czwartek, 17 sierpnia 2017

Teatr Sabata - Philip Roth

Philip Roth (ponownie) o kobietach.



Mickey Sabat to 64-letni kawaler, który pomimo wielu związków, w jakich był, ani razu się nie ożenił. Jako oddany miłośnik płci pięknej, spędził większość swojego życia u boku kobiet, nie ukrywając przy tym swojej rozwiązłości. Kiedy więc jego obecna partnerka, 52-letnia Drenka Balich stawia mu ultimatum, jego miłość i wierność do niej zostają wystawione na próbę. Czy będzie w stanie porzucić swoje dotychczasowe przyzwyczajenia i zmienić się dla jednej kobiety?

Tytuł: Teatr Sabata
Autor: Philip Roth
Wydawnictwo: Literackie

Powiedzieć o Sabacie, że jest miłośnikiem kobiet, byłoby ogromnym niedopowiedzeniem. 64-letni kawaler większość swojego życia spędził spotykając się z kobietami, dyskutując o nich lub próbując zgłębić ich naturę. Przez otoczenie postrzegany jako hedonistę, nie stroni od kontrowersji oraz prowokacji, a umawianie się z dużo młodszymi dziewczynami lub mężatkami jest u niego na porządku dziennym. Do tego usilnie wierzy w swój mocno naciągany kodeks moralno-etyczny, na którego szczycie stoi oddawanie się przyziemnym przyjemnościom... To ten typ bohatera, który jednocześnie odrzuca i intryguje. Mickey Sabat jest egoistyczny, pozbawiony wstydu, a miejscami nawet szowinistyczny i wywołujący odrazę, jednak w pewien sposób jego postać fascynuje i przyciąga. To złożona, wielopłaszczyznowa postać, której nie da się jednoznacznie zdefiniować, przez co na przemian współczujemy mu i go potępiamy.

Przyglądając się losom głównego bohatera, cofamy się wspomnieniami do najważniejszych kobiet jego życia. Do tych, które w największym stopniu na niego wpłynęły i najbardziej go zmieniły. Obserwujemy poszczególne okresy, w których przeżywał najszczęśliwsze, ale i najtragiczniejsze chwile, a we wszystkich z nich wspólny mianownik stanowią kobiety. Sabat przygląda się i analizuje swoje losy, próbując przypomnieć sobie - a może dopiero uświadomić - czym kierował się na poszczególnych etapach życia i co było dla niego najważniejsze. Wtedy zaślepiony kobiecym pięknem i osobistymi pragnieniami, dziś może z odpowiedniej perspektywy spojrzeć na własne doświadczenia i przeżycia, tym samym na nowo poznając siebie.

Twórczość Philipa Rotha cechuje bezkompromisowość, szczerość i brawurowość. Jego styl jest wyrazisty, nasycony skrajnymi emocjami i pozbawiony jakichkolwiek zahamowań. Sposób, w jaki opowiada historię niejednokrotnie może szokować, zawstydzać lub wywoływać niesmak, jednak za każdym razem niezwykle fascynuje i intryguje. Pomimo treści, która chwilami może nam się nie podobać, chcemy czytać dalej, przewracać kolejne strony. I z Teatrem Sabata początkowo jest podobnie. Postępowanie i przemyślenia głównego bohatera nas dziwią, miejscami wręcz oburzają, a podejście do życia wywołuje pogardę. Jednak z każdą kolejną historią zaczynamy przyzwyczajać się do postawy Mickeya, a jego zachowanie nie robi już na nas takiego wrażenia. Sprawia to, że z czasem następne opowieści, zamiast szokować i wywoływać silne emocje, jedynie nużą i stają się nijakie. Ostatecznie sprowadza się to do tego, że ta ponad 600-stronicowa powieść, choć cały czas świetnie napisana, w pewnym momencie zwyczajnie traci na wyrazistości i przenikliwości.

Teatr Sabata Philipa Rotha to bezkompromisowa opowieść o ludzkich pragnieniach, namiętności, tęsknocie oraz, jakby nie patrzeć, miłości. Amerykański pisarz, w charakterystycznym dla siebie stylu, mówi o pożądaniu, niewłaściwych z punktu widzenia moralnego zamiłowaniach oraz podświadomych fascynacjach. Podobnie jak w przypadku Konającego zwierzęcia całą historię koncentruje na postaci dojrzałego już mężczyzny, zaślepionego uczuciem do płci pięknej. Silnie skoncentrowana na postaci Mickeya Sabata, książka jest swego rodzaju studium pożądania oraz wnikliwą analizą podświadomości głównego bohatera. I mimo że z czasem staje się nieco powtarzalna i traci na sile wyrazu, jest to ciągle świetnie napisana powieść, którą czyta się z - żeby nie powiedzieć przyjemnością - niesłabnącym zainteresowaniem.

★★★★★★★☆☆☆

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

poniedziałek, 31 lipca 2017

Najgorszy Komiks Roku - Maciej Pałka

Z pasji do muzyki.

 


Jak piszą sami wydawcy - tej książki miało nie być. Powstała właściwie przy okazji, podczas tworzenia innego komiksu, Jak schudnąć 30 kg? (na podstawie scenariusza Tomasza Pstrągowskiego). Najgorszy Komiks Roku służył autorowi pierwotnie jako szkicownik, miejsce, w którym poszukiwał właściwego sposobu i formy na zilustrowanie historii Pstrągowskiego. Jednak kiedy ukończył pracę nad jedną książką, okazało się, że ma już praktycznie gotową drugą. I w taki właśnie sposób na rynku pojawił się ten twór.

Tytuł: Najgorszy Komiks Roku
Autor: Maciej Pałka
Wydawnictwo: Komiksowe

Jednak o czym właściwie jest Najgorszy Komiks Roku? To historia garażowego zespołu rockowego, złożonego z bliskich przyjaciół. Grupa odbywa próby, czasami koncertuje, jednak najczęściej kłóci się, a jej członkowie, mimo że bardzo się lubią, mają do siebie pretensje i wieczny żal. Historię poznajemy z perspektywy jednego z muzyków, tego najbardziej zdystansowanego i niezależnego (a przynajmniej na takiego się kreującego). Poznajemy po części losy każdego z członków kapeli oraz dowiadujemy się o ich wzajemnych relacjach. Na pierwszy plan wysuwa się jednak muzyka. Muzyka jako pasja, miłość i to, co łączy tych wszystkich ludzi. Autor podchodzi do niej z niezwykłą wrażliwością i zamiłowaniem, ukazując ją jako coś na swój sposób pięknego i bardzo osobistego. Widać w tym wszystkim również ogromną pasję i miłość, jakimi sam autor darzy muzykę oraz granie w zespole. Z dialogów aż unosi się duch muzyki, a przy każdym rysunku wręcz słyszymy dźwięki instrumentów. Sam komiks jest przez to niezwykle szczery i autentyczny, a fabuła, jakkolwiek wybrakowana by nie była, oczarowuje i pozwala na chwilowe zatracenie się we własnych marzeniach, pasjach i fascynacjach.

Nazwanie Najgorszego Komiksu Roku szkicownikiem w żadnym wypadku nie powinno być dla niego ujmą ani zakłamaniem (a przynajmniej taką mam nadzieję). Bardzo dobrze widać to w ilustracjach - prostych i można wręcz rzec "nieestetycznych". Kreska Macieja Pałki jest swobodna, rozedrgana, w niektórych miejscach pourywana i niedokładna. Choć co kilka stron możemy podziwiać pracochłonne, szczegółowe ilustracje, które robią wrażenie, to jednak na ogół spotykamy jakby robocze plansze. I ma to swój niewątpliwy urok. Najgorszy Komiks Roku cechuje niezwykle specyficzny styl, który z pewnością nie spodoba się każdemu. To awangardowa, niecodzienna stylistyka, która nie zachwyca dbałością o szczegóły i estetycznym pięknem, ale która ma swój niepowtarzalny charakter i duszę. W tych ilustracjach po prostu widać szczerość, swobodę i brak jakiejkolwiek sztuczności czy pretensji. Czysta autentyczność.

Największy problem tego komiksu polega na jego bezrefleksyjności. Owszem, to ciekawe i innowacyjne spojrzenie na pasję, w tym przypadku na muzykę oraz bycie częścią zespołu, jednak samo w sobie nie prowadzi do niczego więcej. Wraz z końcem lektury, przestajemy myśleć nad tą historią. Być może zapamiętamy specyficzną kreskę i w miarę ciekawą treść, jednak ogólnie rzecz biorąc, komiks niczego w nas po sobie nie zostawia. Szkoda, bo ta historia miała potencjał, by pobudzić coś w czytelniku, wykrzesać z niego jakieś emocje i spostrzeżenia. Bez tego to ciągle ciekawa i warta uwagi publikacja, jednak przy tym jednorazowa i niezapadająca w pamięć.

Najgorszy Komiks Roku to intrygujący i przyciągający wzrok komiks. Ciekawy w swej prostocie oraz niecodzienny w swego rodzaju "niechlujstwie". To nie ten typ komiksu, w którym zachwycamy się nad ilustracjami i podziwiamy nieskazitelnie piękną kreskę autora; w tym wypadku największe znaczenie ma jego charakter i własny, niepowtarzalny styl. Co prawda warstwa scenariuszowa może chwilami rozczarować i pozostawić niedosyt, jednak nie można odmówić jej szczerości i autentyczności. W tym komiksie zwyczajnie widać zamiłowanie autora do muzyki. Nawet jeśli nie czujemy się związani z tym środowiskiem ani nie jesteśmy fanami rockowych kapel, docenimy wartość sentymentalną, jaką dla niektórych może mieć ta publikacja. I choć niedługo po przeczytaniu prawdopodobnie zapomnimy o tym tytule, to przynajmniej będziemy mieli świadomość, że jego lektura dostarczyła nam nieskrywanej przyjemności.

★★★★★★☆☆☆☆

 Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Komiksowemu.
http://www.wydawnictwokomiksowe.pl/

sobota, 15 lipca 2017

Jak schudnąć 30 kg? - T. Pstrągowski, M. Pałka

Osobiście, intymnie, bez wstydu.



Moja przygoda z wszelkiego rodzaju komiksami jest stosunkowo krótka. Jeszcze do niedawna kompletnie nie odnajdywałem się w tym świecie, zwyczajnie nie interesowałem i nie znalem się na tym. To nawet nie jest kwestia tego, że ich nie lubiłem czy (jak niektórzy) postrzegałem je, jako coś wyłącznie rozrywkowego - po prostu nie miałem okazji ich poznać. Jednakże od jakiegoś czasu, dzięki wielu czynnikom, ta intrygująca i oryginalna forma, jaką jest komiks zaczęła mnie coraz bardziej interesować. Przekonałem się, że jest to pełnoprawna literatura, która może w równym stopniu wpłynąć na czytelnika i dostarczyć mu tyle samo wrażeń, co beletrystyka czy non-fiction - wystarczy tylko dobrze poszukać...

Tytuł: Jak schudnąć 30 kg? Prawdziwa historia miłosna
Autorzy: Tomasz Pstrągowski, Maciej Pałka
Wydawnictwo: Komiksowe

Jak schudnąć 30 kg? Prawdziwa historia miłosna to autobiograficzne spojrzenie autora na pewien okres swojego życia. Okres, w którym jako dojrzały mężczyzna przeżył internetowy romans z kilkunastoletnią dziewczyną. A do tego doświadczył problemów z nadwagą, poczuciem własnej wartości oraz kryzysem wieku średniego. Słowem - jeden z najbardziej intymnych i wstydliwych okresów w swoim życiu. A teraz dzieli się nim z nami. Szczerze, bez koloryzowania ani użalania się nad sobą. Wręcz obnaża się przed czytelnikiem, dzieli się z nim najbardziej intymnymi doświadczeniami, pragnieniami i marzeniami. Nie można się przez to pozbyć wrażenia, że podczas lektury wkraczamy w czyjąś sferę życia, do której nie powinniśmy mieć dostępu. Czujemy się skrępowani, mamy poczucie, jakbyśmy bez pozwolenia wkraczali w czyjeś prywatne sprawy. Jednocześnie jednak czujemy jakąś taką niezdrową fascynację. Zwyczajnie chcemy dowiedzieć się więcej i poznać jeszcze bardziej krępujące i wstydliwe fakty. I choć wstydzimy się tego i ciężko jest się samemu przed sobą przyznać, lektura tej historii sprawia nam niebywałą przyjemność.

Jednak komiks nie robiłby takiego wrażenia ani nie dostarczał takiej przyjemności, gdyby nie kreska Macieja Pałki. Niezwykle swobodna i rozedrgana sprawia wrażenie bardzo naturalnej i niewymuszonej. W zależności od nastroju i stanu psychicznego postaci, zmienia się i dopasowuje. Poszczególne rysunki wahają się od tych minimalistycznie pięknych aż do odpychająco zdeformowanych, przy czym wszystkie na pierwszy rzut oka wyglądają jak niewykończone szkice. Warstwa graficzna, podobnie jak scenariuszowa, niczego nie upiększa i nie stawia w lepszym świetle. Można wręcz powiedzieć, że w niektórych miejscach celowo wyolbrzymia lub czyni pewne rzeczy wręcz karykaturalnymi. Ilustracje idealnie współgrają i dopełniają tę historię, dodając jej niejednokrotnie przerażająco smutnego realizmu. To ten typ komiksu, w którym rysunki jednocześnie nas fascynują i odpychają - dokładnie tak samo, jak jego fabuła...

Komiks Jak schudnąć 30 kg? Prawdziwa historia miłosna bez wątpienia robi wrażenie. Intryguje realizmem, szczerością i dosłownością. Pozbawiony wstydu i granic, ukazuje te najbardziej intymne i osobiste okresy życia Tomasza Pstrągowskiego. Miejscami niesmaczny, miejscami odpychający, jednak cały czas niezwykle szczery i realistyczny. Swobodna i rozedrgana kreska Macieja Pałki idealnie oddaje charakter i specyfikę tej historii, a do tego, choć sprawia wrażenie przypadkowej, jest niezwykle przemyślana i dopracowana. Razem z fabułą tworzy dzieło bezkompromisowe, mocne i zapadające w pamięć. To w końcu także opowieść o samotności, o relacjach, zarówno tych online, jak i offline, a w pewnym sensie także o odrzuceniu. I choć ciężko utożsamić się z głównym bohaterem, to konstrukcja komiksu sprawia, że bez problemu możemy dopasować do niego własną historię. Bo Jak schudnąć 30 kg? oprócz tego, że intryguje formą, fascynuje i ekscytuje fabułą, to przede wszystkim zmusza do refleksji...

★★★★★★★☆☆☆

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Komiksowemu.

sobota, 8 lipca 2017

Arkadia - Lauren Groff

Dorastanie w hippisowskiej komunie.



Początek lat siedemdziesiątych, Stany Zjednoczone. Lutek, a właściwie Ridley Stone, rodzi się w dniu powstania Arkadii - hippisowskiej grupy "wolnych ludzi", którzy chcąc oderwać się od ówczesnego życia, postanawiają stworzyć komunę. Razem mieszkają, pracują i dzielą się wszystkim, co mają. To właśnie tam chłopiec dorasta, uczy się życia oraz przeżywa pierwsze rozczarowania i miłości. W odosobnieniu od reszty świata, w duchu wolności i niepohamowanej swobody oraz przeświadczeniu o idealności i utopijności tego miejsca. Jednak pewnego roku Arkadia się rozpada. Jak komuna, a przede wszystkim Lutek, poradzi sobie z powrotem do tradycyjnego świata?

Tytuł: Arkadia
Autor: Laren Groff
Wydawnictwo: Znak

Z twórczością Lauren Groff po raz pierwszy spotkałem się przy okazji lektury Fatum i furii. Międzynarodowego bestsellera, który odbił się szerokim echem na rynku wydawniczym i tradycyjnie podzielił czytelników. Dla mnie to jednak książka, która całkowicie mnie oczarowała i do której co jakiś czas wracam myślami. To powieść z gatunku tych, które zostają w głowie czytelnika i o których nie zapomina się jeszcze długo po lekturze. Muszę więc przyznać, że ogromnie nie mogłem się doczekać kolejnego tytułu tej autorki. Nie musiałem długo czekać - rok później, dzięki Wydawnictwu Znak, możemy poznać kolejną powieść Lauren Groff. Czy jednak Arkadia dorównała swojej poprzedniczce?

Początek lat siedemdziesiątych - czasy hippisów, rocka i poszukiwania wolności. To także czas założenia Arkadii, hippisowskiej komuny założonej w duchu nieograniczonej swobody i dążenia do samowystarczalności. Ludzie w niej żyją i traktują się, jak rodzina, a pojęcia typu własność osobista czy nawet prywatność nie mają tam znaczenia. To z pozoru miejsce pełne miłości, wsparcia i swobody, gdzie wszyscy są sobie równi i nikt nikim nie dowodzi. W takim właśnie przekonaniu dorasta główny bohater, który z racji tego że od urodzenia mieszka w Arkadii, nie ma żadnego porównania ze światem zewnętrznym. Jednak w wieku kilkunastu lat zaczyna widzieć coraz więcej, wiele rzeczy podaje w wątpliwość oraz zadaje jeszcze więcej pytań. Dostrzega, że miejsce, które kiedyś było w jego oczach idealne, ma swoje skazy i brudy, których nie widać na pierwszy rzut oka. To odkrycie z jednej strony otwiera mu oczy, a z drugiej staje się źródłem wielu rozczarowań i przykrości. Porzucenie wyobrażenia o utopijności Arkadii na rzecz niewygodnej i często bolesnej prawdy, nie będzie takie proste...

W naszej codzienności niejednokrotnie polegamy na wyobrażeniach. Na wygodnym dla nas obrazie danej rzeczy czy sytuacji, który jest nam najłatwiej zaakceptować i przyjąć do ogólnego postrzegania otoczenia. Często też podświadomie tworzymy własny wizerunek czegoś, czego do końca nie znamy, a koniecznie chcemy zamknąć w konkretne ramy. Jednak gdy dochodzi do konfrontacji, najczęściej spotyka nas, nawet jeśli nie rozczarowanie, to na pewno zaskoczenie i zdziwienie. Między innymi temu zagadnieniu przygląda się w swojej powieści Lauren Groff. Autorka konfrontuje wyobrażenia z rzeczywistością, zestawia nasz wyidealizowany punkt widzenia z faktycznym obrazem danej rzeczy. Pisarka analizuje proces uświadomienia, przygląda się zachowaniu i reakcjom człowieka, który nagle zostaje zmuszony zmienić postrzeganie ważnych dla siebie kwestii, a często nawet przewartościować to, co dla niego najistotniejsze. Wnika wgłąb podświadomości postaci swojej książki, jednocześnie zachęcając czytelnika do własnych obserwacji i analiz.

Arkadia Lauren Groff to niezwykła opowieść o dorastaniu, wspomnieniach i mierzeniu się z przeszłością. W jej centrum zostaje postawiony Lutek oraz jego losy, od czasów dzieciństwa aż po dorosłość. Lutek, który najpierw jako młody chłopak poszukuje swojej tożsamości, by później już jako dorosły mężczyzna skonfrontować ją z ówczesnymi wyobrażeniami i spostrzeżeniami. By mając za sobą pewne doświadczenia, cofnąć się do lat dzieciństwa i przeanalizować swój światopogląd oraz stosunek do wielu kwestii... To także opowieść o pragnieniu bliskości i kontaktu z drugim człowiekiem; o potrzebie miłości i przynależności. O tym, co w życiu każdego z nas niezwykle ważne, a o czym przypominamy sobie dopiero wtedy, kiedy to utracimy.

★★★★★★★☆☆☆

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak.

Czytaliście już Arkadię?
A jeśli nie, to czy zamierzacie?