swoje złe strony. Chłopcy, a w szczególności Hayden, są często szykanowani i poniżani przez swoich rówieśników. Sam i Hayden nie są typowymi bohaterami, o jakich najczęściej czytamy w książkach. Nie są odważni, wygadani, towarzyscy. Są za to nieśmiali i skryci, ale też niezwykle inteligentni. W Playlist for the dead mamy bardzo wyraźnie nakreślone portrety psychologiczne głównych bohaterów. Autorka niezwykle umiejętnie ich opisała, przez co mamy wrażenie, jakby nastolatkowie byli naszymi przyjaciółmi.

Michelle Falkoff wzięła na warsztat bardzo trudny temat, jakim jest śmierć, a tym bardziej samobójstwo. Chciała uświadomić nam, że o śmierci trzeba i warto rozmawiać. Jednocześnie próbowała nakłonić nas do rozważań i własnych przemyśleń na ten temat. Muszę przyznać, że jest to dość oryginalny pomysł. Przecież nieczęsto, a nawet bardzo rzadko, spotykamy się z tym tematem w książkach, a zwłaszcza w tych młodzieżowych. Autorka podjęła się trudnego tematu i mimo jej dobrych chęci, trzeba niestety stwierdzić, że nie do końca jej się to udało. Miałem wrażenie, że cały czas jedynie "ślizga" się po nim. Próbuje go jakoś ruszyć, ale nigdy do końca jej to nie wychodzi. Za każdym razem tylko dotyka tematu samobójstwa, jednak nigdy go w pełni nie rozwija. Z jednej strony jest to trochę rozczarowujące, jednakże trzeba pamiętać, że jest to trudna kwestia i również niełatwo umiejętnie o niej pisać. Tak czy inaczej, bądźmy wdzięczni Michelle Falkoff za to, że jako jedna z niewielu chociaż próbowała się ją poruszyć. Jestem pewien, że dzięki niej niejeden nastolatek chociaż przez chwilę zastanowi się nad istotą śmierci.

Playlist for the dead zdecydowanie nie jest powieścią, w której akcja pędzi na łeb na szyję. Wręcz odwrotnie. Akcja rozwija się stopniowo i niezwykle powoli, a o licznych zwrotach akcji możemy całkowicie zapomnieć. Ma się wrażenie, jakby wydarzenia przedstawione w powieści były zaledwie mało znaczącym wycinkiem z życia bohaterów. Dla jednych taki zabieg będzie minusem, jednak dla niektórych może być wręcz zaletą. Przez takie poprowadzenie akcji mamy więcej czasu, aby przyjrzeć się bohaterom, zastanowić się nad rozważanym problemem. Jednak, moim zdaniem, akcja miejscami biegła aż za wolno. Rozumiem, że w ten sposób daje się czytelnikowi czas na zastanowienie, jednak tego czasu było po prostu aż nadto. Zamiast bardziej rozwinąć fabułę i nadać odpowiedniego tempa powieści, w Playlist for the dead miejscami wiało nudą. A szkoda...

Niezwykłym atutem tej książki, jest jej drugi plan. Poboczne wątki, drugoplanowi bohaterowie i wydarzenia epizodyczne niezwykle ubarwiają powieść i nadają jej charakteru. Grupka znajomych Astrid jest pełna niesamowicie ciekawych osób, które urozmaicają całą powieść. Szkoda, że autorka nie rozwinęła bardziej ich wątków, bo myślę, że wyszłoby z tego coś naprawdę interesującego. Drugim ważnym tematem poruszanym w książce jest homofobia. Widać, że autorka miała na nią dobry pomysł, jednak, tak samo jak w przypadku samobójstwa, nie do końca go rozwinęła. Jestem pewien, że gdyby bardziej rozbudowała ten wątek, powstałoby naprawdę coś ciekawego. 

Playlist for the dead to powieść należąca do "przyjemnych". Mimo że dotyka tak ważnych kwestii, to czyta się ją lekko i całkiem szybko. Uważam, że autorka nie wykorzystała potencjału, jaki niewątpliwie w niej tkwi. Myślę, że gdyby bardziej rozwinęła niektóre wątki, Playlist for the dead byłaby lepszą powieścią. Osobom, które lubią wartką akcję i niezliczone zwroty, ta książka zapewne nie przypadnie do gustu. Nie jest to także powieść genialna lub chociażby wyjątkowa. Jednak moim zdaniem to idealna książka na wyciszenie się i chwilę zastanowienia. A takich chwil w życiu nam niewątpliwie brakuje. Serdecznie polecam! 

A Wy?
Czytaliście już Playlist for the Dead?
A jeśli nie, to czy zamierzacie?

Piszcie w komentarzach :)

wtorek, 24 listopada 2015

Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 2

Ostatnia część bestsellerowej serii, która porwała ludzi na całym świecie :)

 


Po odbiciu z rąk Kapitolu Peety oraz pozostałych trybutów, Dystrykt 13. przygotowuje się do ostatecznego starcia. Po tym co Kapitol zrobił Peecie, Katniss jeszcze bardziej nienawidzi Snowa i pragnie go jak najszybciej zabić. W tym celu wyrusza do Kapitolu, aby tam ramię w ramię z rebeliantami stanąć do walki i obalić dyktatorskie władze.

Tytuł: Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 2
Reżyser: Francis Lawrence
Gatunek: Akcja, science fiction

Film rozpoczyna się praktycznie w tym samym momencie co kończy poprzednia część. Katniss oszołomiona przemianą Peety nie może się otrząsnąć i jedyna rzecz, o której myśli to zabicie Snowa. W tej roli świetnie spisuje się Donald Sutherland. Przedstawiciel starszego pokolenia w pełni pokazuje swoje aktorskie umiejętności i nadaje postaci charakteru niczym z książki. Śmiem twierdzić, że to właśnie on najlepiej poradził sobie z zadaniem i w perfekcyjny sposób odwzorował swoją książkową postać. Nie umniejszając oczywiście pozostałym. Uważam, że cała obsada świetnie się spisała i odwaliła kawał dobrej roboty. Aktorstwo w całej serii stoi na naprawdę wysokim poziomie, a w Kosogłosie było to widać szczególnie.

Cały film można podzielić na trzy części - czas przed wyjazdem Katniss do Kapitolu, walki w Kapitolu i bardzo długie zakończenie. Z mojego punktu widzenia, najlepszą częścią była część druga. Było w niej pełno akcji, dużo zwrotów akcji i sprawiała, że nie ani na moment nie można było odwrócić głowy od ekranu. Pierwszy akt był swego rodzaju wprowadzeniem, dlatego nie mam mu niczego za złe, natomiast muszę przyczepić się do zakończenia. Moim zdaniem było niepotrzebnie przeciągane, a niektóre elementy znacząco odbiegały od książki. Muszę niestety także stwierdzić, że miejscami robiło się po prostu nudnawe. Jednak biorąc pod uwagę cały film, uważam, że jest naprawdę dobry i stanowi świetną ekranizację książki Suzanne Collins :)

Również od strony reżyserskiej, Kosogłos radzi sobie bardzo dobrze. Widać, że Francis Lawrecne przyłożył się i stworzył nie tylko dobrą ekranizację, ale również świetny film. Najbardziej urzekły mnie pojedyncze szczegóły. Przez kogoś, kto nie czytał książki są one praktycznie niezauważalne, jednak dla fanów książkowej wersji Kosogłosa, stanowią one istną ucztę dla oka. Bardzo dobrze poradził sobie także ze scenami walk. Były one niezwykle dynamiczne i w niezwykły sposób przykuwały uwagę widza. Nie ma co ukrywać, że Kosogłos. Część 2 to najbardziej brutalna i krwawa ze wszystkich części. Jest to jednak pokazane w na tyle "subtelny" sposób, że nawet ludzie o niezbyt mocnych nerwach nie powinni mieć żadnego problemu.

Natomiast jeśli patrzymy na Kosogłosa przez pryzmat ekranizacji, film poradził sobie całkiem nieźle, choć było parę niedociągnięć. Największym minusem jest pominięcie szkolenia na żołnierzy Katniss i Johanny. Według mnie był to dość istotny element, który w książce zajmował dość sporą część i moim zdaniem powinien był zostać pokazany w filmie. Jeśli chodzi o pozostałe sceny, to myślę, że wszystko co najważniejsze zostało uwzględnione. Oczywiście wiadomo, że w filmie nie da sie pokazać wszystkich wydarzeń z książki, dlatego uważam, że reżyser całkiem dobrze sobie poradził i odpowiednio dobrał poszczególne wydarzenia. Ogólnie rzecz biorąc Kosogłos, mimo kilku niedociągnięć, jest dobrą i wierną książce ekranizacja.

Jako trybut (fan Igrzysk) jestem zadowolony z tej ekranizacji, choć muszę przyznać, że czuję pewien niedosyt. Film mi się jak najbardziej podobał, jednak uważam, że czegoś w nim brakowało. Nie umiem do końca powiedzieć o co mi dokładnie chodzi, ale właśnie tego jednego "elementu" mi brakowało. Oczywiście uwielbiam ten film, bo to przecież Igrzyska i jestem pewny, że jeszcze wiele razy go obejrzę, jednak myślę, że Kosogłos mógł być po prostu jeszcze lepszy. Mimo, że spodziewałem się czegoś więcej, to ostatnia część Igrzysk śmierci i tak w większości spełniła moje oczekiwania i jestem jak najbardziej usatysfakcjonowany. Uważam, że seria doczekała się godnych ekranizacji, które w pełni oddają ducha książek ;)

Niewątpliwie jest to pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów Igrzysk śmierci, dlatego wydaje mi się, że akurat ich nie ma co szczególnie przekonywać do pójścia do kina. Natomiast jeśli chodzi o osoby, które nie czytały książek, to uważam, że i one znajdą w tym filmie coś dla siebie. Radzę jednak, aby przed seansem zapoznać się z poprzednimi częściami, gdyż w w drugiej części Kosogłosa mamy sporo nawiązań do Igrzysk śmierci czy W pierścieniu ognia. Uważam także, że cała seria Igrzysk śmierci jest na tyle uniwersalna, że spodoba się zarówno młodzieży, jak i osobom nieco  starszym. Jestem pewny, że nie pożałujecie obejrzenia Kosogłosa :) Gorąco polecam!

Najbardziej jest mi jednak przykro, że to już koniec! Wszystkie książki przeczytane, wszystkie filmy pooglądane... wypada zadać sobie pytanie: "co ja teraz zrobię ze swoim życiem?!" Jednego jestem jednak pewien - Igrzyska jeszcze na długo pozostaną w moim sercu i jestem przekonany, że nigdy o nich nie zapomnę :)

A Wy?
Oglądaliście już Kosogłosa. Część 2?
A jeśli nie, to czy wybieracie się do kina?

Piszcie w komentarzach :)

środa, 18 listopada 2015

Igrzyska śmierci - Suzanne Collins

W końcu nadeszła idealna pora na recenzję mojej ulubionej trylogii :D



Czekałem z tą recenzją już od dłuższego czasu. Wiedziałem, że na pewno kiedyś ją napiszę, ale nigdy nie było sprzyjającej temu okazji. Jednak teraz, kiedy cały świat żyje premierą drugiej części Kosogłosa, myślę, że nadeszła idealna pora na moją opinię o tej trylogii :D

Długo zastanawiałem się w jakiej formię mam zrecenzować tę trylogię, ale ostatecznie zdecydowałem się na coś takiego :) Nie jestem pewien czy można nazwać "to" recenzją, ale mam nadzieję, że i tak Wam się spodoba :D


Igrzyska śmierci

W tym tomie zapoznajemy się z bohaterami, wchodzimy w wykreowany świat, próbujemy się przyzwyczaić do książki, czyli po prostu poznajemy wszystko krok po kroku. Chwilę to trwa, jednak kiedy już w pełni wejdziemy do świata Panem, akcja przyspiesza i książka wciąga nas w wir wydarzeń. Później przekonamy się, że ani na chwilę nas z niego nie wypuści :) W pierwszej części Katniss jest jeszcze bardzo skrytą i troszkę oschłą dziewczyną, jednak mnie udało się ją polubić już od pierwszych stron. Mimo że ma swoje wady, to mnie oczarowała i sprawiła, że kibicowałem jej do samego końca trylogii. Fabularnie, Igrzyska śmierci są bardzo dobrze przemyślane i szczegółowo dopracowane. Nie ma momentu przy którym byśmy się nudzili. Mimo że zakończenie jest lekko przewidywalne, to do samego końca książka trzyma w napięciu i nie pozwala na odłożenie jej choćby na moment. Ostatecznie, Igrzyska śmierci są świetnym rozpoczęciem całej trylogii i dają solidną podstawę do "budowania" kolejnych tomów.


W pierścieniu ognia

W drugim tomie akcji jest znacznie więcej. Dzieje się bardzo dużo i bardzo szybko, przez co W pierścieniu ognia jest dużo dynamiczniejsza od pierwszego tomu. Nasi bohaterowie dorastają i uwidaczniają się u nich nowe cechy, których w Igrzyskach śmierci nie było widać. Pojawiają się także nowi bohaterowie, którzy wnoszą wiele do książki. Jednymi z nich są Johanna Mason i Finnick Odair. Byli triumfatorzy igrzysk bardzo urozmaicają trylogię, a ich postacie niejednokrotnie mają kluczowy wpływ na wydarzenia.  Bardzo spodobał mi się pomysł na Tournée Zwycięzców. Dzięki niemu mogliśmy lepiej poznać Panem oraz zauważyć jak bardzo nasila się bunt przeciwko Kapitolowi. Trochę przestraszyłem się, gdy Collins postanowiła powtórzyć motyw turnieju i walki na arenie. Uważałem, że to trochę takie "odgrzewanie kotleta" i będzie to po prostu nudne, jednak autorka świetnie sobie poradziła i 75. igrzyska były równie (albo nawet jeszcze bardziej) ekscytujące co te z pierwszej części. Tak jak mówiłem, akcja goni akcję, a liczne jej zwroty tylko to potęgują. W pierścieniu ognia jest zupełnie inne od pierwszej części, jednak tak samo genialne i wciągające.


Kosogłos

Kosogłos, czyli trzecia i jednocześnie ostatnia część całej trylogii. W tym tomie akcja mocno zwalnia (a przynajmniej w pierwszej połowie), jednak nie oznacza to, że Kosogłos jest nudny. Razem z bohaterami przenosimy się do zupełnie innego miejsca, jakim jest 13. Dystrykt.  Powracają starzy znajomi, jednak pojawia się także kilka nowych twarzy. Oczywiście tutaj na pierwszy plan wysuwa się Alma Coin - bezduszna i bezkompromisowa przywódczyni Trzynastki. Ten tom jest widocznie podzielony na dwie części. W tej pierwszej poznajemy nowe miejsce, jego mieszkańców oraz obyczaje. Przyglądamy się także rebelii. Obserwujemy jak powstają spoty reklamowe zachęcające ludność Panem do buntu, jak opracowywana jest strategia militarna. Wielu czytelnikom wydaje się to być nudne, jednak mnie to bardzo zainteresowało. Zauważyłem wtedy jak niezwykle inteligentną powieścią jest Kosogłos i że autorka wykonała kawał dobrej roboty. W drugiej części tego tomu, akcja z powrotem przyspiesza i jednoznacznie zmierza do finału. Przenosimy się na front, gdzie trwa regularna wojna, a Katniss oraz jej kompani osobiście biorą udział w walkach. Ta część jest niezwykle dynamiczna i wciągająca, ale jednocześnie bardzo krwawa i często przygnębiająca. Ostatnie 100 stron to totalna masakra. Dzieje się tak dużo, że niejednokrotnie możemy się pogubić, a  zakończenie kompletnie wbija w fotel. Nie ma chyba nikogo, kto by się spodziewał takiego obrotu spraw. Kosogłos zostawił po sobie ogromnego kaca książkowego i jeszcze długo po lekturze nie mogłem się otrząsnąć. Było to genialne i w pełni satysfakcjonujące zakończenie całej trylogii.


Nie ma co ukrywać, że Igrzyska śmierci to jedna z moich ulubionych książek. Tak właściwie, to od niej zaczęła się moja miłość do czytania :) Całą trylogię czytałem dwukrotnie, z czego po raz pierwszy jakieś cztery lata temu, jednak do tej pory pamiętam wszystkie emocje jakie towarzyszyły mi podczas lektury :) Igrzyska na dobre zagościły w moim sercu i myślę, że jeszcze na długo w nim pozostaną.


Przy okazji zachęcam do zapoznania się z akcją "Tydzień z Igrzyskami śmierci"
https://www.facebook.com/events/960872013983668/
Więcej informacji znajdziecie TUTAJ 


Więcej o mojej przygodzie z Igrzyskami (moi ulubieni bohaterowie, najlepszy moment itp.) będziecie mogli przeczytać w najbliższych dniach, ponieważ zamierzam zrobić dwa igrzyskowe tagi :D Poza tym w piątek wybieram się na maraton Igrzysk śmierci :) Planuje napisać z niego coś w stylu "relacja/moje wrażenia" :)


A wy?
Czytaliście już Igrzyska śmierci?
Co o nich sądzicie?

Piszcie w komentarzach :)

sobota, 14 listopada 2015

Liebster Blog Award #3


Tym razem do Liebster Blog Award zostałem nominowany przez autorkę bloga Castle on a cloud, za co serdecznie dziękuję :) Myślę, że nikomu nie trzeba tłumaczyć na czym to polega, dlatego od razu przejdę do pytań :)

Zaczynamy!
 
1. Pierwsza książka, którą pamiętasz.
Już na sam początek trudne pytanie :P Wydaje mi się, że są to Przygody Koziołka Matołka. Jest to co prawda komiks, jednak przez sentyment pozwolę, go sobie tutaj umieścić :)

2. Ulubiony serial.
Nie potrafię wybrać jednego, dlatego powiem aż o trzech :) A są to:
- House of Cards
- Orange Is the New Black
- Modern Family

3. Żart, suchar, z którego zawsze się śmiejesz.

4. Tytuł, tekst piosenki, który opisuje twój obecny nastrój.
Muse Dead Inside  

5. Gdybyś mógł zagrać główną rolę w wybranym filmie, który byś wybrał?
Jestem beznadziejnym aktorem, dlatego nie podjąłbym się zagrania żadnej roli. Na wstępie zepsułbym cały film :D Chociaż wydaje mi się, że w roli nieboszczyka sprawdziłbym się idealnie xD 

6. Rzecz którą lubisz, ale niekoniecznie lubisz się tym chwalić.
Z tym pytaniem również miałem problem. Po długim zastanowieniu zdecydowałem się na: ocenianie książce po okładce. Nie wiem czy można nazwać to "rzeczą", jednak nie jest to coś, co u siebie lubię i do czego tym bardziej lubię się przyznawać.  

7. Mało znany blog, który chciałbyś polecić.
Książka zwierciadłem duszy - gorąco polecam :) 

8. Najlepszy motywator.
W moim przypadku najlepszym motywatorem jest czas :D Zawsze odkładam wszystko na ostatnią chwilę, dlatego kiedy tego czasu zostaje niewiele, sprężam się i jak najszybciej robię to, co mam zrobić :D 

9. Ulubiona para, najlepszy romans.
Nie jestem fanem wątku romantycznego, ani tym bardziej nie mam ulubionej pary :) 

10. Popularne zachowanie, którego nie rozumiesz u innych ludzi.
Muszę przyznać, że jest to dość "dziwne" pytanie, zdecydowanie najtrudniejsze z wszystkich jedenastu :D Może być ono interpretowane na wiele sposobów oraz pozwala na pisanie całych referatów na ten temat, dlatego chyba nie podejmę się próby odpowiedzi :) 

11. Które z odwiedzonych przez Ciebie miejsc najbardziej Ci się podobało?
Tutaj również nie potrafiłem wskazać tylko jednego miejsca, dlatego wybrałem trzy:
- Praga
- Londyn
- Paryż


I to już koniec! Mam nadzieję, że odpowiedzi się Wam podobały :)


Nominuję:

Moje pytania: 
1. Książkowy świat, do którego najchętniej byś się przeniosła.
2. Science fiction czy fantasy?
3. W jaki sposób układasz książki na półce?
4. Jakim baśniowym stworzeniem byś była?
5. Najlepsza pozycja do czytania.
6. Wolisz czytać rano czy wieczorem?
7. Książka, którą poleciłabyś dosłownie każdemu.
8. Chciałabyś zostać kiedyś pisarką?
9. Co jest dla Ciebie ważniejsze? Fabuła czy bohaterowie?
10. Wypożyczasz książki z biblioteki?
11. Czytasz książki w obcym języku?

niedziela, 8 listopada 2015

Dziewczyna z pociągu - Paula Hawkins

Tak dobrego thrillera nie czytałem od bardzo dawna :)



"Najszybciej sprzedający się debiut dla dorosłych w historii brytyjskiego rynku. Co 6 sekund ktoś w Stanach Zjednoczonych kupuje tę książkę. Miliony egzemplarzy sprzedanych na całym świecie." Nie ma żadnych wątpliwości, że takie zdania działają na wyobraźnie czytelnika i zachęcają do kupna. Wręcz zmuszają nas do sięgnięcia po książkę. "Pasjonująca, pełna napięcia i nieprzewidywalna. Po prostu nie mogłam jej odłożyć. Nie do przegapienia!" To także możemy wyczytać na okładce. Czy faktycznie tak jest? Przekonajcie się sami.

Tytuł: Dziewczyna z pociągu
Autor: Paula Hawkins
Wydawnictwo: Świat Książki

Codziennie, od dwóch lat, Rachel jeździ do pracy tym samym pociągiem. Na swojej trasie mija wiele domów, jednak ma swój jeden ulubiony, który obserwuje niemalże każdego dnia. Mieszkają w nim Jess i James - para idealna. Dziewczyna zazdrości im wygodnego życia i sama chciała by takie wieść. Poprzez obserwowanie ich każdego dnia, Rachel staje się częścią ich rodziny, ma wrażenie, że wie o nich wszystko. Jednak pewnego dnia zauważa coś wstrząsającego. Ten widok na zawsze zmieni życie wszystkich bohaterów i położy cień na dalszy bieg wydarzeń. Od teraz Rachel nie będzie już zwykłą dziewczyną z pociągu.

Gdybym miał opisać tę książkę jednym słowem, powiedziałbym "WOW". Tak dobrego thrillera nie czytałem od bardzo dawna. Dziewczyna z pociągu z rzędu stała się moją ulubioną książką tego gatunku, ustępując miejsca niezwykłej Zaginionej dziewczynie. A propos Zaginionej dziewczyny - thriller Pauli Hawkins bardzo przypominał mi właśnie tę powieść. Nie tylko ze względu na podobny tytuł, lecz także z powodu niemalże identycznego stylu. Obie autorki tak samo szczegółowo nakreśliły bohaterów oraz umiejętnie budowały napięcie. Jestem pewien, że każdemu fanowi Zaginionej dziewczyny, ta książka się spodoba. 
 
Dziewczyna z pociągu to nie jest zwykły kryminał, jakich wiele. Ta książka to istny majstersztyk. Posiada wszystko co każda powieść powinna mieć. Od idealnie wykreowanych bohaterów, wartkiej akcji, niebanalnych dialogów, aż po wątek psychologiczny, napięcie, liczne zwroty akcji i oczywiście nieprzewidywalne zakończenie. 
 
Dziewczyna z pociągu to także niezwykle inteligentna powieść. Nie jest zwykłym kryminałem, w którym akcja biegnie od punktu A do punktu B. Ta książka po prostu zmusza czytelnika do myślenia. Paula Hawkins bardzo dobrze nakreśliła portrety psychologiczne każdego z bohaterów, przez co mamy wrażenie, że Rachel czy Tom są tak na prawdę naszymi znajomymi, a nie postaciami z książki. W powieści dominują silne kobiety, które ciągną całą powieść i nadają jej niezwykłego charakteru. Jednakże panowie nie odstępują im kroku i również pokazują swoją charakterną stronę. Powstaje dzięki temu istna mieszanka wybuchowa. Każdy z bohaterów jest inny i na swój sposób intrygujący. 
 
W Dziewczynie z pociągu żadne wydarzenie i zwrot akcji nie są przypadkowe. Wszystko jest idealnie przemyślane i dopracowane, przez co książkę czyta się praktycznie jednym tchem. Do samego końca autorka trzyma nas w niepewności, a zakończenie jest kompletnie nieprzewidywalne. Są takie historie, które po nas wręcz spływają. Nawet jeżeli książka nie była taka zła, to po kilku tygodniach po prostu zapominamy o niej. Jednak Dziewczyna z pociągu to książka, w którą autentycznie się zaangażowałem. Byłem swoim własnym detektywem i za wszelką cenę próbowałem rozwikłać zagadkę. Było to miłe doświadczenie i mam nadzieję, że jeszcze przy wielu książkach spotkam się z czymś takim.
 
Muszę powiedzieć, że nie spodziewałem się tak dobrej lektury. Nie do końca wierzyłem w te wszystkie szumne napisy na okładce. Jednak po lekturze, jestem wielce zaskoczony. Bez żadnych wątpliwości - jest to jedna z najlepszych książek jakie czytałem w tym roku i wydaje mi się, że na długo pozostanie w czołówce moich ulubionych tytułów. 
 
Mimo dość chaotycznej recenzji, mam nadzieję, że zachęciłem Was do sięgnięcia po Dziewczynę z pociągu, bo naprawdę warto. Teraz nie dziwie się tym szumnym napisom na okładce, uważam wręcz, że są one w pełni uzasadnione i jak najbardziej trafne. Jeśli szukacie dobrego thrillera, który was całkowicie pochłonie i zmusi do myślenia, to Dziewczyna z pociągu jest dla Was idealna. Gorąco polecam!
 
 
A Wy?
Czytaliście już Dziewczynę z pociągu?
A jeśli nie, to czy zamierzacie?
 
Piszcie w komentarzach :) 

sobota, 7 listopada 2015

Gra Endera - Orson Scott Card

Jedna z najlepszych książek science fiction, jakie kiedykolwiek czytałem.



Światu grozi Trzecia Inwazja kosmicznych najeźdźców nazywanych Formidami. Druga Inwazja, mająca miejsce 80 lat wcześniej, została cudem powstrzymana dzięki genialnemu dowódcy Mazerowi Rackhamowi. Od tego czasu świat zjednoczony w obliczu ciągłego zagrożenia intensywnie przygotowuje się do zaplanowanej obrony. 

Losy Andrew Wiggina są z góry przesądzone. Już od najmłodszych lat jest pod pełną obserwacją Międzynarodowej Floty i wiadomo, że w przyszłości odegra znaczącą rolę w obronie naszej planety. Wojna zbliża się wielkimi krokami, a młody Ender jest ostatnią szansą ludzkości. Czy poradzi on sobie z tak trudnym zdaniem? Czy uniesie na swoich barkach ciężar tak wielkiej odpowiedzialności? I czy będzie w stanie się podporządkować, tak aby nie zaprzepaścić jedynej szansy na wygranie wojny?


Tytuł: Gra Endera
Cykl: Saga Endera (tom1)
Autor: Orson Scott Card
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka


Myślę, że Sagę Endera z pełną odpowiedzialnością można zaliczyć do kanonu literatury science fiction. Może nie można jej do końca porównywać do takich klasyków jak Nowy wspaniały świat czy Rok 1984, to i tak dumnie dzierży tytuł jednej z najbardziej znanych i utytułowanych książek science fiction. Jednak mimo tego zaszczytnego tytułu, który zazwyczaj kojarzy nam się z ciężkimi i trudnymi do przełknięcia powieściami, Gra Endera to powieść ponadczasowa i ciągle aktualna. Poruszana w niej problematyka jest na tyle uniwersalna, że pasuje zarówno do 1985, jak i 2015 roku. 

Gra Endera to opowieść o tworzeniu bezlitosnego mordercy. Międzynarodowa Flota zdaje sobie sprawę, że Ender to ich ostatnie koło ratunkowe i za wszelką cenę chce z niego zrobić bezkompromisowego przywódcę, który będzie w stanie wygrać wojnę. Ender już od najmłodszych lat toczy walkę z rówieśnikami, dorosłymi, dowódcami, ale przede wszystkim z samym sobą. Walczy o jedyną rzecz, jaka mu pozostała - wolność wyboru. Chcę do końca pozostać sobą i nie zmieniać się w kogoś kim nie jest. Wie, że jest zdany tylko na siebie i że na nikim nie może polegać. 

Gra Endera nie jest zwykłą powieścią sci-fi, mówiącą o dzieciach ratujących świat. Jest to przede wszystkim powieść o przekraczaniu własnych granic, radzeniu sobie z ogromną odpowiedzialnością, a przede wszystkim o życiu pod ciągłą presją. Ender nie jest to chłopiec, którego możemy spotkać na ulicy. Tacy jak on zdarzają się raz na milion, albo jeszcze rzadziej. Wiggin swoją inteligencją oraz zaradnością może przyćmić niejednego dorosłego. W pewnym momencie zdajemy sobie sprawę, że to tak naprawdę Ender ma nad wszystkim kontrolę. Postępuje w taki sposób, aby wszystko potoczyło się po jego myśli, ale jednocześnie tak, aby dowódcy nie zdali sobie z tego sprawy.

Drugą, równie interesującą postacią w Grze Endera jest Groszek. Jest to czteroletni bezdomny chłopiec, który całe swoje dzieciństwo spędził na ulicy. Dzięki swojej niezwykłej, przewyższającej dużo starsze dzieci, inteligencji oraz pomocy siostry Carlotty udaje mu się dostać do Szkoły Bojowej. Już od pierwszych dni zostaje nazwany następcą Endera Wiggina. Postać Groszka niezmiernie mnie zaciekawiła. Mimo, że w książce jest to bohater drugoplanowy i zbyt wiele nie możemy się o nim dowiedzieć, to i tak wzbudził moją sympatię i bardzo mnie zainteresował. Więcej o Groszku można przeczytać w innej książce Carda - Cieniu Endera, w której to właśnie on jest głównym bohaterem. 

Tak jak pisałem, Gra Endera to powieść ponadczasowa, a każdy z czytelników znajdzie w niej coś dla siebie. Ta książka jest także idealnym pretekstem do głębszych przemyśleń oraz stanowi istną skarbnicę złotych myśli. Uważam, że nawet zagorzali przeciwnicy science fiction docenią wartość, jaką niesie ze sobą Gra Endera. 

Gorąco polecam Grę Endera wszystkim, dosłownie wszystkim. Zarówno fanom kryminałów, fantasy czy powieści obyczajowych. Myślę, że jest to książka, która spodoba się wszystkim i każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Dlatego jeśli jeszcze nie czytaliście Gry Endera, to jak najszybciej musicie to nadrobić :)