poniedziałek, 11 czerwca 2018

Na wodach północy - Ian McGuire

Na skutych lodem wodach Arktyki.



Rok 1859, Anglia. Statek wielorybniczy Ochotnik wypływa na wody Morza Arktycznego. Jego dowódca, znany ze swojej pechowości, nie cieszy się dobrą sławą, jednak ten rejs ma odwrócić jego niefortunny los. Do załogi statku niespodziewanie dołącza Patrick Sumner - niedawno wydalony z wojska Irlandczyk. Zatrudniony jako lekarz pokładowy, ma nadzieję na niewymagającą wyprawę, podczas której będzie jedynie leczył niegroźne urazy i opatrywał drobne rany. Jednak kiedy pewnego dnia zgłasza się do niego chłopiec okrętowy z obrażeniami jednoznacznie wskazującymi na to, że został seksualnie wykorzystany przez jednego z członków załogi, sprawy wyraźnie się komplikują. Rozpoczyna się poszukiwanie sprawcy...

Tytuł: Na wodach północy
Autor: Ian McGuire
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Nagroda Bookera w przeciągu kilkunastu ostatnich lat stała się jedną z najważniejszych i najbardziej prestiżowych nagród literackich na świecie. Przyznawana od 1969 roku, kształtuje trendy literackie i w znaczący sposób wpływa na rozpowszechnienie i popularyzację twórczości danych twórców. To właśnie dzięki tej nagrodzie sławę i uznanie na całym świecie zyskali m.in.: John Maxwell Coetzee, Ian McEwan, Yann Martel czy ostatnio również Richard Flanagan oraz Eleanor Catton. Już sama nominacja do Nagrody Bookera jest ogromnym wyróżnieniem i wyznacznikiem jakości. Jednym z zeszłorocznych nominowanych jest Brytyjczyk Ian McGuire, którego książka The North Water (Na wodach północy) trafiła w kwietniu na półki polskich księgarń.

Niekończące się wody morza, statek wielorybniczy i niezbadana Arktyka. Ian McGuire osadził swoją powieść w dzikim, brutalnym świecie, w którym o przetrwaniu decydują siła i wpływy. Nie ma tu miejsca na kompromisy, a ci, którzy nie mają wystarczającej woli walki, natychmiast przestają się liczyć. Takie jest również Na wodach północy - brudne, męskie i pozbawione uczuć. Wraz z rozpoczęciem lektury, zostajemy przeniesieni na pokład statku, gdzie razem z załogą znosimy trudne warunki podróży, odczuwamy strach i stawiamy czoła dzikiej naturze. Niepowtarzalny klimat, który charakteryzuje tę powieść jednocześnie przeraża i intryguje czytelnika. Z jednej strony chcemy jak najszybciej stamtąd uciec, wrócić do domowej wygody, a z drugiej jak najlepiej poznać te realia, zasmakować dzikiej natury, mrozu i bólu. Pragniemy doświadczyć na własnej skórze trudów i niedogodności rejsu.

Fabuła powieści Iana McGuire'a na pierwszy rzut oka skupia się na zbrodni oraz poszukiwaniu sprawcy. W tej dosłownej, najprostszej do odczytania treści to właśnie wątek kryminalny wychodzi na pierwszy plan. Jednakże kiedy spróbujemy przyjrzeć się jej bliżej, zauważymy, że pod jego fasadą, kryje się znaczniej więcej... Autor przemycił w tej stosunkowo prostej historii, sporą ilość zagadnień, które pozornie nie kojarzą się z tego typu powieściami. Wykorzystując postać Patricka Sumnera, zadaje wiele pytań, tym samym zapraszając czytelnika do zaangażowanej lektury i zmuszając go do refleksji. Ten irlandzki lekarz, nieco zagubiony w poczuciu bezradności i niejakiej pustki, stara się odnaleźć w sytuacji, w jakiej się znalazł oraz zrozumieć, w jaki sposób doświadczenie wpływa na postrzeganie przez niego świata. Ian McGuire pyta o poszukiwanie celu w życiu, o instynkt, który ukierunkowuje zachowanie i osobowość każdego z nas. A dzięki nieograniczonemu polu do interpretacji, jaką pozostawia autor, każdy ma możliwość odczytania tej historii na własny, unikalny sposób.

Na wodach północy Iana McGuire'a to bezkompromisowa, męska proza, w której nie ma miejsca na słabość czy lęk. Brytyjski pisarz kreuje przed nami intrygującą opowieść o okrucieństwie, upadku moralności i zezwierzęceniu. Zestawiając ludzi i zwierzęta, wskazuje na to, jak bezwzględny i brutalny może być człowiek oraz do czego może się posunąć w kryzysowych sytuacjach. Porównując go do najgroźniejszych bestii, ukazuje rodzaj ludzki jako gatunek pozbawiony moralności, uczuć i jakichkolwiek skrupułów. McGuire próbuje jednocześnie dociec, w czym tkwi istota zła; skąd bierze się to najgłębiej zakorzenione w naszej naturze, instynktowne zło... To brutalna opowieść, która wymaga od czytelnika czegoś więcej niż tylko skupienia i która w dosadny sposób daje do myślenia. Na wodach północy intryguje, wywołuje niepokój, zmusza do refleksji i nie daje o sobie zapomnieć jeszcze długo po lekturze.

★★★★★★★☆☆☆

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

czwartek, 7 czerwca 2018

Teatr Sabata - Philip Roth

Philip Roth o kobietach.



Mickey Sabat to 64-letni kawaler, który pomimo wielu związków, w jakich był, ani razu się nie ożenił. Jako oddany miłośnik płci pięknej, spędził większość swojego życia u boku kobiet, nie ukrywając przy tym swojej rozwiązłości. Kiedy więc jego obecna partnerka, 52-letnia Drenka Balich stawia mu ultimatum, jego miłość i wierność do niej zostają wystawione na próbę. Czy będzie w stanie porzucić swoje dotychczasowe przyzwyczajenia i zmienić się dla jednej kobiety?

Tytuł: Teatr Sabata
Autor: Philip Roth
Wydawnictwo: Literackie

Powiedzieć o Sabacie, że jest miłośnikiem kobiet, byłoby ogromnym niedopowiedzeniem. 64-letni kawaler większość swojego życia spędził spotykając się z kobietami, dyskutując o nich lub próbując zgłębić ich naturę. Przez otoczenie postrzegany jako hedonistę, nie stroni od kontrowersji oraz prowokacji, a umawianie się z dużo młodszymi dziewczynami lub mężatkami jest u niego na porządku dziennym. Do tego usilnie wierzy w swój mocno naciągany kodeks moralno-etyczny, na którego szczycie stoi oddawanie się przyziemnym przyjemnościom... To ten typ bohatera, który jednocześnie odrzuca i intryguje. Mickey Sabat jest egoistyczny, pozbawiony wstydu, a miejscami nawet szowinistyczny i wywołujący odrazę, jednak w pewien sposób jego postać fascynuje i przyciąga. To złożona, wielopłaszczyznowa postać, której nie da się jednoznacznie zdefiniować, przez co na przemian współczujemy mu i go potępiamy.

Przyglądając się losom głównego bohatera, cofamy się wspomnieniami do najważniejszych kobiet jego życia. Do tych, które w największym stopniu na niego wpłynęły i najbardziej go zmieniły. Obserwujemy poszczególne okresy, w których przeżywał najszczęśliwsze, ale i najtragiczniejsze chwile, a we wszystkich z nich wspólny mianownik stanowią kobiety. Sabat przygląda się i analizuje swoje losy, próbując przypomnieć sobie - a może dopiero uświadomić - czym kierował się na poszczególnych etapach życia i co było dla niego najważniejsze. Wtedy zaślepiony kobiecym pięknem i osobistymi pragnieniami, dziś może z odpowiedniej perspektywy spojrzeć na własne doświadczenia i przeżycia, tym samym na nowo poznając siebie.

Twórczość Philipa Rotha cechuje bezkompromisowość, szczerość i brawurowość. Jego styl jest wyrazisty, nasycony skrajnymi emocjami i pozbawiony jakichkolwiek zahamowań. Sposób, w jaki opowiada historię niejednokrotnie może szokować, zawstydzać lub wywoływać niesmak, jednak za każdym razem niezwykle fascynuje i intryguje. Pomimo treści, która chwilami może nam się nie podobać, chcemy czytać dalej, przewracać kolejne strony. I z Teatrem Sabata początkowo jest podobnie. Postępowanie i przemyślenia głównego bohatera nas dziwią, miejscami wręcz oburzają, a podejście do życia wywołuje pogardę. Jednak z każdą kolejną historią zaczynamy przyzwyczajać się do postawy Mickeya, a jego zachowanie nie robi już na nas takiego wrażenia. Sprawia to, że z czasem następne opowieści, zamiast szokować i wywoływać silne emocje, jedynie nużą i stają się nijakie. Ostatecznie sprowadza się to do tego, że ta ponad 600-stronicowa powieść, choć cały czas świetnie napisana, w pewnym momencie zwyczajnie traci na wyrazistości i przenikliwości.

Teatr Sabata Philipa Rotha to bezkompromisowa opowieść o ludzkich pragnieniach, namiętności, tęsknocie oraz, jakby nie patrzeć, miłości. Amerykański pisarz, w charakterystycznym dla siebie stylu, mówi o pożądaniu, niewłaściwych z punktu widzenia moralnego zamiłowaniach oraz podświadomych fascynacjach. Podobnie jak w przypadku Konającego zwierzęcia całą historię koncentruje na postaci dojrzałego już mężczyzny, zaślepionego uczuciem do płci pięknej. Silnie skoncentrowana na postaci Mickeya Sabata, książka jest swego rodzaju studium pożądania oraz wnikliwą analizą podświadomości głównego bohatera. I mimo że z czasem staje się nieco powtarzalna i traci na sile wyrazu, jest to ciągle świetnie napisana powieść, którą czyta się z - żeby nie powiedzieć przyjemnością - niesłabnącym zainteresowaniem.

★★★★★★★☆☆☆

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

sobota, 2 czerwca 2018

Arkadia - Lauren Groff

Dorastanie w hippisowskiej komunie.



Początek lat siedemdziesiątych, Stany Zjednoczone. Lutek, a właściwie Ridley Stone, rodzi się w dniu powstania Arkadii - hippisowskiej grupy "wolnych ludzi", którzy chcąc oderwać się od ówczesnego życia, postanawiają stworzyć komunę. Razem mieszkają, pracują i dzielą się wszystkim, co mają. To właśnie tam chłopiec dorasta, uczy się życia oraz przeżywa pierwsze rozczarowania i miłości. W odosobnieniu od reszty świata, w duchu wolności i niepohamowanej swobody oraz przeświadczeniu o idealności i utopijności tego miejsca. Jednak pewnego roku Arkadia się rozpada. Jak komuna, a przede wszystkim Lutek, poradzi sobie z powrotem do tradycyjnego świata?

Tytuł: Arkadia
Autor: Laren Groff
Wydawnictwo: Znak

Z twórczością Lauren Groff po raz pierwszy spotkałem się przy okazji lektury Fatum i furii. Międzynarodowego bestsellera, który odbił się szerokim echem na rynku wydawniczym i tradycyjnie podzielił czytelników. Dla mnie to jednak książka, która całkowicie mnie oczarowała i do której co jakiś czas wracam myślami. To powieść z gatunku tych, które zostają w głowie czytelnika i o których nie zapomina się jeszcze długo po lekturze. Muszę więc przyznać, że ogromnie nie mogłem się doczekać kolejnego tytułu tej autorki. Nie musiałem długo czekać - rok później, dzięki Wydawnictwu Znak, możemy poznać kolejną powieść Lauren Groff. Czy jednak Arkadia dorównała swojej poprzedniczce?

Początek lat siedemdziesiątych - czasy hippisów, rocka i poszukiwania wolności. To także czas założenia Arkadii, hippisowskiej komuny założonej w duchu nieograniczonej swobody i dążenia do samowystarczalności. Ludzie w niej żyją i traktują się, jak rodzina, a pojęcia typu własność osobista czy nawet prywatność nie mają tam znaczenia. To z pozoru miejsce pełne miłości, wsparcia i swobody, gdzie wszyscy są sobie równi i nikt nikim nie dowodzi. W takim właśnie przekonaniu dorasta główny bohater, który z racji tego że od urodzenia mieszka w Arkadii, nie ma żadnego porównania ze światem zewnętrznym. Jednak w wieku kilkunastu lat zaczyna widzieć coraz więcej, wiele rzeczy podaje w wątpliwość oraz zadaje jeszcze więcej pytań. Dostrzega, że miejsce, które kiedyś było w jego oczach idealne, ma swoje skazy i brudy, których nie widać na pierwszy rzut oka. To odkrycie z jednej strony otwiera mu oczy, a z drugiej staje się źródłem wielu rozczarowań i przykrości. Porzucenie wyobrażenia o utopijności Arkadii na rzecz niewygodnej i często bolesnej prawdy, nie będzie takie proste...

W naszej codzienności niejednokrotnie polegamy na wyobrażeniach. Na wygodnym dla nas obrazie danej rzeczy czy sytuacji, który jest nam najłatwiej zaakceptować i przyjąć do ogólnego postrzegania otoczenia. Często też podświadomie tworzymy własny wizerunek czegoś, czego do końca nie znamy, a koniecznie chcemy zamknąć w konkretne ramy. Jednak gdy dochodzi do konfrontacji, najczęściej spotyka nas, nawet jeśli nie rozczarowanie, to na pewno zaskoczenie i zdziwienie. Między innymi temu zagadnieniu przygląda się w swojej powieści Lauren Groff. Autorka konfrontuje wyobrażenia z rzeczywistością, zestawia nasz wyidealizowany punkt widzenia z faktycznym obrazem danej rzeczy. Pisarka analizuje proces uświadomienia, przygląda się zachowaniu i reakcjom człowieka, który nagle zostaje zmuszony zmienić postrzeganie ważnych dla siebie kwestii, a często nawet przewartościować to, co dla niego najistotniejsze. Wnika wgłąb podświadomości postaci swojej książki, jednocześnie zachęcając czytelnika do własnych obserwacji i analiz.

Arkadia Lauren Groff to niezwykła opowieść o dorastaniu, wspomnieniach i mierzeniu się z przeszłością. W jej centrum zostaje postawiony Lutek oraz jego losy, od czasów dzieciństwa aż po dorosłość. Lutek, który najpierw jako młody chłopak poszukuje swojej tożsamości, by później już jako dorosły mężczyzna skonfrontować ją z ówczesnymi wyobrażeniami i spostrzeżeniami. By mając za sobą pewne doświadczenia, cofnąć się do lat dzieciństwa i przeanalizować swój światopogląd oraz stosunek do wielu kwestii... To także opowieść o pragnieniu bliskości i kontaktu z drugim człowiekiem; o potrzebie miłości i przynależności. O tym, co w życiu każdego z nas niezwykle ważne, a o czym przypominamy sobie dopiero wtedy, kiedy to utracimy.

★★★★★★★☆☆☆

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak.

czwartek, 31 maja 2018

Podsumowanie miesiąca | Kwiecień + Maj 2018

W kwietniu i maju przeczytałem:
  • Sońka - Ignacy Karpowicz ★★★★★★★★☆☆ (recenzja)
  • Konające zwierzę - Philip Roth ★★★★★★★★☆☆
  • Zbrodnia i kara - Fiodor Dostojewski ★★★★★★★☆☆☆
  • W krainie czarów - Sylwia Chutnik ★★★★★★★★☆☆ (recenzja)
  • Polska odwraca oczy - Justyna Kopińska ★★★★★★★☆☆☆
  • Opowieść podręcznej - Margaret Atwood ★★★★★★★★☆☆
  • Pragnienie - Richard Flanagan ★★★★★★★☆☆☆ (recenzja wkrótce)
  • Frankenstein - Mary Shelley ★★★★★★★★☆☆ (recenzja wkrótce)
  • Pod mocnym aniołem - Jerzy Pilch ★★★★★★★☆☆☆
  • Mute - D. Wojda, S. Skrobol, B. Sztybor ★★★★★★☆☆☆☆

Ostatnie dwa miesiące stały pod znakiem dobrych i bardzo dobrych książek. Część z nich mnie zaskoczyła, a część pozostawiła po sobie pewien niedosyt, jednak żadna nie zawiodła lub rozczarowała. Zaczęło się od odważnej i szczerej Opowieści podręcznej, która zrobiła na mnie niemałe wrażenie oraz niejako zmieniała sposób, w jaki postrzegam teraz różne rzeczy. Następnie przyszła pora na trzy tytuły, które zostawiły po sobie niedosyt. Pragnienie, moja druga książka Richarda Flanagana, podobała mi się, jednak mam wrażenie, że autor nie wykorzystał w pełni jej potencjału. Polska odwraca oczy, pierwszy reportaż tego roku, niejednokrotnie przeraża, bulwersuje i budzi sporo emocji, jednak jednocześnie jest bardzo nierówny. Z kolei Mute, rzadko czytana przeze mnie powieść graficzna, zachwyca stroną wizualną, jednak sama treść się gdzieś w tym wszystkim gubi. SońkaW krainie czarów i Pod mocnym aniołem to pierwsze spotkania kolejno z Karpowiczem, Chutnik i Pilchem. I to spotkania niezwykle udane! Każda z tych książek to wymagająca, głęboka i zapadająca w pamięć proza. W międzyczasie postanowiłem powrócić do jednego z moich największych odkryć zeszłego roku, a mianowicie Philipa Rotha; Konające zwierzę jedynie utwierdziło mnie w przekonaniu o jego wielkości. Wybitna lektura! Na koniec dwa klasyki - Zbrodnia i kara oraz Frankenstein. Oba dzieła wywarły na mnie spore wrażenie, jednak muszę przyznać, że to ten drugi tytuł bardziej zapadł mi w pamięć. Niemniej jednak, mam nadzieję wrócić kiedyś do każdego z nich.


W kwietniu i maju obejrzałem m.in.:
  • Moonlight ★★★★★★★★☆☆
  • Pokot ★★★★☆☆☆☆☆☆
  • Przełamując fale ★★★★★★★★☆☆
  • Elle ★★★★★★★☆☆☆
  • Pianistka ★★★★★★★★☆☆
  • Kawa i papierosy ★★★★★★☆☆☆☆
  • Przerwana lekcja muzyki ★★★★★★★★☆☆
  • Dzikość serca ★★★★★★★★☆☆
  • Nieodwracalne ★★★★★★★☆☆☆
  • To tylko koniec świata ★★★★★★★☆☆☆
  • Pokój ★★★★★★★★☆☆
  • Jackie ★★★★★★☆☆☆☆
  • Nowy początek ★★★★★★★★☆☆
  • Godziny ★★★★★★★☆☆☆
  • Zwierzęta nocy ★★★★★★★★☆☆
  • Podziemny krąg ★★★★★★★★★☆
  • Big Little Lies ★★★★★★★★☆☆

Pod względem filmowym, kwiecień i maj wypadają całkiem dobrze, choć nie obyło się bez kilku rozczarowań. Zdecydowanie największym z nich jest Pokot, na którym (stwierdzam to z przykrością) bardzo się zawiodłem. Pod względem fabularnym nie mam większych zarzutów, jednak sposób przedstawienia historii oraz scenariusz pozostawiają sporo do życzenia. Pewien niedosyt odczuwam także po Jackie oraz Kawie i papierosach... Natomiast jeśli chodzi o pozytywne zaskoczenia, to chciałbym wyróżnić przede wszystkim Nowy początek, który okazał się niespodziewanie dobrym kinem sci-fi oraz Przerwaną lekcję muzyki, która wywołała u mnie sporo silnych emocji. Przełamując fale Larsa von Triera oraz Pianistka Michaela Hanekego to z kolei genialne, lecz trudne, ciężkie i wymagające filmy; raczej dla miłośników tych reżyserów. Na uwagę zasługują również: Moonlight, Pokój oraz Zwierzęta nocy. Trzy zupełnie różne produkcje, a każda z nich na swój sposób wyjątkowa i wpływająca na widza. Jednakże tytuł najlepszego, obejrzanego przeze mnie ostatnio, filmu trafia do Fight Clubu (Podziemny krąg). Kino najwyższej klasy!


Oprócz tego:
  • Koncert Domowych Melodii
    To jeden z najciekawszych, najbardziej intrygujących i oryginalnych, a zarazem moich ulubionych, zespołów muzycznych. Proste i klasyczne, a jednocześnie zawierające sporą dawkę fantazji, melodie w połączeniu ze szczerymi tekstami prosto z serca dają niezwykłe i jedyne w swoim rodzaju utwory. Grupa znana jest z żywiołowych i iście szalonych występów oraz świetnego kontaktu z publicznością, o czym mogłem się przekonać na ich ostatnim koncercie w Rzeszowie. Chciałbym to kiedyś powtórzyć!
  • Koncert Mikromusic
    Zespół wystąpił w Rzeszowie w nieco okrojonej wersji pod postacią Mikromusic Trio. Wykonał te znane i mniej znane utwory ze swojego repertuaru w nowych aranżacjach, którym wiernie przewodził nieziemski, hipnotyzujący głos Natalii Grosiak. Ich koncert w Rzeszowie był niezwykle kameralny, dzięki czemu miało się poczucie pewnej intymności oraz bliskości z zespołem. Odprężenie przy kojących dźwiękach Mikromusic to z pewnością jeden z najlepszych sposobów na spędzenie wieczoru.
fot. Jakub Dworak (po lewej), Grzegorz Bukała (po prawej)