poniedziałek, 29 lutego 2016

Oscary 2016 rozdane!

Oscary 2016: lista zwycięzców + mój komentarz :)

 


W nocy z 28. na 29. lutego odbyła się ceremonia wręczenia Oscarów. Gala odbyła się już po raz 88. i miała miejsce w Dolby Theatre w Hollywood. Statuetki zostały przyznane w 24 kategoriach. Najwięcej nominacji, bo aż 12 miał film Zjawa, na drugim miejscu, z 10 nominacjami, znalazł się Mad Max: Na drodze gniewu. Nagrody Akademii Filmowej są od lat uznawane za najbardziej prestiżowe nagrody filmowe.

Kto wygrał w tym roku?

Najlepszy film


Big Short | Zjawa | Brooklyn | Spotlight | Marsjanin | Pokój | Most szpiegów
Mad Max: Na drodze gniewu


Najlepszy aktor pierwszoplanowy

Bryan Cranston (Trumbo)
Matt Damon (Marsjanin)
Leonardo DiCaprio (Zjawa)
Michael Fassbender (Steve Jobs)
Eddie Redmayne (Dziewczyna z portretu)


Najlepsza aktorka pierwszoplanowa

Cate Blanchett (Carol)
Jennifer Lawrence (Joy)
Brie Larson (Pokój
)
Charlotte Rampling (45 lat)
Saoirse Ronan (Brooklyn)


Najlepszy aktor drugoplanowy

Tom Hardy (Zjawa)
Sylvester Stallone (Creed. Narodziny legendy)
Mark Rylance (Most szpiegów)
Mark Ruffalo (Spotlight)
Christian Bale (Big Short)


Najlepsza aktorka drugoplanowa

Kate Winslet (Steve Jobs)
Jennifer Jason Leigh (Nienawistna ósemka)
Alicia Vikander (Dziewczyna z portretu)
Rachel McAdams (Spotlight)
Rooney Mara (Carol)


Najlepszy reżyser

Adam McKay (Big Short)
George Miller (Mad Max: Na drodze gniewu)
Alejandro G. Inarritu (Zjawa)
Lenny Abrahamson (Pokój)
Thomas McCarthy (Spotlight)


Najlepszy scenariusz oryginalny

Matt Charman, Ethan Coen, Joel Coen (Most szpiegów)
Alex Garland (Ex Machina)
 Tom McCarthy, Josh Singer (Spotlight)
Pete Docter, Meg LeFauve, Josh Cooley (W głowie się nie mieści)
Jonathan Herman, Andrea Berloff (Straight Outta Compton)


Najlepszy scenariusz adaptowany

Emma Donoghue (Pokój)
Drew Goddard (Marsjanin)
Adam McKay i Charles Randolph (Big Short)
Phyllis Nagy (Carol)
Nick Hornby (Brooklyn)


Najlepszy długometrażowy film animowany
 

Anomalisa | Boy and the World | W głowie się nie mieści | Baranek Shaun | When Marnie Was There


Najlepszy film nieanglojęzyczny


Mustang (Francja) | A War (Dania) | Syn Szawła (Węgry) | Theeb (Jordania)
W objęciach węża (Kolumbia)


Najlepsze zdjęcia

Edward Lachman (Carol)
Robert Richardson (Nienawistna ósemka)
Emmanuel Lubezki (Zjawa)
John Seale (Mad Max: Na drodze gniewu)
Roger Deakins (Sicario)


Najlepszy montaż

Stephen Mirrione (Zjawa)
Hank Corwin (Big Short)
Margaret Sixel (Mad Max: Na drodze gniewu)
Tom McArdle (Spotlight)
Maryann Brandon, Mary Jo Markey (Gwiezdne wojny: Przebudzenie mocy)


Najlepsza scenografia
 
Adam Stockhausen, Rena DeAngelo, Bernhard Henrich (Most szpiegów)
 Jack Fisk, Hamish Purdy (Zjawa)
Colin Gibson, Katie Sharrock, Lisa Thompson (Mad Max: Na drodze gniewu)
Arthur Max, Celia Bobak, Zoltán Horváth (Marsjanin)
Eve Stewart, Michael Standish (Dziewczyna z portretu)


Pełną listę zwycięzców możecie znaleźć TUTAJ


Tegoroczna gala nie obyła się bez niespodzianek, choć w większości kategorii zwyciężyli faworyci. Nagrodzeni Oscarami w większości pokryli się także ze zwycięzcami Złotych Globów. Bez wątpienia największym wygranym jest Leonardo DiCaprio, który po dwudziestu dwóch latach (w 1994r. otrzymał pierwszą nominację do Oscara) i 4 nominacjach, w końcu doczekał się upragnionej statuetki. Najwięcej Oscarów, bo aż 6, otrzymał film Mad Max: Na drodze gniewu, choć trzeba zaznaczyć, że wygrał on w kategoriach stricte technicznych. Zjawa opuściła galę z trzema statuetkami, w tym dla najlepszego reżysera (Alejandro G. Inarritu), aktora pierwszoplanowego (DiCaprio) oraz za zdjęcia. Największym zaskoczeniem była z pewnością przegrana Zjawy w kategorii "Najlepszy film". Faworyt musiał uznać wyższość dziennikarskiego kryminału Spotlight, który wygrał również w kategorii "Najlepszy scenariusz oryginalny". W tym roku nie było niestety żadnego polskiego akcentu.

Co ciekawe, znacząca część filmów nominowanych do Oscara to adaptacje lub ekranizacje książek. Tytuły takie jak Zjawa, Dziewczyna z portretu, Pokój, Steve Jobs, Marsjanin czy Big Short to produkcje, które mają swój pierwowzór w postaci powieści. Niektóre z nich to wierne ekranizacje, a niektóre stanowiły jedynie inspirację, jednak nie ulega wątpliwości, że tegoroczne Oscary zostały zdominowane przez książkowe adaptacje.

Osobiście obejrzałem zaledwie kilka z nominowanych filmów (w tym Zjawę, Joy, Ex Machinę, Syna Szawła i Marsjanina), dlatego trudno mi się wypowiedzieć na temat większości zwycięzców. Najbardziej cieszy mnie jednak zwycięstwo Spotlight. Nie chodzi tu o sam film, jednak o to, że dzięki temu tegoroczna gala nie była taka przewidywalna. Czy DiCaprio zasłużył na Oscara? Trudno mi powiedzieć, jednak nie wydaje mi się, żeby jego rola w Zjawie była "oscarowa". Mimo wszystko uważam, że po tych wszystkich genialnych rolach (a zwłaszcza w Wilku z Wall Street) i tylu nominacjach zasłużył na statuetkę. Najbardziej zdziwiła mnie obecność Marsjanina i Mad Maxa... w nominacjach do najlepszego filmu. Mimo że tego drugiego nie widziałem, to wiem, że obie produkcje to filmy typowo rozrywkowe, a takie są w głównych kategoriach zazwyczaj pomijane. Widocznie gusta członków Akademii powoli zaczynają się zmieniać.

Cóż, nie pozostaje mi chyba nic innego, jak tylko nadrobić zaległe filmy i czekać na kolejne wspaniałe produkcje. Kolejna ceremonia rozdania Oscarów już za rok!


A Wy?
Śledzicie tego typu wydarzenia?
Jak oceniacie tegoroczne Oscary?

Piszcie w komentarzach :)

niedziela, 28 lutego 2016

Rebeliant - Marie Lu

Po dwóch stronach barykady, czyli jedna z moich ulubionych trylogii ;)



Piętnastoletnia June - geniusz militarny, córka elit oraz największa nadzieja państwa w walce z Koloniami. Piętnastoletni Day - bezdomny nastolatek, pochodzący ze slumsów, a jednocześnie najbardziej poszukiwany przestępca Republiki.

Dwa kompletnie różne światy. Dwie kompletnie różne osoby. Jednak w pewnym momencie ich ścieżki krzyżują się. Gdy brat June pada ofiarą morderstwa, głównym podejrzanym staje się Day. Rozpoczyna się zabawa w kotka i myszkę. Chłopak ucieka, jednocześnie chcąc ratować swoją rodzinę, a dziewczyna za wszelką cenę chce pomścić śmierć brata.

Tytuł: Rebeliant
Seria: Legenda (tom 1)
Autor: Marie Lu
Wydawnictwo: Zielona Sowa

O trylogii Legenda było swego czasu dość głośno. Wszyscy się nią zachwycali, dlatego postanowiłem na własnej skórze sprawdzić, w czym tkwi jej wyjątkowość. Po pierwszym tomie jestem mile zaskoczony. Rebeliant jest niezłą zaliczką na to, że Legenda zostanie jedną z najlepszych serii młodzieżowych, jakie miałem okazję przeczytać.

Oczywiście można by powiedzieć, że Rebeliant to kolejna dystopia o nastolatkach, pragnących wpłynąć na losy świata. Trzeba przyznać, że jest w tym niestety trochę racji. Dość powtarzalny motyw, obalony pomysł na fabułę... wieje nudą. Jest jednak w tej książce coś, co odróżnia ją od pozostałych. Nie umiem jednoznacznie nazwać tej "rzeczy", jednak dzięki niej powieść Marie Lu wybija się na tle innych. Być może to zasługa dobrze wykreowanych bohaterów, wątku politycznego lub świetnego pióra autorki. Sam nie wiem. W tej książce jest po prostu coś takiego, co sprawia, że nie będziemy w stanie o niej zapomnieć.
 
Jednym z największych atutów Rebelianta jest szczegółowo przemyślana akcja. Tu nic nie dzieje się bez przyczyny, wszystko ma jakieś uzasadnienie. Nie zaobserwujemy tu epizodycznych wydarzeń, które mają tylko urozmaicić fabułę. Marie Lu wykonała kawał dobrej roboty i stworzyła w pełni przemyślane i dopracowane dzieło. Nie ma tu mowy o braku logiki, niedopowiedzeniach czy niezgodności fabuły. Sprawia to, że powieść czyta się praktycznie jednym tchem. Jeśli raz zaczniesz Rebelianta, to nie będziesz w stanie go później odłożyć.
 
Kiedy myślę o Rebeliancie, to myślę także o perfekcyjnie wykreowanych bohaterach. Zarówno June, jak i Day to niezwykle charakterystyczne postacie i nie sposób ich pomylić z nikim innym. Na pierwszy rzut oka, wydaje się, że nasi bohaterowie to zupełne przeciwności. Jednak, kiedy z biegiem czasu dokładniej się im przyjrzymy, dostrzeżemy, że są do siebie niezwykle podobni. Przez to, że narracja poprowadzona jest z punktu widzenia ich obojga, mamy pełny obraz na ich przemyślenia oraz osobowość. Dzięki takiemu zabiegowi wiemy o nich praktycznie wszystko. Warto także wspomnieć o bohaterach drugoplanowych. Mimo że stanowią zaledwie tło dla całej historii, to odgrywają dość istotne role i niejednokrotnie wpływają na przebieg wydarzeń.

Pamiętam, że gdy pierwszy raz usłyszałem o Rebeliancie, bardzo spodobał mi się pomysł na fabułę. Rozgrywki polityczne, militaria, zdrady, łapówki - nieczęsto spotykamy się z nimi w książkach młodzieżowych. Początkowo bałem się, że autorka sobie nie poradzi, i że nie wyjdzie z tego nic dobrego, jednak z każdą kolejną stroną przekonywałem się, w jak dużym błędzie byłem. Widać, że Marie Lu przyłożyła się i poświęciła dużo czasu nad tym, żeby od "technicznej" strony wszystko było szczegółowo dopracowane.
 
Muszę przyznać, że dawno nie spotkałem się z tak inteligentną książką młodzieżową. Przedstawione w niej problemy oraz zastosowane zabiegi równie dobrze mogłyby pasować do porządnego thrillera politycznego. Co ciekawe, to wszystko skojarzyło mi się z serialem House of Cards. Mimo że w porównaniu z tą amerykańską superprodukcją, Rebeliant jest dużo bardziej uproszczony, a problemy bardziej powierzchowne, to przez całą książkę nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że czytam młodzieżową wersję HoC.

Rebeliant to jedna z lepszych książek młodzieżowych, jakie miałem okazję przeczytać. Inteligentna, wciągająca, szczegółowo dopracowana, pełna wartkiej akcji oraz z zapadającymi w pamięć bohaterami. Jednocześnie stanowi świetny wstęp dla całej trylogii i daje gwarancję, że kolejne tomy będą równie dobre. Rebeliant ustawił poprzeczkę naprawdę wysoko, jednak mam przeczucie, że następne części mu w pełni dorównają. Cóż, nie pozostaje mi nic, jak tylko zabierać się za kolejne tomy. Już się nie mogę doczekać!

A Wy?
Czytaliście już Rebelianta?
A jeśli nie, to czy zamierzacie?
 
Piszcie w komentarzach :)

piątek, 26 lutego 2016

Liebster Blog Award #8 i #9


Jakiś czas temu zostałem nominowany, i to podwójnie, do Liebster Blog Award przez Sebastiana z bloga Sebastian czyta. Serdecznie dziękuję i jednocześnie przepraszam, że tak długo zwlekałem z odpowiedzią. Myślę, że nikomu nie trzeba tłumaczyć na czym polega LBA, dlatego od razu przejdę do pytań :) 


Zaczynamy!

1. Skąd wziął się u Ciebie pomysł na stworzenie bloga?
Szczerze mówiąc, to już od kilku lat śledzę wiele blogów. Zawsze podziwiałem osoby, które prowadzą tego typu rzeczy, jednak nigdy nie pomyślałem nawet o tym, żeby założyć własną stronę. Pewnego dnia coś mnie natchnęło i postanowiłem rozpocząć blogowanie. Jeden impuls wystarczył, żeby nieprzerwanie od ponad pół roku robić to, czym aktualnie się zajmuję :)

2. Jak jest Twoja ulubiona książka z dzieciństwa?
Nie jest to do końca książka, tylko komiks, jednak ze względu na sentyment pozwolę go tu sobie wykorzystać. Mówię o Przygodach Koziołka Matołka. Codziennie, przed snem, mama czytała mi go, dlatego darzę ten tytuł wyjątkową sympatią.

3. Jaką super-moc chciałbyś mieć?
Umiejętność latania. Zawsze chciałem poczuć się jak ptak (by móc patrzeć na wszystkich z góry) :P

4. Jesteś rannym ptaszkiem, czy wolisz dłużej spać?
Zdecydowanie wolę dłużej spać. Wstanie wcześniej niż o 9:00 jest dla mnie prawdziwym wyzwaniem :D

5. Czym dla Ciebie jest szczęście?
Szczęście - pojęcie niejednolicie definiowane, używane w znaczeniu: zdobycia najwyżej cenionych społecznie dóbr i przymiotów, trwałego zadowolenia z życia połączonego z pogodą ducha i optymizmem, poznawczej oceny własnego życia jako udanego, wartościowego i sensownego, pomyślnego bilansu doświadczeń życiowych (źródło - Encyklopedia PWN)

6. Ulubiony zespół, wokalista, piosenka?
Aktualnie słucham: Muse, Royal blood, The Neighbourhood, The Dumplings, Florence and The Machine, Fall Out Boy, Thirty Seconds to Mars i The Kooks

7. Co teraz dzieje się wokół ciebie?
Siedząc samotnie w pokoju, piszę posta, w którym odpowiadam na bardzo nietypowe pytania.

8. Masz jakieś marzenie, które w tej chwili realizujesz?
Nie wydaje mi się...

9. Twoje ulubione stworzenie magiczne?
Feniks *.* Od kiedy pamiętam fascynują mnie te stworzenia.

10. Jaki jest twój ulubiony superbohater i dlaczego?
Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, gdyż nie przepadam za superbohaterami. W tej chwili nie mogę sobie również przypomnieć, czy w dzieciństwie kogoś takiego lubiłem.



1. Skąd pomysł na taką nazwę bloga?
Właściwie to już nie pamiętam. Prawdopodobnie znienacka przyszła mi do głowy i tak już zostało. Mimo że teraz nie za bardzo podoba mi się My BookTown, to i tak nie mam lepszego pomysłu na nową nazwę :P 

2. Priorytetowa książka, jaką musisz przeczytać w nowym roku?
Nie mam wybranej książki, którą muszę przeczytać w tym roku. Na początku stycznia stworzyłem za to listę tytułów, po które chcę sięgnąć w 2016r. (możecie ją znaleźć TUTAJ)

3. Jak jest twoja największa pasja?
To chyba proste... czytanie! Oprócz tego także kino oraz wszystko co związane z literaturą :) 

4. Jak jest według Ciebie największa wada bycia blogerem?
Fakt, że prowadzenie bloga i "zajmowanie się nim" zajmuje dość dużo czasu. Mimo wszystko satysfakcja jaka później przychodzi z pewnością to wszystko wynagradza ;) 

5. Jakie wydarzenie związane z blogowaniem wspominasz najmilej i najgorzej?
Prowadzę bloga od nieco ponad pół roku, dlatego nie wydaje mi się, żebym mógł jakkolwiek się o tym wypowiedzieć. Z pewnością miło wspominam jednak samo założenie bloga :) 

6. Jaką książkę polecasz na zimowy wieczór?
Każdą! Nie ma takiej książki, która nie pasowałaby do "siedzenia pod kocykiem z kubkiem gorącej herbaty w mroźny, zimowy wieczór"

7. Typ sowy czy skowronka?
Zdecydowanie sowy. Jestem w 100% nocnym markiem :D 

8. Do czego masz słabość?
Do przepięknych okładek. Wstyd się do tego przyznać, ale często oceniam książki po okładce. Niestety. 

9. Twoje najpiękniejsze wspomnienie z dzieciństwa?
Chwile spędzone wspólnie z moimi rodzicami i rodzeństwem. 

10. Co sądzisz o ludziach, którzy krzywdzą lub porzucając swoich pupili?
Takie czyny powinny być srogo karane. Ludzie wyrządzający jakąkolwiek krzywdę zwierzętom to zwyrodnialcy i powinni być karani tak samo jak w przypadku osób znęcających się na drugim człowieku. Zwierzęta czują tak samo jak ludzie! 

11. Jakie jest twoje ulubione słowo, bądź słowo którego nadużywasz?
Nie mam zielonego pojęcia. Z pewnością jest takie, jednak ja go po prostu nie zauważam. Gdyby zapytać o to kogoś z mojego otoczenia, pewnie znałby odpowiedź na to pytanie ;)


I to już koniec pytań!
Mam nadzieję, że moje odpowiedzi się Wam podobały :)

Nominuję:
- Okiem Wielkiej Siostry
- Ja - książkoholik
- Lekturia
- Uwielbiam litery
- Apteka literacka
- Medycy nie gęsi...
- Z pamiętnika książkoholika
- Bookowe-love
- I have lived a thousand lives
- Przygody mola książkowego
- Cuddle up with a good book

Moje pytania:
1. Wiążesz swoją przyszłość z blogiem lub po prostu książkami?
2. Czy na przestrzeni lat Twój gust literacki się zmienił?
3. Zdarza Ci się czytać kilka książek naraz?
4. Twoja ulubiona lektura szkolna?
5. Kto lub co zachęciło Cię do czytania?
6. Jakie sporty uprawiasz?
7. Chodzisz do teatru/opery?
8. Czy dzielisz pasję czytania z kimś z rodziny?
9. Masz jakieś postanowienie na ten rok?
10. Sięgasz po klasykę literatury?
11. Twoje ulubione seriale?


Pozdrawiam!

środa, 24 lutego 2016

Osobliwy dom Pani Peregrine - Ransom Riggs

Thriller? Horror? Powieść dla młodzieży? Co to właściwie jest?

 


W życiu Jacoba dziadek odgrywa bardzo dużą rolę. W dzieciństwie spędzał z nim każdą wolną chwilę, podczas których słuchał fantastycznych opowieści o pogodnym sierocińcu na walijskiej wysepce. Co noc wysłuchiwał historii o osobliwym domu, jego nadnaturalnie uzdolnionych mieszkańcach oraz złych potworach. Z biegiem lat coraz bardziej przestawał w nie jednak wierzyć. Mimo to, gdy nastolatek dowiaduje się o śmierci swojego autorytetu, bez wahania postanawia wyruszyć na tajemniczą wyspę. Pragnie zgłębić historię młodości swojego dziadka oraz przekonać się, czy faktycznie mówił on prawdę. To, co tam zastał, z pewnością jest osobliwe...

Tytuł: Osobliwy dom Pani Peregrine
Seria: Pani Peregrine (tom 1)
Autor: Ransom Riggs
Wydawnictwo: Media Rodzina

Wizualnie, Osobliwy dom Pani Pergerine, bez wątpienia przykuwa uwagę. Twarda oprawa, tajemnicza okładka oraz przerażające fotografie przyciągają wzrok czytelnika i sprawiają, że natychmiast chcę się sięgnąć po książkę. Pamiętam, że gdy pierwszy raz ujrzałem ją w księgarni, od razu chciałem poznać jej treść. Jednak czy ta iście magiczna oprawa skrywa w sobie równie enigmatyczną i piękną treść?

Sięgając po Osobliwy dom Pani Peregrine nie do końca wiedziałem za co tak właściwie się zabieram. Wydawca twierdzi, że to thriller młodzieżowy, jednak ilustracje i okładka przywodzą na myśl horror. Ponadto opis zalatuje trochę powieścią przygodową z dość widocznym wątkiem fantastycznym. Więc co to właściwie jest za gatunek? Nie wiem. Mimo że jestem już dawno po lekturze, to do tej pory trudno mi go jednoznacznie określić. Coś mi się wydaję, że zaprzestanę próby zaszufladkowania tej książki do wybranego gatunku literackiego. Poza tym, nie ma to chyba większego znaczenia, ponieważ liczy się jedynie fakt, że Osobliwy dom Pani Peregrine naprawdę mi się podobał.

Główny bohater, mimo że nie jest zbyt charakterystyczny, ani zapadający w pamięć, to od razu zdobył moją sympatię. Przez całą książkę kibicowałem mu i życzyłem jak najlepiej. Co do pozostałych postaci, to nie można o nich za dużo powiedzieć, gdyż autor nie poświęcił im wystarczającej uwagi. Stanowią jedynie wątek poboczny, mało istotny element. Trochę szkoda, ponieważ kilkoro osobliwych dzieci jest naprawdę godnych uwagi i chciałbym im się lepiej przyjrzeć. Warto mieć jednak nadzieję, że w kolejnych tomach poznamy ich historie i dowiemy się o nich czegoś więcej.

Nie ulega wątpliwości, że cała książka jest owiana aurą tajemniczości. Przez blisko 400 stron panuje tu mroczna atmosfera, która jednak wcale nie przeraża, lecz niezwykle fascynuje. Sprawia, że jeszcze bardziej chce się wgłębić w ten świat i poznać coraz to bardziej niespotykane wydarzenia i postacie. Ponadto, powoduje, że Osobliwy dom Pani Peregrine niesamowicie wciąga i absorbuje całą uwagę czytelnika. Z każdą kolejną stroną coraz bardziej angażujemy się w historię i za wszelką cenę chcemy poznać dalsze losy bohaterów. W tej powieści jest coś takiego, co ciągle nas do niej przyciąga, sprawia, że nie jesteśmy w stanie jej odłożyć. Ta książka działa jak magnes!

Mimo wielu zalet, nie jest to książka pozbawiona wad. Oprócz wspomnianego już braku kreacji pozostałych bohaterów, znajdziemy tu również chociażby dość przewidywalne zakończenie. Kolejnym minusem, a przynajmniej w moim przypadku, jest dziecinny język, jakim posługuje się autor. Ransom Riggs pisze w bardzo zgrabny i wciągający sposób, który jednak sprawia wrażenie dość infantylnego i groteskowego. Wydaje mi się, że bardziej pasowałby tu poważniejszy język. Dodałby książce jeszcze większej tajemniczości i wydobyłby z niej prawdziwą grozę.

Osobliwy dom Pani Peregrine może i nie powala na kolana, jednak stanowi idealną książkę na odprężenie, która niejednokrotnie nas nastraszy, a jeszcze częściej rozśmieszy do łez. Powieść Ransoma Riggsa zadowoli każdego, kto szuka w książkach: zagadek kryminalnych, elementów grozy, zjawisk paranormalnych  czy po prostu zwykłej rozrywki. Dodatkową zaletą jest niewątpliwie fakt, że pięknie prezentuje się na półce... Mimo że skierowany głównie do młodzieży, to myślę, że Osobliwy dom Pani Peregrine zadowoli również starszego czytelnika. Jednym zdaniem - gorąco polecam!

A Wy?
Czytaliście już Osobliwy dom Pani Peregrine?
A jeśli nie, to czy zamierzacie?

Piszcie w komentarzach :)

poniedziałek, 8 lutego 2016

Piąta fala - Rick Yancey

Inwazja kosmitów w wydaniu młodzieżowym ;)

 


Pierwsza fala przyniosła ciemność.
Druga odcięła drogę ucieczki.
Trzecia zabiła nadzieję.
Po czwartej wiedz jedno: Nie ufaj nikomu

Tytuł: Piąta fala
Seria: Piąta fala (tom1)
Autor: Rick Yancey
Wydawnictwo: Otwarte

Motyw inwazji kosmitów przewijał się w popkulturze już setki razy. Odkąd rozpoczęły się podróże kosmiczne, ludzie zaczęli snuć różne domysły na temat tzw. obcych. Czy istnieją? Jak wyglądają? Czy kiedyś ich spotkamy? Nikt nie może udzielić nam odpowiedzi na te pytania, jednak najczęściej wyobrażamy je sobie jako nieludzkie stworzenia z ponadprzeciętną inteligencją, porozumiewające się w nieznanym nam języku. W Piątej fali Ricka Yanceya ten oklepany obraz obcych został całkowicie złamany.

Główna bohaterka, Cassie (a właściwie Cassiopeia), na chwilę przed inwazją obcych nie robi nic nadzwyczajnego. Zachowuje się tak samo jak reszta mieszkańców globu. Siedząc na nudnym apelu, kompletnie nie spodziewa się, że za kilka minut całe jej życie wywróci się do góry nogami.  Nie wygląda to tak, jak w większości produkcji sci-fi, gdzie przez kilka lat Ziemia przygotowuje się na "ostateczne starcie". Tutaj kosmici atakują kompletnie nieprzygotowanych ludzi, którzy nie mają zielonego pojęcia, jak w tej sytuacji się zachować. Można powiedzieć, że obcy atakują nas zupełnie znienacka.

Ciekawym zabiegiem w książce jest występowanie trzech narratorów. Kiedy najczęściej spotykamy się z narracją pierwszoosobową lub trzecioosobową (choć coraz popularniejsza jest także dwuosobowa narracja), tak tutaj historię poznajemy z punktu widzenia trzech osób. Sprawia to, że fabuła jest dużo bardziej dynamiczna, a książkę czyta się niezwykle szybko. Początkowo wydaje się, że są to zupełnie niezwiązane ze sobą osoby, jednak gdy dobrniemy do końca książki zauważymy, że wszystkie te wątki łączą się w jednym punkcie, tworząc zwięzłą i dopracowaną historię.

Piąta fala to nie tylko science fiction, ale przede wszystkim powieść młodzieżowa. Nie znajdziemy tu ani typowo naukowej terminologii, ani wyszukanych technologicznych pojęć. Z pewnością zadowoli to czytelnika, który w ogóle nie interesuje się tą naukową stroną lub jest na bakier z fizyką, jednak mi tego "science" w science fiction zdecydowanie brakowało. Wydaje mi się, że gdy ktoś zabiera się za tak specyficzny gatunek, jakim jest sci-fi, powinien mieć spore pojęcie o czym się pisze. Każdy wątek związany z obcymi, czy ich technologią, musi mieć, choćby mgliste, podłoże naukowe, a w Piątej fali w ogóle tego nie było.

Muszę jednak przyznać, że Piąta fala jest niezwykle dopracowaną i przemyślaną powieścią. Widać, że autor od początku do końca wszystko szczegółowo zaplanował, dzięki czemu nie ma tu żadnych niedopowiedzeń czy sprzeczności. Książka wciąga już od pierwszej strony i ani na chwilę nie daje nam się odłożyć. Pomocny jest w tym bardzo przyjemny i lekki styl, jakim posługuje się Rick Yancey. Mimo wielu braków z naukowego punktu widzenia, sam język jest niezwykle przystępny i sprawia, że czytelnik angażuje się w powieść całym sobą.

Mam bardzo mieszane uczucia względem Piątej fali. Z jednej strony, książka niezwykle mnie wciągnęła i miło spędziłem przy niej czas, jednak z drugiej raził mnie jej brak realizmu. Duży wpływ ma na to fakt, że książkę czytałem jakieś dwa lata temu. Przez ten okres mój gust znacząco się zmienił i inaczej patrzę na literaturę. To, co kiedyś mi się podobało, teraz nie do końca przypadłoby mi do gustu. Mam wrażenie, że tak jest też z Piątą falą.

Czy polecam tę książkę? Wydaje mi się, że tak. Mimo że Piąta fala to dość przeciętna powieść, to nie uważam, żeby czas spędzony na jej przeczytanie był czasem straconym. Z całą pewnością zagorzali fani science fiction nie mają tu czego szukać, jednak wydaje mi się, że miłośnikom literatury młodzieżowej Piąta fala jak najbardziej powinna przypaść do gustu.


A Wy?
Czytaliście już Piątą falę?
A jeśli nie, to czy zamierzacie?

Piszcie w komentarzach :)

czwartek, 4 lutego 2016

Czas żniw - Samantha Shannon

Jedna z najlepszych książek fantasy, jakie ostatnio czytałem :D

 


W totalitarnym państwie Sajon kontakt z zaświatami to srogie przestępstwo. Nastoletnia Paige Mahoney jest jednym z najpotężniejszych jasnowidzów, dlatego każdego dnia musi się ukrywać, by nie zostać złapana, przez polujących na takich jak ona, żołnierzy. Kiedy więc zostaje schwytana i przetransportowana do tajemniczej Koloni karnej Szeol 1, wie że nie spotka ją nic dobrego...

Tytuł: Czas żniw
Seria: Czas żniw (tom 1)
Autor: Samantha Shannon
Wydawnictwo: Sine Qua Non

Muszę przyznać, że sięgając po Czas żniw miałem całkiem spore oczekiwania względem tej powieści. Po wysłuchaniu i naczytaniu się tylu pozytywnych opinii na jej temat, miałem nadzieję na świetną książkę. Jednocześnie obawiałem się nieco, że jak przyjdzie co do czego, to nie sprosta moim wymaganiom i się na niej rozczaruje. Po lekturze książki mogę powiedzieć tylko jedno - Czas żniw w żadnym stopniu mnie nie zawiódł, a nawet przerósł moje najśmielsze oczekiwania ;)

Rozpoczynając swoją przygodę z Czasem żniw, miałem spore trudności z wbiciem się w powieść. Już od pierwszej strony zostałem zalany przez zupełnie nową terminologię, ogromną ilością bohaterów oraz całkowicie inny świat. Przyzwyczajenie się do tego wszystkiego było niemałym wyzwaniem. Niejednokrotnie musiałem korzystać ze słowniczka umieszczonego na końcu książki, który miał pomóc z oswojeniem się ze wszystkimi pojęciami. Również mapa oraz spis kategorii jasnowidzów znajdujące się na kartach powieści były sporą pomocą.

Jednak moje trudności z przyzwyczajeniem się świadczą o czymś niezwykle istotnym. O tym, że Samantha Shannon poświęciła naprawdę dużo czasu, żeby wymyślić te wszystkie rzeczy oraz żeby je szczegółowo dopracować. Nie ma tu mowy o jakimkolwiek przypadku, czy niedopowiedzeniu. Wszystko zostało skrupulatnie przemyślane i zaplanowane, za co należą się autorce słowa uznania. Żeby wykreować zupełnie nowy świat z taką ilością bohaterów oraz z jeszcze większą liczbą pojęć, które nigdy wcześniej nie miały miejsca, trzeba być naprawdę zdolnym pisarzem.

Kiedy przebrniemy przez kilkadziesiąt pierwszych stron i na dobre wejdziemy do świata jasnowidzów, akcja nabiera jeszcze większego tępa. Zostajemy wciągnięci w wir wydarzeń i razem z Paige przemierzamy kolejne zakątki Szeolu 1. Dzięki pierwszoosobowej narracji mamy sporo czasu, żeby zaprzyjaźnić się z główną bohaterką, co nie jest właściwie takie trudne. Dziewiętnastolatka jest sympatyczną, szczerą dziewczyną bez wygórowanego ego, czy niewspółmiernego mniemania o sobie. Czasami może razić jej chwilowa naiwność lub brak zdecydowania, jednak ostatecznie Paige jest naprawdę miłą bohaterką, która potrafi zdobyć sympatię czytelnika.

Świat przedstawiony Czasu żniw jest niezwykle drobiazgowy i szczegółowo dopracowany. Wszystko jest stworzone zupełnie od nowa, nie ma żadnych zapożyczeń z innych dzieł, czy inspiracji. Samantha Shannon przyłożyła się i wykonała kawał dobrej roboty. Dzięki plastycznym opisom i zrozumiałemu stylowi autorki nie ma szans, żeby się pogubić. Ciągle nie mogę pojąć jak wielki trzeba mieć talent i wyobraźnię, żeby stworzyć coś tak wspaniałego. Warto także zaznaczyć, że jest to debiut literacki Samanthy Shannon! Po prostu - WOW.

Powieść Samanthy Shannon ma naprawdę spory potencjał. Posiada wszystkie predyspozycje by stać się jedną z najpopularniejszych książek dla młodzieży. Ta książka po prostu zasługuję na rozgłos i popularność. Nie zdziwię się jeśli za parę lat dołączy do takich sław jak chociażby trylogia Igrzysk śmierci. Warto pamiętać, że jest to dopiero pierwszy tom aż siedmioczęściowego cyklu. Czas żniw stanowi świetny początek serii oraz jest bardzo wysoką zaliczką na to, że kolejne tomy będą jeszcze lepsze.

Czas żniw to wyższy poziom literatury młodzieżowej. Od dawna nie spotkałem się z tak mądrą, dopracowaną i jednocześnie wciągającą książką. Powieść Samanthy Shannon zachwyci nie tylko nastolatków, do których głównie skierowana jest ta powieść, ale także czytelników, którzy szukają w literaturze czegoś więcej. Z pełną odpowiedzialnością mogę Wam polecić tę pozycję. Jestem pewien, że się nie zawiedziecie :)


A Wy?
Czytaliście już Czas żniw?
A jeśli nie, to czy zamierzacie?

Piszcie w komentarzach :)