środa, 31 sierpnia 2016

Podsumowanie miesiąca | Lipiec + Sierpień 2016

"Rozczarowujące" podsumowanie tegorocznych wakacji.

 


Jak pewnie zauważyliście (lub nie) przez cały lipiec oraz kawałek sierpnia, nic się na blogu nie działo. Żadnych postów, brak wszelkiej aktywności z mojej strony. Ta nieplanowana przerwa spowodowana była kilkoma rzeczami, jednak główną z nich był po prostu brak czasu. Mogłoby się wydawać, że w związku z wakacjami, będę mieć go bardzo dużo, jednak wcale tak nie było. Liczne wyjazdy oraz sporo zamieszania w życiu rodzinnym sprawiły, że zwyczajnie nie miałem kiedy, spokojnie siąść przed komputerem i napisać jakiś post. Trochę szkoda tego czasu, jednak mimo wszystko jestem zadowolony z przerwy. Pozwoliła mi odpocząć od blogowania i w pełni skupić się na, tak długo wyczekiwanych, wakacjach. Wróciłem z nową energią oraz pomysłami i mam nadzieję, że tak już zostanie.

Jednakże przez brak czasu ucierpiał nie tylko blog, ale także moje czytelnictwo. Paradoksalnie, im więcej mam czasu (przynajmniej teoretycznie), tym rzadziej i mniej czytam. Także zamiast planowanych 12 książek, po które chciałem sięgnąć podczas wakacji, przeczytałem ich 6. Naprawdę, nie ma powodu do dumy... Za to, jeśli chodzi o obejrzane filmy, skromnie przyznam, że mam się czym pochwalić. 20 tytułów! Naprawdę jestem z siebie dumny.


W lipcu i sierpniu przeczytałem:
  • Droga do domu - Yaa Gyasi ★★★★★★★★☆☆ (recenzja)
  • Kobiety w kąpieli - Tie Ning ★★★★★★★★☆☆ (recenzja)
  • Kompleks Portnoya - Philip Roth ★★★★★★★★☆☆
  • Drach - Szczepan Twardoch ★★★★★★★★☆☆
  • Mechaniczny - Ian Tregillis (recenzja wkrótce) ★★★★★★★☆☆☆
  • Rzeźnia numer pięć - Kurt Vennegut ★★★★★★★☆☆☆


Najlepsza książka:
W te wakacje trafiło się kilka prawdziwych perełek. Największe wrażenie jednak zrobiły na mnie powieści Drach oraz Kobiety w kąpieli. Całkowicie od siebie różne, jednak tak samo genialne.

Najgorsza książka:
Wśród tych kilku książek na całe szczęście nie znalazła się żadna zła. Jeśli jednak musiałbym jakąś wskazać, postawiłbym na Mechanicznego. Powieść całkiem dobra, jednak w porównaniu zresztą - najsłabsza.


W lipcu i sierpniu obejrzałem:
  • Pokłosie ★★★★★★★★☆☆
  • Mad Max: Na drodze gniewu ★★★★★☆☆☆☆☆
  • Płynące wieżowce ★★★★★★★☆☆☆
  • Ludzie bez jutra ★★★★★★☆☆☆☆
  • Wszystkie nieprzespane noce ★★★★★★★★★☆
  • Knives out ★★★★★★★★☆☆
  • Julieta ★★★★★★★★☆☆
  • Psychonauci, zapomniane dzieci ★★★★★★★★☆☆
  • Neon Demon ★★★★★☆☆☆☆☆
  • Anielskie rozmowy ★★★☆☆☆☆☆☆☆
  • Zoologia ★★★★★★★☆☆☆
  • Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie ★★★★★★★☆☆☆
  • Baba Vanga ★★★★★★★☆☆☆
  • Zjednoczone stany miłości ★★★★★★★★☆☆
  • Córki dancingu ★★★★★★★☆☆☆
  • Amy ★★★★★★★★☆☆
  • Dom zły ★★★★★★★★☆☆
  • Wielkie piękno ★★★★★★★★★☆
  • Stranger things ★★★★★★★☆☆☆
  • Narcos (połowa 1. sezonu) ★★★★★★★★☆☆




Najlepszy film/serial:
Długo by wymieniać... Przez ten okres obejrzałem właściwie same dobre produkcje, z czego ogromnie się cieszę. Wybrałem jednak trzy, do których z pewnością jeszcze nieraz wrócę, a są to: Wszystkie nieprzespane noce, Wielkie piękno oraz Psychonauci, zapomniane dzieci.

Najgorszy film/serial:
Było właściwie tylko jedno rozczarowanie - Anielskie rozmowy. To chyba jedyny film, podczas którego seansu, chciałem wyjść z sali. A to coś jednak znaczy...


Na blogu pojawiły się recenzje książek:

Pozostałe posty:


TBR na wrzesień:
  • Wzburzenie - Philip Roth
  • Mroczniejszy odcień magii - V.E. Schwab
  • Księga ryb Williama Goulda - Richard Flanagan


Wszystkie trzy powieści to egzemplarze recenzenckie, dlatego jestem niemalże pewny, że uda mi się je przeczytać w tym miesiącu. Mroczniejszy odcień magii to książka, której polskiej premiery bardzo nie mogłem się doczekać. Za granicą chwalona jest na każdym kroku, dlatego mam nadzieję, że i mi się spodoba. Wzburzenie to kolejna, po Kompleksie Portnoya,  książka Philipa Rotha, po którą sięgnę. Jeśli tylko autor utrzymał poziom, czytelniczą ucztę mam zagwarantowaną. Z kolei Księga ryb Williama Goulda będzie moim pierwszym spotkaniem z twórczością tego autora. Jeśli się uda, zaraz po niej sięgnę po inną książkę Richarda Flanagana - Ścieżki północy. Ubu tych powieści jestem niezmiernie ciekawy.


Dodatkowo:
  • Nawiązałem współpracę z Wydawnictwem Papierowy Księżyc. W jej ramach możecie się niedługo spodziewać recenzji dwóch bardzo interesujących książek...
  • Byłem na moim pierwszym festiwalu filmowym! A mianowicie - 16. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty we Wrocławiu. Cała impreza bardzo mi się podobało i mile ją wspominam. O moich wrażeniach możecie poczytać TUTAJ. Z kolei o najciekawszych festiwalowych filmach, które miałem okazję obejrzeć - TUTAJ.
  • Byłem na moim pierwszym Woodstocku! Nie jestem typem koncertowicza, dlatego nigdy bym się nie spodziewał, że ten festiwal tak bardzo mi się spodoba. A było genialnie! Masa pozytywnie zakręconych  ludzi i mnóstwo pozytywnej energii. Mam nadzieję, że uda mi się przyjechać także za rok.


Jak spędziliście wakacje?
Ile książek udało Wam się przeczytać przez te dwa miesiące?

Piszcie w komentarzach :)

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Book Haul | Lipiec + Sierpień 2016

Zdobycze książkowe tegorocznych wakacji.

 


Podobnie jak podczas zeszłorocznych wakacji, tak i w te, zaszalałem. 19 książek! W przeliczeniu na jeden miesiąc może nie jest tego bardzo dużo, jednak i tak przeraża mnie trochę ta ilość. Po pierwsze - kiedy ja to wszystko przeczytam? Po drugie - gdzie ja to wszystko upchnę? Kilka dni temu kompletnie wyczerpałem miejsce na moich półkach... to chyba mówi samo za siebie. Niemniej jednak nie będę ukrywać - ogromnie się cieszę z każdej z tych książek :)


Kupione na promocjach:
  • Magonia - Maria Dahvana Headley
  • Zła krew - Sally Green
  • Lustrzany świat Melody Black - Gevin Extence
  • Dziecko Odyna - Siri Pettersen
  • Ballada o drobnym karciarzu - Lawrence Osborne
  • Małe życie - Hanya Yanagihara
  • Szum - Magdalena Tulli
  • Amerykańska sielanka - Philip Roth
  • Wyszłam za komunistę - Philip Roth
  • Gwiazdozbiór psa - Peter Heller
  • Moja walka. Księga 1. - Karl Ove Knausgård
  • Rybacy - Chigozie Obioma
  • Opowieści miłosne, śmiertelne i tajemnicze - Edgar Allan Poe

Egzemplarze recenzenckie:
  • Droga do domu - Yaa Gyasi (recenzja)
  • Kobiety w kąpieli - Tie Ning (recenzja)
  • Mechaniczny - Ian Tregillis

Z wymiany:
  • Marsjanin - Andy Weir
  • Ocean na końcu drogi - Neil Gaiman
  • Tato - William Wharton

Mimo sporej ilości, muszę przyznać, że jestem zadowolony z tego stosiku. Znalazło się tu sporo perełek, na które od dawna się czaiłem. Najbardziej jestem chyba ciekawy, wszędzie tak zachwalanego, Małego życia oraz powieści Rotha (po lekturze jego Kompleksu Portnoya chcę więcej). Nie mam zielonego pojęcia, kiedy zabiorę się za te wszystkie książki, jednak już teraz nie mogę się doczekać ich lektury :)


Ile książek trafiło do Was w tym miesiącu?
O jakie tytuły wzbogaciła się Wasza biblioteczka?

Piszcie w komentarzach :)

niedziela, 28 sierpnia 2016

Liebster Blog Award #12

Kolejna garść informacji o mnie.

 


Jakiś czas temu, Angelika z bloga Tylko magia słowa... (której bardzo dziękuję!) nominowała mnie do Liebster Blog Award. Jako że dawno już nic takiego na blogu nie było, postanowiłem odpowiedzieć na tę nominację. Czym jest Liebster Blog Award, nikomu tłumaczyć nie trzeba, dlatego od razu przejdę do odpowiadania na pytania. Zapraszam do lektury!


1. Potrafisz czytać kilka książek naraz? Czy jednak wolisz czytać jedną, a dokładniej?
Bardzo rzadko zdarza mi się czytać kilka książek naraz. Wolę w pełni poświęcić się jednej powieści.

2. Zmuszałeś się kiedykolwiek do czytania książek? Podaj tytuły.
Była właściwie tylko jedna taka książka - Krzyżacy Henryka Sienkiewicza. Nie muszę chyba tłumaczyć dlaczego.

3. Gdybyś mógł z wybranej powieści wybrać jedną dziewczynę/chłopaka, jako swoją przyjaciółkę/przyjaciela, kto by to był i z jakiej powieści?

Przyznam, że długo myślałem nad odpowiedzią na to pytanie. Ostatecznie wybór padł na Alexa z powieści Wszechświat kontra Alex Woods autorstwa Gavina Extence'a. Wydaję mi się, że byśmy się dogadali.

4. Czy jest autor, który Cię odpycha i nie potrafisz czytać jego książek?
Jeszcze nie miałem z takim do czynienia. Staram się nie sięgać po twórczość autorów, o których książkach wiem, że prawdopodobnie nie przypadną mi do gustu.

5. Będąc blogerem, czytasz książki. Z jakim autorem chciałbyś się spotkać w przyszłości?
Długo by wymieniać. Na pewno chętnie poszedłbym na spotkanie ze Szczepanem Twardochem, Andrzejem Sapkowskim, Philipem Rothem, Neilem Gaimanem... i wieloma innymi pisarzami.

6. Czy blog jest w Twoich planach przyszłości? A może chcesz zostać pisarzem?
Zdecydowanie nie chciałbym być pisarzem. Kompletnie się do tego nie nadaję. Co do bloga - nie wiem. Póki sprawia mi to przyjemność i mam wystarczającą ilość czasu, będę go prowadzić.

7. Wymarzone miejsce na wakacje? Dlaczego takie, a nie inne?
Od niedawna moim marzeniem jest zwiedzenie wszystkich europejskich stolic...

8. Czy przeglądasz blogi innych? Z jakich portalów korzystasz?
Przeglądam, staram się to robić jak najczęściej. Z reguły nie korzystam z żadnego portalu (sporadycznie ze zblogowani.pl). Po prostu jestem stałym czytelnikiem zaobserwowanych wcześniej blogów.

9. Planujesz pewne rzeczy czy też wszystko wychodzi na spontanie?
Z natury jestem perfekcjonistą i lubię mieć wszystko dokładnie zaplanowane, dopięte na ostatni guzik. W praktyce wychodzi jednak różnie.

10. Twoja pasja/hobby? (inna niż czytelnictwo)
Uwielbiam ambitne kino, a ostatnio zwłaszcza to artystyczne, niezależne. Oprócz tego aktywnie uprawiam tenis ziemny, pływanie i narciarstwo.

11. Dostajesz w prezencie złotą rybkę, która spełni Twoje jedno życzenie. Co by to było?

Czy to ten moment, kiedy powinienem poprosić o pokój na świecie? A tak na poważnie - nie mam zielonego pojęcia.


Wybaczcie, ale tym razem nie nominuję nikogo. Zwyczajnie nie mam pomysłu na pytania.

I to już koniec na dziś!
Mam nadzieję, że moje odpowiedzi się Wam podobały :)

piątek, 26 sierpnia 2016

T-Mobile Nowe Horyzonty 2016 | Filmy warte uwagi

Jakie filmy obejrzałem na festiwalu?

 


W dniach od 26 do 29 lipca uczestniczyłem w 16. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym T-Mobile Nowe Horyzonty we Wrocławiu. O moich wrażeniach po festiwalu pisałem TUTAJ, a dzisiaj skupię się wyłącznie na filmach, które obejrzałem. Co konkretnie widziałem? Co mi się najbardziej podobało? Na co warto czekać?

W przeciągu czterech dni udało mi się obejrzeć jedenaście filmów. Wynik może niepowalający, ale dla mnie w pełni satysfakcjonujący. Jestem tym bardziej zadowolony, ponieważ znaczna większość z produkcji, które widziałem podobały mi się (było właściwie tylko jedno rozczarowanie...). Wiadomo, niektóre mniej, inne bardziej, jednak w ogólnym rozrachunku wyszło na plus. Postanowiłem wybrać sześć filmów, o których pokrótce Wam teraz opowiem. Zapraszam!



Wszystkie nieprzespane noce
reż. Michał Marczak
★★★★★★★★★☆

"Krzysiek właśnie rozstał się z dziewczyną i rzuca się w wir życia towarzyskiego. Kroku dotrzymuje mu jego najlepszy przyjaciel, Michał. Razem szwendają się po warszawskich zaułkach, krążą od klubu do klubu, podrywając dziewczyny, zwierzają się sobie i odchorowują kaca."

Pierwszy od lat, optymistyczny polski film. Ukazujący radość oraz beztroskę życia, hipnotyzujący obraz nocnego życia towarzyskiego Warszawy. Dzięki płynnym ruchom kamery, licznym cięciom oraz dynamicznemu  montażowi, reżyserowi udało się odwzorować chaotyczny rytm miasta oraz jego unikalny, magiczny klimat. Wykorzystujący elementy dokumentu, w dużej części oparty o improwizację film, w połączeniu z genialną ścieżką dźwiękową, tworzy autentyczny i napawający optymizmem portret młodego pokolenia. Wyśmienite kino!



Knives Out
reż. Przemysław Wojcieszek
★★★★★★★★☆☆

"Sześcioro dwudziestoparolatków spotyka się w letniskowym domu nad jeziorem. To ich pierwsze spotkanie od czasu matury. Część zrobiła kariery, część nie. Część korzysta z przyjemności życia, część daje upust skrywanym frustracjom. Siódmą postacią jest młoda Ukrainka Solomija, pracująca w firmie jednego z bohaterów wieczoru – Igora."

Bardzo odważny i śmiały, odnoszący się do obecnej sytuacji politycznej Polski, film. Powstały tuż po zeszłorocznych wyborach prezydenckich, w odpowiedzi na "dobrą zmianę". Ta całkowicie niezależna produkcja pełna jest krytyki i niepochlebnych komentarzy na temat obecnej władzy w Polsce. Niezwykle autentyczny i nieprzybierający w słowach, nie stroni od licznych wulgaryzmów i obraźliwych tekstów. Miejscami przerysowany, gdzieniegdzie zbyt naiwny, jednak niezwykle szczery. Nie jest to film wybitny, ani pozbawiony błędów, ale to film ważny i potrzebny.



Julieta
reż. Pedro Almodóvar
★★★★★★★★☆☆

"Tytułowa Julieta mieszka w Madrycie, ma kochającego partnera. Ale nie umie zapomnieć o przeszłości, o dawnej miłości i niezabliźnionych ranach. Po latach próbuje odnaleźć córkę, która pewnego dnia całkowicie się od niej odcięła."

Najnowsze dzieło hiszpańskiego mistrza, Pedro Almodóvara. Po przeczytaniu opisu, mogło by się wydawać, że to gotowy scenariusz na ckliwy melodramat. Jednak dzięki niezwykłej wrażliwości i wyczuciu reżysera, powstał niezwykle wiarygodny film o wielkim bagażu emocjonalnym. Julieta mówi o poczuciu winy, rozpaczy po utracie bliskiej osoby, próbie pogodzenia się ze swoim losem. I mówi to w sposób niezwykle prawdziwy. Reżyser dotyka trudnych tematów i doskonale sobie z nimi radzi. "To jeden z niewielu twórców, który z konwencji bliskiej telenoweli potrafi wykrzesać prawdziwe emocje." (źródło)



Psychonauci, zapomniane dzieci
reż. Alberto Vázquez, Pedro Rivero
★★★★★★★★☆☆

"W dalekiej krainie za siódmą rzeką, na wyspie otoczonej czarnym trującym morzem żyje garstka osób. Tylko oni przetrwali katastrofę ekologiczną. W cieniu ciężkich, toksycznych chmur, pośród piętrzących się wysypisk, wraków i suchych drzew prowadzą smutną egzystencję, oddychając szkodliwym powietrzem. Dwóch nastolatków, Birdman i Dinky, chce uciec z wyspy – każdy jednak będzie musiał najpierw zmierzyć się z własnymi demonami."

Psychonauci... to niezwykle ponura i psychodeliczna baśń o niezwykłym klimacie. Skąpana w odcieniach czerni i szarości animacja to piękna opowieść o próbie ucieczki z otaczającej nas rzeczywistości, walce z własnymi demonami oraz sile miłości. "Minimalistyczna estetyka i antropomorficzne postacie kontrastują z surowym i bezwzględnym światem oraz gorzką historią, w której myszki zabijają się w desperackiej walce o resztki pożywienia, świnki handlują substancjami odurzającymi, a ptaszki swój pierwszy lot kończą w piachu z kulą w sercu." (źródło) Film jedyny w swoim rodzaju.



Neon Demon
reż. Nicolas Winding Refn
★★★★★☆☆☆☆☆

"Jesse przyjeżdża do Los Angeles, aby rozpocząć karierę modelki. Wkrótce spotyka grupę kobiet owładniętych obsesją cielesnego piękna, które zaczynają żerować na jej młodości i witalności."
 
Hipnotyzujący, szokujący, przerażający. Najnowszy film Refna to pulsujący jaskrawymi światłami, geometrycznymi wzorami oraz elektroniczną muzyką thriller o obsesji cielesnego piękna. Swoją konwencją oraz wykonaniem przywodzi na myśl bardziej teledysk niż pełnometrażowy film. Z jednej strony to piękny od strony wizualnej, mistrzowsko nakręcony i zmontowany, film z hipnotyzującym klimatem. Jednak z drugiej wyziera z niego ogromna pustka, a aktorzy częściej tu wyglądają niż grają. Przerysowany do granic możliwości, oparty o banalną fabułę, film niekiedy nawet bardziej śmieszy niż szokuje. Jest jak wydmuszka - piękny z zewnątrz, ale pusty w środku. Neon Demon to ostatecznie film, który można jednocześnie zmieszać z błotem i się nim zachwycać.



Zjednoczone stany miłości
reż. Tomasz Wasilewski
★★★★★★★★☆☆

"Polski reżyser cofa się do wczesnych lat 90., by opowiedzieć historię czterech zaprzyjaźnionych ze sobą kobiet. Żyjące w małym miasteczku Agata, Renata, Iza i Marzena próbują znaleźć swoje miejsce w dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości. Nie jest to łatwe, bo – choć wokół szaleje już dziki kapitalizm – mentalność ludzi wciąż tkwi w poprzedniej epoce."

Najnowszy film Tomasza Wasilewskiego, twórcy genialnych Płynących wieżowców, to rozpisana na trzy akty, historia czterech kobiet oraz ich codziennych dramatów i problemów. Niezwykle pesymistyczne, jednak prawdziwe kino, z wyśmienitymi kreacjami Cieleckiej, Kolak, Nieradkiewicz i Kijowskiej. To film trudny, mocno oddziałujący na widza, w którym brak niepotrzebnych ozdobników i zabiegów stylistycznych. Można narzekać, że to kolejny smutny polski film o ludzkich dramatach, w którym brak jakiegokolwiek pozytywnego wydźwięku, a bohaterowie żyją w ciągłej rozpaczy, jednak nie można zabronić mu realizmu, bardzo dobrze wykreowanego tła społeczno-obyczajowego, świetnego scenariusza oraz genialnych ról aktorskich.

Opisy filmów pochodzą ze strony nowehoryzonty.pl



Oprócz tego obejrzałem:


  • Zoologia // reż. Ivan Tverdovsky ★★★★★★★☆☆☆
  • Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie // reż. Paolo Genovese ★★★★★★★☆☆☆
  • Ludzie bez jutra // reż. Aleksander Hertz ★★★★★★☆☆☆☆
  • Anielskie rozmowy // reż. Derek Jarman ★★★☆☆☆☆☆☆☆
  • Baba Vanga // reż. Aleksandra Niemczyk ★★★★★★★☆☆☆


Zainteresował Was któryś z tych filmów?
Na jaki film najbardziej czekacie?

Piszcie w komentarzach :)

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender - Leslye Walton

Piękna, acz bolesna, opowieść o niezwykłej rodzinie.

 


Rodzina Roux od pokoleń owiana jest tajemnicą. Każdy z jej członków ma w sobie coś niezwykłego i osobliwego. Ava, najmłodsza, rodzi się ze skrzydłami. Nie jest jednak ptakiem, aniołem, ani żadnym paranormalnym stworzeniem; nie umie nawet latać. Z pomocą rodziny i przyjaciela, próbuje odkryć prawdę o swojej tożsamości. Nie wszystko jest jednak takie proste i oczywiste, jak mogłoby się wydawać...

Tytuł: Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender
Autor: Leslye Walton
Wydawnictwo: Sine Qua Non

O tej powieści było swego czasu bardzo głośno. Zarówno w Polsce, jak i za granicą wywołała niemały szum wśród czytelników. Zbierając niemalże same pozytywne recenzje, zgromadziła sobie całkiem spore grono fanów. Mówią, że jest magicznie i refleksyjnie oraz porównują tę powieść do samych Stu lat samotności Marqueza! Nie było możliwości, żebym przeszedł obok tej książki obojętnie...

Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender to realizm magiczny w czystej postaci. Niewyjaśnione zjawiska, osobliwy nastrój, wszechobecna aura tajemniczości. Leslye Walton w doskonały sposób wykorzystuje te motywy, nadając swojej powieści niesamowity klimat. Zostajemy oczarowani od pierwszej chwili, a osobliwość i niezwykłość historii z każdą kolejną stroną hipnotyzują nas coraz bardziej. Z tej powieści wręcz unosi się magia, a czytając ją mamy wrażenie zupełnego odrealnienia. Istna magia.

Leslye Walton ma niesamowity dar pisania. Okazuje się bowiem, że nie tylko fabuła tej powieści jest iście magiczna, ale także styl, jakim została napisana. Dzięki niezwykłej wrażliwości oraz wyczuciu, autorka pisze lekko, pięknie i poetycko zarazem. Sposób poprowadzenia akcji przywodzi na myśl baśń, legendę, a delikatny język pełen metafor i innych ozdobników idealnie dopełniają tę niebanalną historię. Lektura tej książki to prawdziwa uczta dla zmysłów.

Ta z pozoru prosta saga rodzinna to tak naprawdę trudna opowieść o cierpieniu, smutku, samotności i poświęceniu. Bohaterkami tragicznymi są w tym przypadku kobiety z rodu Roux, które nawet w obliczu chwilowych radości, skazane są na ostateczną porażkę i nieszczęście. Rodzinne dramaty, odmienność oraz alienacja od społeczeństwa sprawiają, że bohaterki zmuszone są żyć w ciągłym nieszczęściu. Jedynym wybawieniem wydaje się być miłość, jednak i ta nie zawsze przynosi ukojenie.

Powieść Leslye Walton, pomimo swojej osobliwości i magiczności, jest niezwykle prawdziwa. Mimo że czyta się ją lekko i przyjemnie, nie jest książką łatwą. To historia pełna smutku i samotności, która niejednokrotnie nas poruszy. Autorce udało się nie przekroczyć cienkiej granicy sztuczności i niesmaku, dzięki czemu powieść wzbudza w nas szczere, prawdziwe i niczym niewymuszone emocje. W niezwykle subtelny sposób, porusza nas do głębi, jednocześnie nie grając w tandetny sposób na naszych uczuciach.

Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender to naznaczona bólem, smutkiem i samotnością historia rodziny, w której nikt nie jest w pełni szczęśliwy. Napisana poetyckim językiem, z niesamowitą lekkością, mówi o kwestiach trudnych i bolesnych. Przepełniona magią oraz niebywałym klimatem, targa naszymi emocjami oraz mocno wpływa na postrzeganie przez nas świata. Ta wielowymiarowa saga rodzinna hipnotyzuje i oczarowuje czytelnika od pierwszych stron, a jeszcze długo po lekturze wywołuje wzruszenie. Gwarantuję, że zakochacie się w tej powieści.

★★★★★★★★★☆

A Wy?
Czytaliście już Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender?
A jeśli nie, to czy zamierzacie?

Piszcie w komentarzach :)

sobota, 20 sierpnia 2016

T-Mobile Nowe Horyzonty 2016 | Moje wrażenia

Mój pierwszy festiwal filmowy!

 


W dniach od 21 do 31 lipca odbywał się we Wrocławiu Międzynarodowy Festiwal Filmowy T-Mobile Nowe Horyzonty. Była to już szesnasta edycja, z czego po raz jedenasty miała miejsce w stolicy Dolnego Śląska. Nowe Horyzonty to jeden z największych i najbardziej prestiżowych festiwali filmowych zarówno w Polsce, jak i Europie. "Jego głównym założeniem jest prezentacja kina artystycznego, niekonwencjonalnego i bezkompromisowego. Program układany jest z myślą o publiczności wymagającej i szukającej w sztuce nowych doświadczeń i przeżyć, oczekującej od twórców własnego, oryginalnego języka." (opis ze strony organizatorów).

Tak się składa, że tegoroczny festiwal był moim pierwszym. Od dawna się nim interesowałem, jednak dopiero w tym roku zdecydowałem się pojechać. Co prawda nie byłem na na całym festiwalu (tj. dziesięć dni), ale wydaje mi się, że uczestniczyłem w nim na tyle, by móc wyrobić sobie o nim jakieś zdanie. Mam kilka przemyśleń i spostrzeżeń, którymi chciałbym się z Wami teraz podzielić.


Repertuar / Filmy

Nowe Horyzonty to festiwal "offowy". Oznacza to, że nie zobaczymy tu blockbusterów, ani hollywoodzkich superprodukcji. Króluje tu kino artystyczne, czyli wszelkiego rodzaju filmy niezależne, eksperymentalne, niekonwencjonalne. Oczywiście część z nich dociera później do multipleksów, jednak zdecydowana większość nie. Nie ma co ukrywać - jest to kino ambitne i wymagające, które nie spełnia oczekiwań masowego odbiorcy. To specyficzny rodzaj treści i nie do każdego on przemawia. Takie kino po prostu trzeba lubić.
Tym, co mnie pozytywnie zaskoczyło, jeśli chodzi o repertuar, była różnorodność gatunkowa. Wśród filmów, które pokazywano na festiwalu, znalazło się miejsce na dosłownie każdy gatunek. Od dramatu i komedii, przez thriller i dokument, aż po horror i sensację (a nawet musical!). Nie mówiąc już o filmach, które były tak dziwne, osobliwe lub po prostu "inne", że nie dało ich się zakwalifikować do żadnej kategorii. Co więcej, taki festiwal jest świetną okazją, by nadrobić klasykę kina, bowiem w ramach pokazów specjalnych takie właśnie filmy (jak na przykład Blue Velvet Davida Lyncha) można było obejrzeć.


Organizacja

źródło
Byłem świadom, że Nowe Horyzonty to ogromna impreza, jednak tego, co zastałem, nigdy bym się nie spodziewał. Tysiące ludzi, mnóstwo mediów, setki filmów, masa wydarzeń towarzyszących. Podczas całego festiwalu odbyło się blisko pół tysiąca seansów. Pokazanych zostało 393 filmy z ponad 50 państw. Robi wrażenie, prawda? Dlatego z pełnym uznaniem muszę przyznać - organizatorzy dali radę. Wszystko było idealnie przemyślane oraz zaplanowane, a każdy najdrobniejszy szczegół dopracowany. Nie było żadnych opóźnień, niedociągnięć, niespodzianek. Obsługa, strefa gastronomiczna, sklepy, punkty informacyjne - wszystko funkcjonowało tak, jak należy. Pełen profesjonalizm.


Wydarzenia towarzyszące

Jednakże Nowe Horyzonty to nie tylko filmy. To także masa wydarzeń towarzyszących. Opera, koncerty, wystawy, spotkania z twórcami, wykłady, gry miejskie, warsztaty. Jest w czym wybierać. Wszystkie te wydarzenia urozmaicają festiwal oraz czynią go jeszcze bardziej interesującym. Myślę, że to świetna inicjatywa, ponieważ każda z tych atrakcji stanowi idealny sposób na spędzenie czasu pomiędzy i po seansach, a dzięki różnorodności, każdy znajdzie coś dla siebie.
Dodatkowym atutem takiego festiwalu jest bliski kontakt z twórcami. Po dużej części projekcji odbywają się spotkania z obsadą oraz "autorami" filmu, na których zawiązują się ciekawe dyskusje z udziałem publiczności. Natomiast pomiędzy seansami, w kuluarach kina, można swobodnie podejść i porozmawiać z aktorami i reżyserami. Świetna sprawa!

Co nie do końca mi się podobało?

Jest właściwie tylko jedna rzecz, do której mogę się przyczepić - ceny biletów. Niby 22 zł za seans to nie tak dużo, jednak gdy planuje się obejrzeć sporo filmów, robi się z tego wydatek rzędu kilkuset złotych. A to już nie tak mało. Jedyną alternatywą jest zakup karnetu (co w przeliczeniu na jeden seans daje koszt 16-17 zł), jednak tu pojawia się pewien problem. Możliwość kupienia karnetu wygasa ponad miesiąc przed rozpoczęciem festiwalu (o czym ja na przykład nie wiedziałem). Wydaje mi się, że przy takiej ilości seansów oraz ogromnej liczbie ludzi, obniżenie ceny biletów nie stanowiłoby problemu. Niemniej jednak, cennika zmienić nie mogę, dlatego pozostaje mi go jedynie zaakceptować, a na przyszły rok odpowiednio wcześniej pomyśleć o zakupie karnetu.


źródło
A co obejrzałem?

O tym, co konkretnie obejrzałem i co mi się najbardziej podobało, planuję zrobić osobny post, dlatego tu nie będę się rozpisywać. Mogę tylko zdradzić, że udało mi się zobaczyć kilka prawdziwych perełek... O tym, jakie filmy zrobiły na mnie największe wrażenie i na co warto czekać, opowiem już niebawem.





Ogólne wrażenia

Ogólnie festiwal oceniam bardzo dobrze. Z pewnością jest to świetna sprawa dla każdego miłośnika kina. Kilka dni spędzone wyłącznie na oglądaniu genialnych filmów, z genialnymi ludźmi, w genialnej atmosferze... Żyć, nie umierać. To także świetna okazja, by poznać nowych twórców, nowe gatunki, zainspirować się. Organizacyjnie wszystko stoi na najwyższym poziomie, dzięki czemu mamy pełen komfort i możemy całkowicie skupić się na filmach. Warto jednak poświęcić trochę czasu, by prześledzić bogaty repertuar i wybrać te produkcje, które najbardziej nas interesują. Dzięki temu będzie dużo mniejsze prawdopodobieństwo, że się rozczarujemy. Tegoroczny festiwal wspominam bardzo dobrze i jestem pewien, że przyjadę także za rok. Już się nie mogę doczekać!


A Wy?
Interesujecie się kinem niezależnym?
Bierzecie udział w festiwalach filmowych?

Piszcie w komentarzach :)

wtorek, 16 sierpnia 2016

Kobiety w kąpieli - Tie Ning

 Subtelna i okrutna jednocześnie.

 


Chińska prowincja drugiej połowy XX wieku. Tiao, jej młodsza siostra, Fan, oraz przyjaciółka, Fei, postanawiają wziąć losy we własne ręce. Trudne sytuacje rodzinne oraz liczne problemy wystawiają dziewczyny na próbę, jednocześnie hartując je. Wspólnie przeżywają młodzieńcze dramaty, smutki, ale i chwile szczerej radości. Kiedy dorastają, każda idzie w swoją stronę. Próbują odnaleźć własną drogę, jednak trudy przeszłości oraz tragedia sprzed lat nie dadzą o sobie zapomnieć...
Tytuł: Kobiety w kąpieli
Autor: Tie Ning
Wydawnictwo: Znak Literanova

Tie Ning - jedna z najbardziej cenionych chińskich pisarzy, dotąd niewydawana w Polsce. Jej Kobiety w kąpieli niezwykle mnie zaintrygowały, ponieważ lubię poznawać inne kultury, a sięganie po powieści z danych regionów, jest do tego według mnie idealną okazją. Dotąd literatura chińska kojarzyła mi się wyłącznie z Mo Yanem, dlatego tym chętniej sięgnąłem po powieść, nieznanej mi wcześniej, Tie Ning. I muszę przyznać - było warto.

Kobiety w kąpieli to przede wszystkim wyraziste postacie. Tiao, Fan oraz Fei to naznaczone rodzinną tragedią oraz młodzieńczymi dramatami kobiety, które próbują odnaleźć siebie. Tie Ning wyśmienicie nakreśliła ich sylwetki, tworząc realistyczne bohaterki z prawdziwymi problemami, wątpliwościami, zmartwieniami, ale i radościami. A my, jako czytelnicy, razem z nimi płaczemy, martwimy się, śmiejemy i mierzymy się z każdą przeciwnością losu. Mimo różnic kulturowych, bohaterki stają się nam niezwykle bliskie. Sprawia to, że pod koniec książki naprawdę ciężko jest się nam z nimi rozstać.

Tie Ning umiejętnie przemyciła w swojej powieści obraz Chin oraz ich społeczeństwa. Mamy okazję poznać Państwo Środka od zupełnie innej strony. Nie tej z kolorowych gazet i ofert biur podróży, a z punktu widzenia przeciętnych mieszkańców. Władza i autorytet Wielkiego Wodza, znaczenie i wpływ religii czy pozycja i traktowanie kobiet w społeczeństwie to tylko niektóre z kwestii, o jakich w niedosłowny sposób opowiada Tie Ning. W Kobietach w kąpieli widzimy Chiny, jakich wcześniej nie znaliśmy.

Rozpoczynając lekturę, nie spodziewałem się, że w takim stopniu mnie ona pochłonie. W Kobietach w kąpieli niewątpliwie jest coś hipnotyzującego. Nie wiem, czy to styl autorki, sposób narracji, czy egzotyka, ale powieść Tie Ning czyta się właściwie jednym tchem. Jest coś pociągającego w odmienności kulturowej oraz oriencie. Coś, co sprawia, że już od pierwszej strony zostajemy oczarowani, a z każdą kolejną chcemy tylko więcej i więcej. Zwyczajnie nie można oderwać się od lektury.

Nie można jednak zapomnieć, że Kobiety w kąpieli to książka o ogromnym bagażu emocjonalnym. To powieść ciężka i wymagająca. Poruszająca trudne tematy oraz zadająca wiele pytań. Pytań, na które sami musimy odpowiedzieć. Co chwile mimowolnie pytamy się co ja zrobił(a)bym w takiej sytuacji?, jak ja bym postąpił(a) na jej/jego miejscu?. Autorka, skłaniając czytelnika do zadawania z pozoru tak prostych pytań, zmusza nas do refleksji, zastanowienia. W ten sposób poprzez lekturę powieści wnikamy wgłąb siebie, lepiej się poznajemy.

Kobiety w kąpieli to piękna, lecz trudna i wymagająca powieść o miłości, młodości i dramacie kobiet. Opowiedziana niespiesznie historia trzech Chinek, wywołuje mnóstwo emocji oraz zadaje wiele niewygodnych pytań. Hipnotyzuje i wciąga od pierwszych stron, a doskonale wyważony styl i wrażliwość autorki fascynują czytelnika. To wielopłaszczyznowa powieść, która urzeka i nie da o sobie zapomnieć jeszcze długo po lekturze. Gorąco polecam!

★★★★★★★★☆☆

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.
http://www.wydawnictwoznak.pl/

A Wy?
Czytaliście już Kobiety w kąpieli?
A jeśli nie, to czy zamierzacie?

Piszcie w komentarzach :)

piątek, 12 sierpnia 2016

Droga do domu - Yaa Gyasi

Literacka podróż do Ghany.

 


XVIII wiek, Ghana. Na afrykańskim Złotym Wybrzeżu żyją dwie siostry. Mimo bliskiego pokrewieństwa, nigdy się nie spotkały. Jedna poślubia angielskiego kolonizatora, a druga trafia na statek wiozący czarnoskórych niewolników do Ameryki. Wiodą zupełnie różne życia, zakładają własne rodziny, bez świadomości swojego istnienia. Przez następne dekady i wieki, kolejne pokolenia kreślą swoje historie, jednak dziedzictwo oraz przodkowie mają widoczny wpływ na ich losy...
Tytuł: Droga do domu
Autor: Yaa Gyasi
Wydawnictwo: Literackie

Rzadko mamy możliwość sięgnięcia po powieści z odleglejszych rejonów świata; polski rynek wydawniczy zdominowany jest przez europejskich i amerykańskich pisarzy. Kiedy więc pojawia się okazja, by przeczytać książkę afrykańskiego bądź azjatyckiego twórcy, nie waham się ani chwilę. Lubię poznawać inne kultury, a sięganie po książki z danych regionów jest do tego idealną okazją. Na przykład możliwością by zgłębić kulturę Ghany jest lektura Drogi do domu Yaa Gyasi.

Siedem pokoleń, trzy kontynenty, dwa rody. Nie ulega wątpliwościom, że Droga do domu to powieść napisana z rozmachem. Autorka wyznaczyła sobie nie lada wyzwanie i w pełni mu sprostała. Liczba bohaterów oraz mnogość powiązań świadczą o wysokiej klasie autorki, a fakt, że jest to debiut literacki robi jeszcze większe wrażenie. Przy czym, wszystko to jest okraszone niezwykle lekkim i swobodnym piórem Gyasi, które sprawia, że pomimo swego ogromu, lektura Drogi do domu nie sprawia trudności, a wyłącznie dostarcza przyjemności.

Bardzo ważnym elementem powieści Yaa Gyasi jest tło historyczno-obyczajowe. Pisarka bardzo dokładnie nakreśliła podłoże swojej powieści, opierając je na historii poszczególnych państw. Kolonizacja, migracje, handel niewolników, a nawet Wojna Secesyjna - wszystkie te wydarzenia zostały zgrabnie wplecione w fabułę powieści, jednocześnie stanowiąc jej ważny element. Lektura Drogi do domu jest więc świetną okazją, by poznać kultury, historie oraz obyczaje różnych części świata (a zwłaszcza Ghany) na przestrzeni wieków.

Droga do domu to powieść o niesamowitym klimacie. Mimo że miejsca akcji są jak najbardziej prawdziwe, to mamy wrażenie, jakbyśmy przenieśli się do zupełnie innego świata. Autorka zabiera nas w niesamowitą podróż przez afrykańskie wioski, korytarze posiadłości kolonizatorów, a nawet ulice Nowego Jorku. Poprzez lekki styl oraz niesamowite wyczucie, autorka wciąga nas w świat w swojej powieści i nie wypuszcza nas z niego do samego końca.

Tym, co z kolei nie do końca przypadło mi do gustu, jest fakt, że wszystko w tej książce jest "oczywiste". Odniosłem wrażenie, jakby każdy element został nam podany na tacy, przez co nie ma tu miejsca na własną interpretację. Lubię, gdy pewne rzeczy są niedopowiedziane, gdy czytelnik musi sam czegoś dociec, a tu zostałem tego pozbawiony. Nie ujmuje to dużo książce, jednak wydaje mi się, że doza tajemniczości wzbogaciłaby i urozmaiciła całą powieść.

Yaa Gyasi stworzyła dzieło nietuzinkowe pod każdym względem. Napisana z rozmachem powieść urzeka swoją delikatnością oraz doskonałym wyczuciem. Droga do domu to piękna, wielopokoleniowa saga rodzinna o niesamowitym klimacie. Mimo powagi tematów, jakie porusza, czyta się ja niezwykle przyjemnie i nim się obejrzymy, przewrócimy ostatnią stronę. Zdecydowanie nie jest to powieść lekka, ale też nie przesadnie ciężka. Nawet w obliczu dramatów, jakie przeżywają bohaterowie, da się wyczuć nutę optymizmu, która z końcem książki zostawia nas ze szczerym uśmiechem na ustach.

★★★★★★★★☆☆ 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

A Wy?
Czytaliście już Drogę do domu?
A jeśli nie, to czy zamierzacie?

Piszcie w komentarzach :)